9 MIL. Kino akcji po hiszpańsku. RECENZJA DVD

Świeżość policyjnego filmu Daniela Monzona polega nie na samej akcji, ale miejscu gdzie jest ona osadzona. Prosta, ale naładowana adrenaliną historia o przemytnikach narkotyków pokazuje jak wygląda przestępczy półświatek wokół dziewięciu mil, które dzielą Afrykę od Europy. Wszystko zaś jest zrobione z południowym, dzikim temperamentem.

Choć Monzona nie szczędzi widzom przepięknych, wyjętych z pocztówek widoków wybrzeża Hiszpanii, to jednocześnie przenosi nas do mroków zarówno marokańskiego Tangeru jak i hiszpańskiej Estapony. Ciekawie pokazuje mechanizmy rządzące handlem narkotykami na południu Europy, gdzie czuć macki oczywiście Rosjan. W przeciwieństwie do klaustrofobicznej „Celi 211”, tym razem upaja się rozmachem scen pościgowych ( kapitalny pojedynek helikoptera z łodzią motorową), które kręci w nie mniej spektakularny sposób niż jego koledzy z Hollywood. Dobrze się więc stało, że Hiszpan uparł się by filmu nie kręcić w języku angielskim z gwiazdami w USA. Uniknął dzięki temu wtórności i ożywił banalną opowiastkę.

Można się rzecz jasna dopatrywać w „9 milach” różnych społecznych podtekstów. Mamy dwóch młodych Hiszpanów, który są pozbawieni złudzeń co do kondycji pogrążonego w kryzysie kraju i policjantów, rozumiejących w jakimś stopniu ich położenie życiowe. Z drugiej strony ta sama Hiszpania jest obiektem marzeń Marokańczyków, którym przez biurokrację i wysokie podatki opłaca się szmuglować z Europy towary pierwszej potrzeby. Monzona nakreśla te sprawy delikatnie i trochę przy okazji. Jego film ma przede wszystkim ukazać wojnę jaka toczy się na krótkim morskim odcinku między dwoma kontynentami i zapewnić dobrą rozrywkę. „9 mil” ociera się o „Savages” Olivera Stone’a. O obu opowieściach infantylni gówniarze wpadają w świat prawdziwej mafii i zdają sobie sprawę, że krew w rzeczywistości ma inną barwę niż w grach komputerowych.

Niemniej jednak nie ma w „9 milach” wyrachowania Stone’a i innych patrzących na komercyjne aspekty twórców z „fabryki snów”. Jest za to dzika sceneria, europejska nieprzewidywalność i zupełnie dziwaczne epizody ( spróbujcie rozpoznać Iana McShane’a), niespotykane w kinie amerykańskim. Monzona nie tylko przemycił w swojej opowieści o przemytnikach najlepsze gatunkowe rozwiązania kina z Hollywood, ale poprzez przefiltrowanie ich przez hiszpańską wrażliwość zrobił film świeży, lekki, niezobowiązujący i przepyszny niczym śródziemnomorska kuchnia.

4/6

Łukasz Adamski

„9 mil”, reż: Daniel Monzon, dystr: Best Film

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych