„Lubi swój zapach intymny. Rzadko się myje, bo higiena jest dla niej mocno przereklamowana”- tak reklamuje „Wilgotne Miejsca” jego dystrybutor. Ekranizacja powieści Charlotte Roche opowiada o autodestrukcyjnej dziewczynie, która nie może pogodzić się z rozpadem związku rodziców. W kontrze do pedantycznej matki ( oczywiście katoliczki) i norm obyczajowych popada więc w będące na skraju rzeczywistości i snu szaleństwo. W tej warstwie ciekawie film pokazuje jak bardzo rozpad związku może wpłynąć na dziecko, i czym jest zerwanie rodzinnej harmonii dla nastolatki. Jednak niemiecki twórca David. F. Wnendt środek ciężkości przesuwa na tanie skandalizowanie zanurzone w obrzydliwych scenach, jakich kino mainstreamowe nie widziało.
Ten film to hemoroidalny wyziew ze scenami masturbacji, krwią menstruacyjną, zabawą śluzem z każdego ludzkiego otworu w ciele. Pisałem, że przekroczenie przez Larsa Von Triera rubikonu i wprowadzenie na „salony” porno ocierającego się o hard corowy masochizm będzie musiało otworzyć puszkę Pandory w kinematografii. Niemiecki kolaż „Trainspotting” i „Nimfomanki” jest tego najdobitniejszym wyrazem. Czemu ma bowiem służyć pornograficzna dosłowność? Jaki aspekt charakteru cierpiącej bohaterki ( skądinąd świetnie, ekshibicjonistycznie zagranej przez Carlę Juri) podkreślają przyprawiające o dosłowne mdłości upodlenia okolic intymnych w miejskim szalecie? Gaspar Noé pokazał z pietyzmem gwałt by uwiarygodnić opowieść o czystej vendetcie. Pier Paolo Pasolini też był dosłowny w „120 dniach Sodomy”, jednak za pomocą ukazania w pełni zdegenerowania moralnego libertynów, obnażył upadek pozbawionych elementarnych wartości „elit”. Ten komunizujący filmowiec walczył całe życie z nihilizmem, który niemiecki reżyser „Wilgotnych miejsc” karmi, przekraczaniem kolejnych norm. Poza rozpychaniem tabu, zacieraniem granicy między pornografią a filmową sztuką warto zapytać co w ogóle ma do przekazania Wnendt?
Opakowana w szalony klimat teledysku, łamiąca się w pewnym momencie komedia w gruncie rzeczy zieje pustką jak „Spring Breakers”, gdzie główna teza filmu została opakowana w szaty skandalu. Powierzchowność obu filmów jest podobna, choć amerykańskie wulgarne i niepoprawne politycznie komedie o „pokoleniu nic” niemal zawsze ostatecznie mają konserwatywną, prorodzinną i protestancko prostolinijną wymowę. Zaskakujące jest, że wielu krytyków polskich mimo peanów na cześć filmu, krytykuje jego „freudowską końcówkę”. Europa rzeczywiście popada w nihilizm. Dlatego wybieram hollywoodzki przesłodzony patos.
Łukasz Adamski ( fragment rubryki „Adamski poleca, Adamski odradza” z tygodnika wSieci)
„Wilgotne miejsca”, reż: David. F. Wnendt, dystr: Against Gravity
Nowy numer odważnego i największego po prawej stronie tygodnika już w dostępny!
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/251397-wsieci-wilgotne-miejsca-czyli-obrzydliwa-pustka
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.