Znakomite DZIKIE HISTORIE w końcu na DVD!

Błyskotliwa argentyńska tragikomedia przegrała bój o Oscara z polską „Idą”. Szkoda. To naprawdę wybitne kino. Przypominamy recenzję Łukasza Adamskiego

Któż z nas nie pragnąłby wysadzić w powietrze bezdusznej machiny biurokratycznej? Któż z nas nie pragnie czasami czystej vendetty za grzeszki i grzechy naszych winowajców? Czy zemsta nie prowadzi jednak do otchłani? O tym opowiada, przewrotna, błyskotliwa słodko-gorzka oraz pełna czarnego humoru hiszpańsko-argentyńska komedia Damiána Szifróna.

Niedoceniany muzyk, biznesmen, panna młoda, znany milioner, kelnerka oraz specjalista od materiałów wybuchowych powiedzą „dość!” i pokażą wszystkim swoje dzikie oblicze. W świecie, w którym liczy się tylko wydajność i sukces, przechytrzą system i będą walczyć o siebie, nawet jeśli będzie to wymagało przekroczenia cienkiej granicy między normalnością a szaleństwem. Damián Szifrón mając za plecami Pedro Almodovara w roli producenta wiedział, że nikt nie powstrzyma go przed zrealizowaniem najbardziej autorskich i szalonych wizji. Dlatego też Argentyńczyk balansuje na granicy makabreski, komedii i dramatu, przy tym ani razu nie ześlizgując się z bandy. Nie jest to łatwe zadanie, bowiem jego film składa się z kilku historii, połączonych ze sobą wyłącznie przewodnim wątkiem, a nie losem bohaterów. Wielu młodych reżyserów zafascynowanych taką z pozoru prostą formą opowiadania spektakularnie wykładało się już po kilku minutach filmu. Szifrón konsekwentnie jednak nawiązuje do mistrzów tego gatunki kina. „Dzikim historiom” blisko więc do „Babel” Alejandro Gonzáleza Iñárritu czy „Kawa i papierosy” Jima Jarmuscha. W przeciwieństwie do pierwszego filmu jest jednak zupełnie bezpretensjonalny miszmasz gatunków, szalona bajka dla dorosłych ze starą jak świat prawdą o sile przebaczania.

Szifrón rzuca widzów na głęboką wodę w otwierającej film scenie. Króciutka historyjka pasażerów samolotu, którzy znaleźli się nieprzypadkowo na pokładzie, sterowanym przez pragnącego zemścić się na swoich życiowych „prześladowcach” narzuca styl narracji na cały film. W następnych opowieściach śmiech miesza się ze zdumieniem, przerażeniem i w końcu kończy się zadumą nad prostym, ale trafiającym w punkt przesłaniem. Wszystkie, przemyślanie poskładane, historie sprawdzają się nie tylko jako oddzielne filmiki, ale tworzą spójną całość. Wielka w tym zasługa aktorów. Znany z „Sekret jej oczu” Ricardo Darín jako sfrustrowany rakiem biurokracji inżynier jest nie gorszy niż Michael Douglas w „Upadku”, zaś Erica Rives jako „krwawa panna młoda” zrobiłaby porządek nawet z weselną hałastrą Smarzowskiego.

„Dzikie historie” to tragikomiczna opowieść o bestii, jaka siedzi w każdym z nas. Bestii zwanej agresja, której niewinne oblicze może doprowadzić do krwawej jatki, emocjonalnej tragedii, ale również katharsis. Groteskowy klimat filmu podkreśla absurdalność działania pod silnymi emocjami, które tak często nas wszystkich prowadzi na manowce. Bohaterowie filmu stają natomiast na krawędzi przepaści. Dosłownie i w przenośni. Choć czuć w filmie wpływ Pedro Almodovara, to Szifrón ani nie przerysowuje tak mocno swoich bohaterów, ani nie zapuszcza się w aż tak ponure rejony ludzkiej duszy jak hiszpański maestro. Argentyńczyk idealnie równoważy stylistykę filmu, sprawnie gra na skrajnych emocjach widza, prezentując jedną z najlepszych komedii roku.

Łukasz Adamski

5/6

„Dzikie historie”, reż: Damián Szifrón, dystr. Gutek

Autor

2 audiobooki w prezencie! Sprawdź 2 audiobooki w prezencie! Sprawdź 2 audiobooki w prezencie! Sprawdź
W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...