Pierwszy kinowy film z logo „Lego” to inteligentna, nostalgiczna, przezabawna, na granicy parodii, naszpikowana akcją popkulturowa żonglerka. Batman, u którego inni pracują na czarno? Nudny szachista Han Solo kontra kosmonauta z lat 80-tych? Drużyna Lakers z 2002 roku oraz marudzący jak stara ciotka Superman? Czego tu nie lubić!
Pamiętacie niebieskiego i skromnie wyposażonego ludzika- kosmonautę, który pojawił się w pierwszych zestawach lego w latach 90-tych? Zarówno jemu, jak i policjantom czy innym figurkom z kaskami pękała jego dolna część. W „Lego Przygoda” kosmonauta ma również pęknięty hełm i co chwila pragnie powrotu do lat 80-tych, ku powszechnej olewce towarzyszy broni. A czy oglądaliście krótkie filmiki „Lego Gwiezdne Wojny” z Lordem Vaderem, który dostaje zadyszki i Lukiem Skylwalkerem, mającym tyle fanek, że te zagłuszają krzyk Vadera, że jest jego ojcem? Taki właśnie jest ten film. Ironiczny, balansujący na granicy autoparodii, odwołujący się do sentymentów i pełen odniesień do współczesnej popkultury. I co najważniejsze- zachwyca zarówno młodych widzów jak i tych starszych. Oczywiście dzisiejsi spece od marketingu tak przycinają animacje by rodzice mogli na nich wytrzymać w kinie, ale producenci „Lego: Przygoda” zrobili to zupełnie na luzie. Bez żadnej sztuczności grają na sentymentach wychowanych na kultowych klockach widzach, którzy odnajdą w filmie widok zestawów klocków sprzed ćwierćwiecza, i tych dzisiejszych.
Nie można zapominać, że firma Lego sprytnie zainwestowała w kooperacje z wielkimi wytwórniami filmowymi i produkuje już niemal każdy rodzaj filmowych figurek ( ostatnio obok Hobbita na półkach pojawił się nawet SpongeBob), co z pewnością ułatwia jej wykorzystanie kultowych postaci. Niemniej jednak istotne jest w jaki sposób zostaną one eksploatowane. I tutaj twórcy na 100 procent wykorzystali możliwości. Scenariusz filmu napisali twórcy „21 Jump Street” i „Klopsiki i inne zjawiska pogodowe”, co widać z każdą kolejną sceną. Rzucający „sucharami” Batman słodko wyśmiewa mitologię zawsze sztywnego „Człowieka Nietoprza”, śpiewający obciachową pioseneczkę Emmet ( mylnie wzięty za klockowego Neo, który ma uratować świat Lego przed złowrogim dyktatorem Lordem Biznesem) to zaś idealny przykład przeciętniaka, jakiego kino o superbohaterach jeszcze nie widziało. A na drugim planie cała śmietanka postaci kultowych dla 5,10, 25 i 50 latka- Wonder Woman, SuperMan, Green Lantern, Gandalf, Michelangelo z Żółwi Ninja, prezydent Lincoln, Michał Anioł, Lakersi z 2002 roku, Han Solo, Chewbacca, 3CPO, Lando, Szekspir i Stalobrody. Czekam jak ten film wyjdzie na DVD by upoić się glosami gwiazd ( polski dubbing jest bardzo dobry, ale…) Hollywood na czele z Morganem Freemanem, Liamem Neesonem, Elizabeth Banks , Willem Farrelem ( jego ludzka twarz pojawia się zresztą filmie, ale nie zdradzę w jakiej okoliczności), Channinga Tatuma , Jonaha Hilal czy Shaquille O'Neala.
Siłą tej animacji jest jednak scenariusz. Nie oklepana w gruncie rzeczy historia walki odważnych przedstawicieli ludu z dyktatorem, ale jego smaczki. Humor nie jest tutaj wymuszony i skrojony przez marketingowców, nawałnica akcji jest okraszona autoironią i w końcu nawet jednego „twistu” nie powstydziłby się sam M. Night Shyamalan w swoich dobrych latach. I co najważniejsze- ten film ma swój morał. Siedząc kinie w moim 4,5 letnim w synkiem w pewnym momencie zawstydziłem się przez narzucanie mu jak powinno się bawić klockami Lego. Gwarantuje, że niejeden z was poczuje się jak dyktator Lord Biznes, który nie rozumiał, że Lego zostało wymyślone ku chwale kreatywności. I instrukcja jest często zbędna by zabawa była przednia.
Łukasz Adamski
Lego: Przygoda”, reż: Phil Lord, Christopher Miller
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/250332-lego-przygoda-klockowy-odjazd-z-moralem-nasza-recenzja
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.