Czy w Hollywood liczy się jeszcze coś poza kasą i młodością? Alec Baldwin i James Toback w ironicznym, świetne nakręconym dokumencie obnażają brutalne reguły rządzące światem filmu. Rozmawiają zarówno z karykaturalnymi producentami jak i mistrzami: Scorsese, Polańskim, Copollą, Bertoluccim. Czy duch ich kina na zawsze umarł?
„Uwiedź i porzuć” Jamesa Tobacka i Aleca Baldwina na pierwszy rzut oka jest dokumentalnym filmem o kulisach Hollywood, uwłaczającym procesie płaszczenia się artystów przed przebrzydle bogatymi producentami, przemijającej sławie bożyszcz ekranu i bezwzględnych regułach show biznesu. To jednak tylko fragment przepojonej ironią opowieści o dwóch filmowcach, którzy jadą na festiwal w Cannes by znaleźć środki finansowe na swój nowy film „Ostatnie tango w Tikricie”.* Oczywiście obaj są starymi wyjadaczami z Hollywood, i wiedzą dlaczego realizacja kosztującego od 15 do 25 milionów dolarów erotycznego obrazu w stylu „Ostatniego tanga w Paryżu” z Baldwinem i Neve Campbell ( pamiętacie ją z „Krzyku?) nie ma najmniejszej szansy realizacji. Zarówno Campbell jest przebrzmiałą gwiazdą lat 90-tych, jak i dawny symbol seksu, a dziś brzuchaty Baldwin odnalazł się w artystycznym kinie Woody Allena oraz produkcjach telewizyjnych**. Twórcy chcą jednak by najwięksi producenci przed kamerą powiedzieli im, dlaczego nie zainwestują w ich film.
Wywody rekinów showbiznesu na ich jachtach, w absurdalnie drogich hotelach i bankietach są nad wyraz szczere. Ba, bezczelność biznesmenów, którzy mówią wprost, że dziś zarabia się na ekranizacjach komiksów albo filmach z kilkoma czołowymi nazwiskami z Hollywood bywa wręcz ujmująca. 40 letnie aktorki? Może są słodkie i miłe, ale za stare by zarabiać kasę. Rozchwytywany do niedawna Baldwin? Sorry, chłopie, musisz mieć młodszego partnera na ekranie byśmy ktokolwiek zainwestował w twój film. Cóż, zarówno Baldwin jak i Campbell byli 15, 20 lat temu na tym samym szczycie, co dziś Ryan Gosling i Jessica Chastain. Czy więc odnoszący głównie sukcesy w telewizji Baldwin zrobił film, będący wyrazem narzekactwa na potwora z Kalifornii, który przeżuwa tylko młodych i pięknych? Skądże znowu! Twórcy dokumentu są bardzo zdystansowani i autoironiczni, ale jednocześnie popadają w dobrze znany każdemu kinomanowi sentymentalizm.
Rozmówcami Tobacka i Baldwina oprócz niemal karykaturalnych producentów i top gwiazdorów są legendarni reżyserzy (Scorsese, Polański, Coppola, Bertolucci) i zapomniana dziś gwiazda James Caan. Dzięki ich opowieściach cofamy się do złotej ery autorskiego kina lat 60-tych i 70-ch, gdy producenci nie bali się inwestować w takie kontrowersyjne, mroczne filmy „Taksówkarz”, „Czas Apokalipsy” czy „Chinatown”. Choć nazwiska tych filmowców wciąż są przepustką w Hollywood, to oni sami przyznają, że coraz trudniej jest im zebrać pieniądze na nowy film. Dokument otwiera pamiętny cytat Orsona Wellesa, który powiedział: Wspominam swoje życie i widzę, że w 95% spędziłem je na szukaniu pieniędzy na filmy, a tylko 5% czasu poświęciłem na kręcenie ich. Z wypowiedzi zarówno autora „Ojca chrzestnego”, „Wściekłego Byka” czy Włocha, który obnażył dusze Marlona Brando bije smutna konkluzja. Nie ma już w Hollywood tej magii niepokorności, ryzykanctwa i spontanicznej wariacji czasów, gdy Polański tłukł się na planie filmowym z Nicholsonem, a Coppola rozbijał o podłogę otrzymane Oscary. Również magiczny festiwal w Cannes zamienił się w targowisko filmów, i nawet przeciwnicy lewackich wybryków Godarda tęsknią za awanturami francuskiej „Nowej fali”. Czy to oznacza, że kino już zawsze będzie pędziło po torach plastikowej komercyj? Na szczęście wciąż gwiazdy, reżyserzy czy producenci wielkimi produkcjami zarabiają na przedsięwzięcia ambitniejsze**. Nie przez przypadek sam dyrektor artystyczny festiwalu Thierry Fremaux mówi w filmie, że to Hollywoodzkie reklamy utrzymują w dużym stopniu festiwal, który odkrywa dla świata kino z Bliskiego Wschodu, Afryki czy Europy Wschodniej.
Nawet jednak jeżeli niespecjalnie interesuje was zdanie czołowych filmowców o kondycji kina, wspomnienia początków kariery ( mnie miło było zobaczyć jak Polański z zachwytem wspomina Mazury!), to „Uwiedź i porzuć” czaruje smakowitymi filmowymi anegdotami, na czele z opowieścią o Fellinim i Mastroiannim. Gwarantuję, że zaśmiejecie się nie raz razem z Baldwinem i Scorsese, dzięki którym wciąż możemy w ciemnej sali kinowej przenieść się do innego świata. Nie wszystkie marzenia zostały jeszcze sprzedane.
Łukasz Adamski
„Uwiedź i porzuć”,reż: James Toback, premiera w 7 maja w HBO
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/251003-uwiedz-i-porzuc-sprzedane-marzenia-recenzja
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.