Kwestia wyboru. JEST BÓG, ŻYJE PRAWDA .Inna twarz Stanisława Brzozowskiego. Recenzja

„Jest Bóg, żyje prawda” – to cytat ze Stanisława Brzozowskiego. Niewiarygodny i intrygujący, jeśli o autorze powieści „Płomienie” myślimy stereotypowo. Zbiór artykułów o nim to zapis ożywionych dyskusji. Czyta się go z zaciekawieniem, jak dramat, choć zwykle do podobnych antologii zagląda się od czasu do czasu, aby korzystać ich fragmentów. Wybór z dyskusji o książkach Stanisława Brzozowskiego, czołowego krytyka literackiego epoki Młodej Polski, mógłby pozostać pracą przeznaczoną dla specjalistów. Jest inaczej, bo tajemnice biografii i prowokacyjnie brzmiące wypowiedzi uczyniły z Brzozowskiego stale powracającą postać do polskich sporów. Zdefraudował pieniądze kolegów czy nie? Donosił czy nie? Służył Polsce czy zaborcy? Był twórczym myślicielem czy kompilatorem? – tak brzmią wyjaskrawione i uproszczone cztery główne pytania.

Stanisław Brzozowski bezustannie zmieniał wyrażane poglądy. Nic więc dziwnego, że pojawiają się jeszcze pytania, kim ostatecznie był. Wrogiem wiary czy świętym? Zwolennikiem lewicy czy prawicy? Ponieważ w ostatnich dziesięciu latach ogromnie się nasiliła ofensywa lewicy w instytucjach kultury (przejmowane jest kierownictwo w istniejących placówkach oraz powołuje się nowe wydawnictwa lub czasopisma), wykorzystano do promocji lewicowych kadr i firm między innymi głośne nazwisko Brzozowskiego. Stąd podtytuł antologii: „Inna twarz Brzozowskiego”. Inna to znaczy inna niż narysowana ostrą kreską na czerwono.

Sformułowanie z podtytułu: „inna twarz” Brzozowskiego wydawałaby się zbiorem świadectwa lektury prawicowych odbiorców, ale uwzględnienie wypowiedzi Herlinga-Grudzińskiego i Zahorskiej wyklucza takie rozumienie zamysłu edytorskiego. Antologia tekstów o myśli Brzozowskiego jest po prostu zaprzeczeniem zestawu autorytetów dzisiejszej lewicy. W pismach, biografii i recepcji Stanisława Brzozowskiego zarówno lewica, jak i prawica znajduje coś dla siebie. Czy może coś znaleźć bezstronny czytelnik? Naturalnie tak, choć każdy ma swoje doświadczenia i wynikające z nich przekonania, więc chcąc nie chcąc bywa też zaliczany do jednego z dwu spolaryzowanych obozów. Słusznie? Raczej nie, ale w życiu społecznym nie zawsze chodzi o racje, a niekiedy i niektórym chodzi wyłącznie o korzyści.

Książka dzieli się na trzy części. Po rzeczowym wstępie następuje tylko jeden esej, tekst Brzozowskiego o kardynale Newmanie, który z anglikanizmu przeszedł na katolicyzm. Następnie otrzymujemy obszerny zestaw głosów znakomitych krytyków literackich, historyków, pisarzy z przeszłości, z XX wieku. Kolejna część antologii obejmuje wypowiedzi najnowsze, z XXI wieku. Powtarza się w obu częściach nazwisko Tomasza Burka, pewnie ostatniego krytyka, który potrafił zachować niezależność, pojmować całość zagadnień artystycznych i filozoficznych swoich czasów, a zarazem erudycją oraz klasą wyrobić sobie szeroko uznawany autorytet. W XXI wieku więcej oryginalnych, merytorycznie umotywowanych treści wnoszą przedstawiciele nauk społecznych. Oni więc, najmłodsze ich roczniki (np. 1978, 1984 i 1990), dominują w końcowej partii książki.

