Wrocławskie Neony pod koniec lipca wydały swój drugi album – „Uniform”. I jeśli mówi się, że na nagranie debiutu ma się całe życie, to na wydanie kolejnej płyty czasu jest zdecydowanie mniej.

Już na „Niewolnikach weekendu” muzycy zwrócili uwagę krytyków na swoje przebojowe, indierockowe brzmienie. „Uniform” jest logiczną kontynuacją debiutanckiego wydawnictwa kapeli.

Jako niespecjalny fan muzyki zwanej indie, głównie z powodu jej modnego charakteru i absolutnego braku pierwiastka męskości, tym razem muszę Neony pochwalić. Półżartem – za brak bród. A całkiem serio – za intrygujący kolaż nowej fali i muzyki tanecznej, co może specjalnie oryginalne nie jest, ale w przypadku chłopaków z Wrocławia przekonuje swoją bezpretensjonalnością. Miejscami Neonom bliżej nie do brytyjskiego oblicza indie-rocka, ale polskich rockowych składów z lat 80. jak Azyl P. czy Oddziału Zamkniętego. Już takie rozłożenie akcentów powoduje, że „Unifomu” słucha się dobrze. Widać (a przede wszystkim słychać), że zespół ma pomysł na swoją muzykę i niekoniecznie musi oglądać się na Wyspy Brytyjskie, zwłaszcza gdy Polska również swoje wzorce posiada.

Dziesięć piosenek zawartych na „Uniformie” stanowi dość monolityczny, pulsujący zestaw przebojowych kawałków. W każdym z nich odnajdziemy interesujące, chociaż nieco słodkie melodie, raz w stylu Editors, a raz sięgające nawet do przegięć a la Placebo. Na szczęście wrażenia słodkości nie pogłębia wokal Dawida Zająca, który, choć oscylujący w wysokich partiach, jest jednak męski i niepozbawiony emocji oraz rockowej ekspresji. Syndromu Kumki Olik czy Hatifnats tutaj na szczęście nie usłyszymy. W większości numerów głównym elementem jest pulsujące taneczne, dyskotekowe niemal tempo, podbite mocnymi liniami basu oraz gitarowymi zagrywkami. W tle zaś pojawia się dyskretna elektronika. Produkcja całości jest więc bez zarzutu, a akcenty rozłożone prawidłowo.

Najciekawszy moment płyty odkrywa się na końcu, bowiem tam znajduje się promujący wydawnictwo utwór „Legalna Moskwa”, który różni się od pozostałych piosenek zarówno rytmiką, jak i typem melodii. Główną rolę gra w nim (sztuczny, bądź naturalny – wersja promocyjna nie podaje) akordeon, co w połączeniu z nostalgicznym tekstem, przywołującym wojska radzieckie stacjonujące w Legnicy, tworzy ciekawą, nieco odrealnioną atmosferę. Wówczas nie mamy wrażenia, że Neony to zespół należący do tej samej grupy wykonawców co Muchy czy Bruno Schulz.

Wypada jeszcze wspomnieć o tekstach, które nie obrażają inteligencji słuchacza, ale z drugiej strony jak dla mnie nie są specjalnie interesujące. Ot, opowiastki o młodzieńczych relacjach damsko-męskich, ubarwione miejskimi scenkami i doprawione sporą dawką hedonizmu. Taki urok młodości, ale w przypadku Neonów nie drażni. Szkoda, że zamiast tych wszystkich pochodzących z konkursów talentów pozbawionych umiejętności wokalistek, w radiu komercyjnym akurat nie jest prezentowana taka muzyka. Bo Neony to z jednej strony rockowa sekcja, a z innej popowa melodyka i dyskotekowy puls. Ciekawy album.

Neony, Unifom, Sony Music Polska 2015.

3.5/5

Michał Żarski