Właściwie gdyby wypowiedz Stasiuka dotycząca biskupów polskich nie miała miejsca, nie zabierałbym głosu. Bo i po co? Koń jaki jest każdy widzi. Ale ponieważ wypowiedziane zostało, to co zostało, to musimy uzmysłowić sobie kontekst tej wypowiedzi.

Zacznijmy od wulgaryzmów. Tak. Czesław Milosz z którym się dobrze znalem ich nie znosił. Uważał, że to jest kultura niższa. Nie kultura języka. Nie kultura pisarza. Dlatego tak mało poświęcił w swej Historii Literatury Markowi Hłasce. A Stasiuk to przecież nie Hłasko. Książki Marka Hłaski miały swój kontekst i znaczenie. Palenie papierosów bez filtra, nikogo nie czyni jeszcze Albertem Camus. Nomen omen to samo o czym teraz pisze, utrzymuje Jarosław Marek Rymkiewicz. Utrzymywał Gustaw Herling-Grudzinski. Witold Gombrowicz przybijał do tej trumny gwóźdź największy: „Byłoby dobrze, gdyby nie wszystkich piszących, nazywano od razu pisarzami”.

Moja teza jest następująca. Gdyby nie było „Gazety Wyborczej” i jej środowiska nie byłoby Stasiuka. Nie byłoby go. Zobaczcie jakie to oczywiste. Nie byłoby Stasiuka nawet, jak do boju ruszyłoby dziesięciu Stasiuków. Stu. Nie byłoby go nawet, gdyby tańczył poloneza z takimi gwiazdami jak Olga Tokarczuk i forowany przez TW „Tygodnika Powszechnego” Jerzy Pilch (kto jutro będzie jeszcze chciał ich czytać?). Ta straszliwa zapaść w kulturze polskiej okresu po roku 1989, to właśnie oni i Andrzej Stasiuk. „Wybitni” pisarze, którzy nic nigdy nie powiedzieli. Niczego nie odkryli. Tu może się jednak mylę. Stasiuk odkrył przecież gniazdo nienawiści. Co mogło go do tego sprowokować? Nie miejmy złudzeń. Wygrana Andrzeja Dudy. I raz jeszcze powrót poprzez kościół polski do łożyska rzeki, którą wyrzeźbiła tysiącletnia kultura.

Rozumiem, że dla Andrzeja Stasiuka, postać Jerzego Popiełuszki, to postać niemiła. Zbyt bliska biskupów. Zbyt bliska dla odradzającej się Polski. Takim wrzodem był dla tych ludzi Jan Paweł II. Stąd wulgaryzmy. Stad nienawiść. Jego książki to wypadkowa tego, czym była III Rzeczpospolita.

Jak w tym tłumie przed pałacem prezydenckim z prezydentem, który podkulił ogon i z niego uchodzi. Oczywiście agresja w stosunku do Ojca Świętego, nie jak to się stało w sprawie biskupów, rzecz byłaby zbyt ryzykowna. Znamy tę nienawiść Stasiuka pod melodię TVN i innych mediów, które przemieniały go w kogoś, kim nigdy się nie stanie. Tatuś chodził z Danielem Olbrychskim do szkoły? Słowo w tej sprawie wyjaśniłoby wiele. W przenośni jest to także nienawiść do takich jak Jarosław Marek Rymkiewicz, nieżyjący już Marek Nowakowski i Zbigniew Herbert. Stad czarna owca o przydomku Smoleńsk. Andrzej Stasiuk doskonale wie, dlaczego o tym mówi. Wie, że jego świat „wybitności” zapada się w niepamięć, jak książki Masłowskiej, czy Kuczoka. Stasiuk wie, ze jest „dzieckiem” środowiska „Gazety Wyborczej”, bez którego nie mógłby zaistnieć. Jest w podobnym miejscu, jak Jerzy Kosiński, Nadine Gordimer, czy Gunther Grass, kiedy nagle wszystko wokół nich zieje pustka. Pustka, która ma swoje uzasadnienie. Pustka nic nie znaczących slow, którą usłużny dziennikarz nazwie geniuszem i wyrocznia.

Mieszkając w Polsce czytywałem Jacka Kerouca. Kiedy po latach czytałem ponownie jego najważniejsza z powieści, to zobaczyłem tę samą pustkę ubrana w słowa, co Stasiuka. Z tą jedną różnica, że u Kerouca nie podszyta nienawiścią, która z jakiegoś powodu - znanego mi, bo znam historie jego rodziców - dymi ze Stasiuka.

Teraz przykład, który pozwoli na właściwie odczytanie wypowiedzi Stasiuka w sprawie biskupów. Rafał Gan-Ganowicz. W kraju ukazała się tylko jedna jego książka. „Kondotierzy”. Książka pokazująca inną Polskę i innych Polaków. Stawiam dolary przeciwko orzechom, ze ŻADNA książka Stasiuka nie będzie NIGDY odczytana, jak ten właśnie autor jednej książki. Choć Rafał Gan-Ganowicz nie był człowiekiem wierzącym, to z jego ust - a znaliśmy się więcej, niż dobrze - nie padło złe słowo o ojcach kościoła, którzy przeprowadzili Polskę przez zabory, okupacje niemiecka i komunizm. Jest to sprawa więcej, niż taktu i inteligencji. Chyba, że jak Zygmunt Bauman, lub noblistka Wisława Szymborska staniemy po stronie ZŁA, żądając dla takich jak biskup Kaczmarek i jego następcy kary najwyższej. Kary śmierci.

Na koniec zwrócę uwagę, bo w przyszłości zamierzam do tego powrócić, czym dla Polski jest sprawa tradycji. Także tradycji pisarskiej. Nie o wspomniane wulgaryzmy tu chodzi, bo nie dotyczy to przecież Wacława Potockiego, Aleksandra Fredy, czy tylu innych. W tej tradycji wpisane jest kim stał sie Stasiuk, choć przez tyle lat nikt jego głosu nie śmiał kwestionować. Chciałoby się powiedzieć, nie koń jaki jest każdy widzi, ale intelektualna pustka z wpompowanym do niej powietrzem.