Stan równowagi. MAŁE I MNIEJSZE Notatki o najnowszej poezji i krytyce. Recenzja

Małe i mniejsze, druga już książka krytycznoliteracka (a trzecia o literaturze polskiej) młodego literaturoznawcy, Pawła Mackiewicza – to przykład aktywności „roczników osiemdziesiątych”. Twórcy urodzeni w latach osiemdziesiątych, z punktu widzenia kilkudziesięciolatków nie tak dawno przecież byli dziećmi, które idealizowano w poezji pisanej w stanie wojennym. Niemowlęta z wierszy, które miały przenieść nadzieję do przyszłych pokoleń i ożywić je, zamieniły się w dorosłych, którzy jednak funkcjonują w warunkach dojrzałości niesprzyjających. Im bardziej się nas poucza: jak mamy mówić, piać, myśleć, nadzoruje i karze, tym bardziej stajemy się społeczeństwem wiecznych dzieci. Co więcej zamieniamy się w malców jak w „Księdze śmiechu i zapomnienia”, by nie powiedzieć, że jak we „Władcy much”. Jaką rolę gra w takich warunkach literatura?

– Małą i mniejszą – zdaje się odpowiadać Mackiewicz. Nie pozostawia złudzeń. Pierwszą książkę o najnowszej poezji zatytułował „Pisane osobno”. Oddzielnie, w odosobnieniu, ale czy na marginesie? No, właśnie, nie. W głównym nurcie, czyli z przestrzeganiem niepisanej zasady, aby nie solidaryzować się z poetami wykluczanymi lub atakowanymi. W dzisiejszych realiach taki gest spowodowałby anihilację zawodową. System wykluczania zagadnień, osób, pojęć nawet z oficjalnej debaty działa bezwzględnie. Dlatego osobna miniaturyzacja stwarza efekt równowagi, spokoju za cenę paradoksalnej stronniczości. Autor książki historycznoliterackiej o Kazimierzu Wyce jako krytyku poezji, „W kraju pełnym tematów”, unika tematów drażliwych. Czy to źle?

Relatywistycznie rzecz biorąc – doskonale. Kiedy jednak za dwadzieścia lat nowa generacja będzie się chciała dowiedzieć, co przeżywali czytelnicy poezji polskiej na początku XXI wieku, nie dowie się o „Łączce” Przemysława Dakowicza, „Podziemnych motylach” Wojciecha Wencla, tomikach Aleksandra Rybczyńskiego, niektórych poruszających wierszach Szymona Babuchowskiego lub Artura Nowaczewskiego. Ze starszych poetów zniknie Leszek Długosz. Utrwali się cenzura polityczna maskowana argumentami artystycznymi lub przewrotną etyką (prawość wprawia w pychę, grzeszmy więc, aby się doskonalić w cnocie pokory). Krytyk literacki, który utrwala hierarchię autorytetów, ryzykuje, że mało wniesie do kanonów współczesnego smaku. Zarazem jednak coś wnosi: szczegóły. Kilka szczegółów.

Po pierwsze, uważne czytanie tych tekstów, które czytać wolno. Jest to zatem ćwiczenie w zastosowaniu skali wartościowań. Kiedy wyrobi się – sobie i swoim odbiorcom – sokole oko i dobry gust, rośnie nadzieja, że ktoś zdoła wykorzystać wypracowane narzędzia analiz w szerszej skali: do literatury pełnej, a nie wyłącznie tej pomniejszonej, ocenzurowanej, okaleczonej. W smutnych czasach sztuka przemilczeń i czytania między wierszami może się przydać ocalaniu przynajmniej poezji, jeśli nie ludzi.

Po drugie, podążając szlakiem Kazimierza Wyki, dzisiejszy literaturoznawca wskazuje pragmatyczną wyższość dyplomacji nad gestem samospalenia. Są powody, aby podziwiać heroiczne samounicestwienie, lecz dla przechowania pamięci o literaturze polskiej więcej zrobił ten, kto dbał o poziom jej nauczania, potrafił choć coś z niej ratować w programach szkolnych, niż bezradni radykałowie. Kiedy instytucjonalnie marginalizuje się historię literatury w edukacji wszystkich szczebli oraz w mediach, bezcenna jest erudycja młodego krytyka. „Czyta niepokojąco dużo” – zaznaczono w zacytowanym na okładce fragmencie recenzji wydawniczej. Właśnie. Czytając wiersze osiemdziesięciolatków, Mackiewicz z godnością przeciwstawia się barbaryzacji, która każe wpychać starszych żywcem do grobu. Zrecenzowanie tomiku Zbigniewa Jankowskiego w dobie dyktatu młodzieńczości stało się aktem nonkonformizmu (nb. zganionym!). Konfiguracja nazwisk wydaje się „salonowa”, lecz szacunek wobec salonu sprzed czterdziestu lat, dziś zamienia się w odważne kwestionowanie panowania salonu A.D. 2014.

Po trzecie i najważniejsze, Mackiewicz pisze o sztuce, a nie ideologii. Cokolwiek by o relacjach między nimi mówili modnisie, artyzm ma przewagę nad przemijającym i zostawiającym po sobie zgliszcza dyktatem światopoglądowym.

Umiar, równowaga, złoty podział odcinka... – minimalizm? Może, ale niekoniecznie. I w tej szczelinie zaniechania, w nienarzucaniu poglądów chwieje się płomyk wolności słowa. Zarówno poetyckiego, jak krytycznego.

Paweł Mackiewicz – „Małe i mniejsze. Notatki o najnowszej poezji i krytyce”, Wydawnictwo FA-art, Katowice 2013.

Maria Tarczyńska

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych