Orbitowski ewidentnie po sukcesie „Szczęsliwej Ziemi” odpoczywa. Jakiś czas temu pojechał sobie do Afryki, o powstającej książce mówił w wywiadzie dla wNas.pl rok temu. Czy mamy Cejrowskiego-grozy?
Nie. Mamy książkę bardzo ciekawą i oryginalną. I tylko nieco inną od tego do czego Orbitowski nas przyzwyczaił. Bo być może część czytelników się ze mną nie zgodzi, ale „Zapiski Nosorożca” to wciąż zbiór opowiadań i to opowiadań grozy. Choć przebrany tak byśmy nie zauważyli.
Specyficzna jest struktura tej książki. Orbitowski przeplata swoje wspomnienia z RPA z legendami Czarnego Lądu opisanymi w formie krótkich historii. Szczególnie interesujące jest szczere przyznanie podróżnika: niczego Wam nie wyjaśnię, nie zrozumiałem Afryki. Ja tu tylko notuję wnioski wyciągnijcie sami. W porządku, to uczciwe, że nie wymądrza się na siłę. Jednak oczekiwałem, nie wiem, nie tyle może Orbitowskiego mędrkowania ale większego powiązania opisanych mitów Afryki Południowej z treścią wspomnień podróżnika. Tego nie otrzymuję, lektura chwilami jest więc rwana, jednak fraza wciąż trzyma poziom. Ciekawi jesteśmy i tej podróży i tej mitologii.
Ale dobra, mitologia, bo to ona jest tu kluczowa. Orbitowski to mistrz horroru, a afrykańskie mity i klechdy to najczystszy horror. Przeraża ta duchowość Czarnego (czy można jeszcze tak mówić?) Lądu, te opowieści w których przeplata się przemoc, bezwzględność, egoizm, podstęp, wreszcie dzika, groźna natura, powszechny głód i śmierć.
Orbitowski te mity opisuje z niesłychanym zaangażowaniem. Istne to perły jego prozy. Opowiada on przerażającą historię na trzech, czterech, czasem nawet dwóch stronach. Efekt jest taki, że niekiedy musimy książkę na chwilę odłożyć. I tu chyba zasadza się tajemnica tej znakomitej lektury. Orbitowski zawsze mówi, że jego książki są mądrzejsze od niego - tutaj rozumiem o co mu chodzi. Z jednej strony sam, w treści, przyznaje, że Afryki nie zrozumiał. Z drugiej strony te przytoczone mity pomagają jednak życie mieszkańców Afryki zrozumieć. W tych mitach zaklęta jest ich mentalność, ich charakter i wreszcie ich okrutna, pełna cierpienia historia!
Owszem - wciąż w takim poetyckim-reportażu lepszy jest Nowaczewski ze swoich „Dwóch lat w Phenianie”, jednak Orbitowski idzie podobną drogą. Jego fraza jest jednak bardziej sucha i pozbawiona emocji. Przez to właśnie Afryka ukazuje nam się naga, hebanowa. Pełna smutnych wspomnień o okrucieństwie, złu i cierpieniu. Tak jak jej lud.
Arkady Saulski
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/252720-zapiski-nosorozca-orbitowskiego-okrutny-mit-afryki-recenzja
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.