Film Roya Anderssona ze Szwecji „En duva satt pa en gren och funderade pa tillvaron” („Gołąb siedzi na gałęzi zastanawiając się nad egzystencją”) wygrał 71. festiwal w Wenecji. To czarna surrealistyczna komedia z wątkami horroru i pełnej absurdów fantazji. 71-letni laureat Złotego Lwa, porównywany jest niekiedy do Federico Felliniego. Wśród wygrany również włoski film „Hungry hearts” w reżyserii Saverio Costanzo. Odtwórcy ról matki i ojca, Włoszka Alba Rohrwacher i Amerykanin Adam Driver, otrzymali nagrody dla najlepszych aktorów. Srebrnym Lwem za najlepszą reżyserię wyróżniono Andrieja Konczałowskiego z Rosji za obraz „Białe noce listonosza Aleksieja Triapicyna”.
Grand Prix jury otrzymał duńsko-fińsko-indonezyjsko-norwesko-brytyjski dokument „The Look of Silence” Amerykanina Joshua Oppenheimera. To kontynuacja jego głośnego na świecie dokumentalnego obrazu „The Act of Killing” o masakrach ludności w Indonezji w latach 60. minionego wieku. Specjalną nagrodę jury otrzymał zaś turecki „Sivas” Kaana Mujdeci. Bez nagród wyjechał chwalony „Birdman” Alejandro Gonzáleza Inárritu oraz oczekiwany „Pasolini” Abla Ferrary. Krytycy są zgodni, że tegoroczny festiwal w Wenecji nie należał do najlepszych. Korespondentka tygodnika wSieci Urszula Lipińska dzieli się swoimi spostrzeżeniami w jutrzejszym numerze naszego tygodnika. Oto fragmenty tekstu.
71 Festiwal Filmowy w Wenecji z roku
na roku staje się coraz mniej istotnym
wydarzeniem dla świata kina. Nie chodzi tu
jedynie o słabe filmy – sam festiwal przyciąga
coraz mniej widzów i ważnych reżyserskich
nazwisk, a salom zdarza się świecić pustkami,
co na do niedawna prestiżowym wydarzeniu
jest zjawiskiem nie do pomyślenia.
Wydawało się, że w tym roku będzie inaczej.
Wenecja bowiem zawsze oferuje mocne
otwarcia (to tu pokazano w zeszłym roku
„Grawitację” Alfonso Cuaróna, która w tym
roku podbiła oscarową galę) i tym razem
nie było inaczej. Znakomity „Birdman” Alejandro
Gonzáleza Inárritu dał Michaelowi
Keatonowi najprawdopodobniej najlepszą
rolę w jego karierze, a publiczności zapewnił
frapujący film. Opowieść o aktorze, któremu
rzeczywistość pomieszała się z granymi
przez niego postaciami, wciągnęła sugestywnością
i zaostrzyła apetyty na kolejne
seanse. Zbudowane przez obraz Inárritu
napięcie podtrzymał jednak jedynie zaserwowany
jeszcze tego samego dnia dokument
„The Look of Silence” Joshuy Oppenheimera.
A potem napięcie zaczęło tylko i wyłącznie
spadać.
(…)
Dlatego także i w tym roku miało się wrażenie, że wszystkie najciekawsze rzeczy wydarzyły się gdzieś na marginesie głównych sekcji, na pokazach specjalnych wyjętych z konkursowych rywalizacji. Jednym z ciekawszych punktów programu okazał się na poły dokumentalny, na poły fabularny film „W piwnicy” Ulricha Seidla.
(…)
Obok dokumentu Seidla, w obliczu marniejącego
z dnia na dzień kina, nikogo specjalnie
nie zdziwił również sukces prezentowanego
na pokazach specjalnych serialu
HBO „Olive Kitteridge” wyreżyserowanego
przez Lisę Cholodenko. Czterogodzinny tasiemiec,
który znalazł się w programie festiwalu
z powodu grającej w nim główną rolę
Frances McDormand (aktorka odbierała tu
nagrodę Visionary Talent Award), zajmuje
się wszystkim tym, czym kino zajmować się
nie lubi. Za wiodącą postać obiera kobietę
na emeryturze, zgorzkniałą i doświadczoną
przez los, portretując ostatnie lata jej życia.
To tylko pozornie seria prozaicznych, nieciekawych
zdarzeń: długotrwała choroba męża,
ślub niekochanego przez nią syna, spotkanie
z dawno niewidzianymi wnukami. Cholodenko,
z punktu widzenia kobiety, która patrzy
na świat już tylko oczami pełnymi rozczarowania
i nienawiści, ukazuje powolne
odchodzenie Olive ze społeczeństwa. Staruszka
coraz mniej rozumie, na coraz mniej
się zgadza, coraz bardziej się boi i coraz wyraźniej
widzi własne niedopasowanie. Dostrzega,
jak tracąc dzieci, męża, niedoszłego
kochanka, psa, traci kolejne punkty, które
trzymają ją przy życiu.
Podobnej odwagi i delikatności próżno było szukać w konkursowych filmach, które odbijały podstawowy problem włoskiego festiwalu, niemogącego na nowo odnaleźć swojego profilu, kina, które mogłoby tu być faworyzowane, i linii, której mógł się konsekwentnie trzymać. Z tego powodu program kilku edycji rozpada się na produkcje w żaden sposób ze sobą niedialogujące, pogubione, wzięte każda z innego świata. Wcale nie składa się to w różnorodny zestaw. Składa się to w zestaw ujawniający niezdecydowanie, chęć przypodobania się kilku grupom odbiorców, podejrzenie, że organizatorzy nie panują nad machiną, którą przyszło im zarządzać.
Cały tekst Urszuli Lipińskiej o tegorocznym festiwalu w Wenecji w jutrzejszym numerze tygodnika wSieci
W nowym wydaniu tygodnika „wSieci”: Polska bez Tuska – raport specjalny, sylwetka Ewy Kopacz, rozmowa z Jarosławem Gowinem, tęczowa indoktrynacja najmłodszych Polaków, Grzegorz Kostrzewa-Zorbas analizuje decyzje ostatnio podjęte przez NATO, ukraiński publicysta Wachtang Kipiani na temat sytuacji na Ukrainie po agresji Rosji. Największy konserwatywny tygodnik opinii w Polsce w sprzedaży już od 8 września.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/252074-szwedzki-film-zwycieza-festiwal-w-wenecji-birdman-przegrywa-we-wsieci-relacja-z-tonacego-festiwalu
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.