Prawda to wielki problem współczesnej Rosji – mówi Waldemar Krzystek. Reżyser m.in. „Małej Moskwy” i „Anny German” powraca z filmem „Fotograf” Z Waldemarem Krzystkiem rozmawia Jolanta Gajda-Zadworna

Jolanta Gajda-Zadworna: Na razie tylko na specjalnym pokazie, na zakończenie 30. Warszawskiego Festiwalu Filmowego i na festiwalu w Gdyni, można było zobaczyć pana najnowszy film. Czy dlatego że „Fotograf” jest politycznie niewygodny?

Waldemar Krzystek: Są jeszcze takie filmy? W czasach, kiedy wszystko można, w których nie obowiązuje większość kryteriów i nic nie jest aż tak ważne, żeby o to walczyć lub z tym walczyć? A może po prostu „Fotograf” nie jest łatwy do przyjęcia, bo trzeba się skupić, żeby go zrozumieć, bo stawia dużo trudnych i niepokojących pytań, bo to nie jest tzw. fajny film wczoraj widziałem? Dystrybutorzy obawiają się, że widownia taki film odrzuci i on nie zarobi. A z jeszcze jednego powodu stanie się tak i u nas, i w Rosji – dlatego że to film „rosyjski”.

Bo grany w większości po rosyjsku i kręcony m.in. w Moskwie?

Sądząc po pierwszych reakcjach, „Fotograf” w Rosji jest filmem niewygodnym, począwszy od tego, że zrobili go Polacy, a na jego wymowie skończywszy. Chciałbym jednak podkreślić, że nie zrobiłem filmu doraźnego, w związku z jakimiś wydarzeniami czy tzw. palącym problemem, z którym przyszło się nam zmierzyć. Nie doświadczyłem bowiem żadnego spektakularnego i nagłego przebudzenia z kaszpirowskiej hipnozy Rosją, nie spadły mi żadne łuski z oczu ani różowe okulary, bo… Rosjan dobrze znam od dawna. Mieszkałem obok nich przez 20 lat, kiedy jeszcze stacjonowali koło mojego domu w Legnicy. Dosłownie i w przenośni. Później rozpadł się Związek Radziecki, ogłosili glasnost i pierestrojkę, ich żołnierze wyjechali z Polski, wydali zakazane książki Sołżenicyna, ale w ich charakterze nic się nie zmieniło. Drapacze chmur postawione w centrum Moskwy, nowocześnie wyposażona siedziba nowej Łubianki czy świetnie ubrani ludzie poruszający się po mieście superdrogimi samochodami nie wpływają na istotę rzeczy. Ta, jak na razie, nie ma szans na transformację.

Z powodu?

Tam nigdy nie doszło do oceny przeszłości. Zło, demony, które były, nie zostały nazwane, a tym bardziej definitywnie rozliczone. Prawda to wielki problem współczesnych Rosjan i Rosji jako państwa. „Fotograf” pyta o prawdę, pyta o to, gdzie ona jest i czy jej poznanie jest potrzebne, nawet jeśli będzie bolesne. Życie w kłamstwie jest przecież łatwiejsze i przyjemniejsze, przynajmniej tak się w pierwszej chwili wydaje. Kola, bohater naszego filmu, nie mówi swoim głosem. Bo go nie ma czy nie chce mieć, bo się boi? Czy mówienie swoim głosem nie jest starym problemem Rosji? Starym i wciąż aktualnym – jak się okazuje. My też znamy ten problem. Tak w ogóle każdy człowiek zna ten problem: powiedzieć coś czy jednak nie, bo… I nie mówimy.

Rozliczenie niewiele da, jeśli mentalność pozostanie taka jak dawniej?

Właśnie. Na festiwalu literackim w Sopocie Władimir Sorokin powiedział, że trup Związku Radzieckiego cały czas u nich leżał, tylko odsunięty w kąt, przysypany trocinami. Teraz wstał, otrzepał się i znów stał się główną siłą. Siłą kształtującą oblicze Rosji.

Pan tę siłę pokazuje w swoim filmie, chociaż ukrytą w popularnej konwencji kryminału. Czyli może zrzuca pan widzom łuski z oczu?

Zrzucam tym, którzy je mieli. Niestety w większości chcieliśmy widzieć to, co jest dobre. Taką wersję demo współczesnej Rosji, która okazała się mydlaną bańką. Kiedy ta pękła, wszyscy nagle poczuli się rozczarowani, zawiedzeni i zbiorowo osieroceni. Nowoczesna, demokratyczna Mat’ Rossija okazała się bezwzględną macochą.

CZYTAJ NASZĄ RECENZJĘ FOTOGRAFA

Specjalny pokaz „Fotografa” nie bez powodu zamknął 19 października jubileuszową 30. edycję WFF – imprezy prestiżowej, o międzynarodowej pozycji. Tymczasem wejście do kin w Polsce planowane jest dopiero na marzec przyszłego roku. Dlaczego?

Może chodzi o przygotowanie polskiego widza do filmu granego w dużej mierze po rosyjsku, co w potocznym rozumieniu może być odebrane jako prorosyjskość. Taką samą sytuację mieliśmy w związku z „Małą Moskwą”, a film sprzedał się całkiem nieźle. Tak samo zresztą dobrze jak w Rosji, chociaż na początku, nawet już na etapie scenariusza, zarzucano mi antyrosyjskość i odmawiano współpracy. Wtedy pytałem: chyba antyradziecki, to macie na myśli? Ale dzisiaj sytuacja jest inna, dzisiaj słyszę, że „Fotograf” będzie odebrany jako film antyrosyjski, bo jest… antyradziecki, a dzisiaj to znaczy to samo. Rosja to jeden kraj, jedna historia, jedno myślenie, nie ma mowy o żadnym odcięciu się od przeszłości. W końcu upadek ZSRS to największa geopolityczna katastrofa XX w., jak powiedział Putin.

(…)

W nowym wydaniu tygodnika „wSieci”: życie po życiu – co mówią ludzie, którzy przeżyli własną śmierć, dokąd trafimy po śmierci - o niebie, czyśćcu i piekle, echa politycznego trzęsienia ziemi wywołanego wypowiedzią i zachowaniem Radka Sikorskiego, czy lider Kabaretu Moralnego Niepokoju zmieni się w Grzegorza Schetynę, by spiskować przeciw Ewie Kopacz oraz rozmowa z Robertem Litzą Friedrichem, twórcą Arki Noego, która w tym roku świętuje 15-lecie. Największy konserwatywny tygodnik opinii w Polsce w sprzedaży już od 27 października.

tytuł
tytuł