Biografia Murakamiego wygląda jak spreparowana przez niezłą agencję PR. Wnuk buddyjskiego mnicha, który koło trzydziestki podczas meczu bejsbolowego doznaje „objawienia” i zostaje pisarzem… Wzruszające? Aż za bardzo. Tak jak jego książki. Popularny Murakami jest niezwykle.
Liczbą sprzedanych egzemplarzy jego tytułów dałoby się pewnie wybrukować Drogę Mleczną, są zloty fanów, ekranizacje, a zdaje się, że gdzieś tam powstał nawet drink ochrzczony jego nazwiskiem. Ktoś wspominał też coś o literackim Noblu i to okazało się już przegięciem. Do tego momentu krytycy taktownie milczeli, pozwalając tłumom nadwrażliwców na całym świecie łkać nad losem samotnych, neurotycznych i nieco jełopowatych Japończyków, zaludniających strony jego książek. Teraz zaczęto zwracać uwagę, że w gruncie rzeczy wszystko to… kicz niemiłosierny. Murakami jednak nie musi się nią przejmować. Jego najnowszego dzieła tylko w Japonii sprzedało się 0,5 mln egzemplarzy w 24 godziny. Tydzień później miał już milion.
„Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” to właściwie esencja tej prozy. Akcja sprowadza się do faktu, że trauma z młodości spowodowała u Tsukuru problemy z erekcją, narzeczona wysyła go zatem na wycieczkę do tejże traumy korzeni. Tsukuru plącze się więc po świecie, odszukując kumpli, którzy szesnaście lat wcześniej bez podania powodu wykluczyli go ze swojej paczki, czytelnika zaś racząc porcją psychologii i metafizyki godnej magazynów kobiecych, względnie kieszonkowych przewodników po buddyzmie. Dlaczego Tsukuru jest bezbarwny? Bo jego imię w odróżnieniu od imion rzeczonych kumpli nie zawiera w sobie koloru. Dlaczego wykluczenie go z grupy zawaliło mu życie? Bo była ich piątka, ta zaś oznacza doskonałą harmonię…
Tak wyrafinowanej treści mógłby pewnie pozazdrościć chyba nawet Paulo Coehlo. A najciekawsze, że sam Murakami wcale nie ukrywa, że kicz jest jego świadomą strategią. „Miło czytać »Moby Dicka« czy Dostojewskiego, ale dzisiaj ludzie są zbyt zajęci, by to robić” – wspominał w jednym z wywiadów. „Tak więc i sama proza diametralnie się zmieniła, musimy czymś przyciągać do czytania”.
Cóż, jeśli o mnie chodzi, wolałbym, żeby Tsukuru, zamiast mazgaić się nad własnym losem, poszedł po prostu do apteki i kupił sobie viagrę. To z pewnością przyciągnęłoby czytelnika jeszcze skuteczniej, a co jeszcze ważniejsze, zamiast mazgajstwa dało mu konkretną akcję.
Wojciech Lada
Haruki Murakami „Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa” wyd. Muza
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/249972-literatura-spod-lady-tsukuru-wraca-po-orgazm
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.