W antologii szczególnie poruszają czytelnika wzorce antypolskich ocen, które bezkrytycznie powtarzają się obecnie w szkołach i mass mediach. Ich matrycę odnajduje się w formacji intelektualnej pod zaborem rosyjskim. Najbardziej wstrząsający w zbiorze jest fragment eseju „O Brzozowskim” Józefa Czapskiego, autora świadomie wybierającego wierność Polsce: „Już na szkolnej ławie w Petersburgu literatura rosyjska, rzeczywistość rosyjska były moimi pierwszymi przeżyciami intelektualnymi, które mnie naznaczyły. W Brzozowskim odkrywałem od pierwszej chwili podobną temperaturę myśli. W pismach swoich pisze on wielokrotnie, ile zawdzięcza Rosji; według niego społeczna myśl rosyjska była głębsza i nawet widzenie Zachodu pełniejsze i nowocześniejsze niż w Polsce”. Sprawy intelektualne w opinii liberalnych Rosjan były bowiem „zawsze powiązane z zagadnieniami uniwersalnymi, z Zachodem; wobec nich patriotyzm sienkiewiczowski zdawał się zaściankowy i obrazkowy” (s. 303).

Można się wyrzec polskości. Ale czy warto? Jeśli warto, to w imię czego? Można zostać rzecznikiem zaborców lub okupantów. Tylko czy będzie się wtedy niezależnym krytykiem literackim? A może przeciwnie – będzie się zaangażowanym krytykiem literackim? I w co zaangażowanym? Podczas lektury nasuwają się pytania, czy rację miał żarliwy obrońca Brzozowskiego z prawej strony politycznej sceny, Jerzy Braun, czy sceptyczny konserwatysta, Marian Zdziechowski? Kto bardziej idealizował – skądinąd przecież co najmniej dyskusyjną – postawę autora „Płomieni”: Józef Czapski w XX czy Dariusz Gawin w XX wieku? Gawin nie tłumaczy zresztą mentalności rzeczywistej osoby, lecz postaci literackiej, która w stałości i wierności nie chce dostrzegać mocy charakteru ani zalet umysłu: „Polskość dla Michała Kaniowskiego – bohatera „Płomieni”, jednej z dwóch powieści wspomnianej przez Miłosza (drugą był „Sam wśród ludzi”, powieść mniej istotna dla naszych rozważań) – trwa przy ogłupiających, pozornych formach, wierząc w to, iż ten akt bezmyślnej wierności chroni ją nie tylko przed zagrożeniami, jakie żywioł pozaludzkiego stawania się przynosi każdej, czy to indywidualnej czy też zbiorowej formie tożsamości, lecz iż zarazem zwalnia ją z konieczności wysilonej pracy. Polskość jest reaktywna, tradycjonalistyczna, nie ma w sobie dość odwagi i męskiego zdecydowania” (s. 386). Przykre, dodam z nieznośnym dydaktyzmem (niech parzy!), jak łatwo publicyści, pisarze, nauczyciele, aktorzy wcielają się w rolę Kaniowskiego, rezygnując z samych siebie.

Wobec oponentów takich ujęć, jakie reprezentują w antologii Maciej Urbanowski, Bohdan Cywiński, Paweł Hertz, a z przedwojennych badaczy literatury – Stefan Kołaczkowski, łatwo się powołać na słowa wybitnego historyka związanego z ruchem syndykalistycznym, Kazimierza Zakrzewskiego, który polemizował z Andrzejem Stawarem: „Jednym z zarzutów, które Stawar wysuwa przeciwko Brzozowskiemu, jest jego tradycjonalizm i historyzm. Jest to zarzut słuszny, o ile to może być zarzutem” (s. 120).

Nikłe usterki (brak znaku diakrytycznego przy literze lub umieszczenie wśród alfabetycznie ułożonych biogramów Zahorskiej po Zdziechowskim) nie umniejszają wartości tomu. Ogólnie biorąc, książka została starannie wydana, teksty opatrzone są zwięzłymi komentarzami, a na końcu dodano doskonale opracowane noty biograficzne o autorach. Cytaty, których dokładnie nie lokalizowali poszczególni autorzy, nie zostały zlokalizowane podczas redagowania zbiorowego tomu. Dla coraz mniej oczytanych odbiorów jest mankament, ale niech działa wychowawczo. „Tolle, lege” – powtórzmy sobie za starym św. Augustynem i za młodym przykładem kreatywności połączonej z rzetelnością, Michałem Łuczewskim – weźmy książki i czytajmy sami, zamiast polegać na cudzych przypisach. Hojnie szafujmy swoim czasem. To się musi per saldo opłacać. Sumienność wobec źródeł jest inwestycją długoterminową.

„Jest Bóg, żyje prawda. Inna twarz Stanisława Brzozowskiego” – wybór i wstęp Maciej Urbanowski, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2012.

Maria Tarczyńska

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych