GNIEW. Dobrze, że mamy MIŁOSZEWSKIEGO. Recenzja

Dobrze, że mamy w polskiej literaturze Zygmunta Miłoszewskiego. Bo choć niejednokrotnie może irytować (zwłaszcza prawicowców) swoimi wypowiedziami na dyżurne tematy w tvn24, to nie ma to nic do rzeczy, jeśli chodzi o literaturę. Miłoszewski jest po prostu świetnym powieściopisarzem. Trzecia – i według zapowiedzi autora ostatnia – część przygód prokuratora Teodora Szackiego to lektura obowiązkowa dla dotychczasowych fanów autora, ale i dobra zachęta dla tych, którzy chcieliby dopiero poznać jego powieści. Oschły i niebudzący wiele sympatii śledczy przenosi się tym razem do Olsztyna, gdzie musi zmierzyć się nie tylko z zagadkową śmiercią, ale również z ohydnym środowiskiem, biologiczno-genetyczną zagadką i społecznym problemem przemocy domowej.

„Gniew” nie zawodzi w swoim głównym wymiarze - kryminalna fabuła jest zbudowana w charakterystyczny dla Miłoszewskiego sposób; z sarkastycznym sposobem narracji, niecodziennym tłem samego zabójstwa i równie dziwną drogą do rozwiązania śledztwa. Banałem byłoby napisanie przy okazji kryminału, że jego zaskoczenie jest zaskakujące – ale w przypadku „Gniewu” tak po prostu jest. Miłoszewski naprawdę misternie zbudował świat swojej powieści, dbając o każdy szczegół, a wywrócenie stolika na koniec powieści jest wisienką na torcie tego smakowitego tortu. Finał nie psuje całej historii jak to często bywa przy okazji kryminałów, ale jeszcze ją ubarwia.

Nowa powieść autora tylko pod jednym względem spada o poziom niżej w porównaniu ze swoimi poprzednikami. Chodzi o publicystyczne tło powieści, co do tej pory było mocną stroną Miłoszewskiego. Pierwsza część przygód Szackiego - „Uwikłanie” zabierała mocny głos w temacie rozliczeń z PRL i wpływu esbeków na rzeczywistość III RP. Książka zasłużyła tym zresztą na wielkie oburzenie Adama Michnika, który mówił coś o „pisowskim filmie”, gdy „Uwikłanie” pojawiło się w wersji kinowej. Z kolei druga część trylogii - „Ziarno Prawdy” - brała pod lupę problem antysemityzmu, który w sandomierskiej rzeczywistości śledztwa dawał o sobie znać w najmniej spodziewanym momencie. Wówczas Miłoszewskiego – równie bezsensownie, co w przypadku „Uwikłania” - okrzyknięto autorem salonu, bo gdzieś tam rozdrapywał narodowe rany. Autor nie jest ani „pisowski”, ani „salonowy” - ale kogo to obchodzi w rozgrzanym do granic możliwości duopolu w polskim myśleniu o rzeczywistości.

A „Gniew”, pod kątem tła powieści, pozostawia niedosyt – co prawda Miłoszewski kreśli gdzieś w tle problem polsko-niemieckiej przeszłości Warmii, powojennych wypędzeń i wpływu niemieckiej myśli na tamtejszą architekturę, co prawda pojawia się kwestia przemocy domowej, ale jest to bardzo cienki rys. „Gniew” skupia się przede wszystkim na śledztwie, to tylko (i aż!) znakomity kryminał, co ma swoje plusy, ale i minusy, bo przyzwyczajeni do publicystycznych wtrąceń Miłoszewskiego mogą poczuć się nieco zawiedzeni.

Otwartym pozostaje pytanie o samego Szackiego. Autor jasno oznajmił, że to koniec przygód z prokuratorem w roli głównej, z drugiej jednak strony pozostawił sobie w powieści małą furtkę, którą mógłby wykorzystać przy ewentualnym rozwinięciu trylogii. A Miłoszewski? Jak na razie zapowiada, że jego kolejne książki nie będą miały nic wspólnego z kryminałem. Pozostaje mieć nadzieję, że autor sprawdzi się również w innym rodzaju literatury. „Gniewem” udowodnił po raz trzeci, że jest mistrzem kryminału.

Marcin Fijołek

Zygmunt Miłoszewski, Gniew, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2014, s. 404

tytuł
tytuł

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!

Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych