Cudowne lenistwo w prezencie od artysty Rostkowskiego RECENZJA

Każdy lubi prezenty, dlatego z radością przyjąłem wpis L.U.C.- na facebooku, że z okazji Mikołajek jego najnowszą płytę "Sleepoholic" można sobie pobrać za darmo. No i zaczął się problem.

Album pobrałem, załadowałem do iPoda i nie mogłem się doczekać chwili, kiedy będę mógł się w nim zasłuchać. Zaznaczę jeszcze, że od dawna jestem pod wrażeniem tego, co artysta Rostkowski robi na każdym właściwie polu. "Sleepoholic" to miała być zatem uczta. Miała być, bo pierwsze odsłuchanie skończyło się w połowie drugiego kawałka. Ulica, tramwaj, silny wiatr, orkan Ksawery, no jakoś mi się to nie kleiło z ambientowymi, właściwie nawet transowymi dźwiękami.

Drugie podejście. Dom, wieczór. Późny wieczór, właściwie noc. Jedziemy ze "Sleepoholic". Tym razem odsłuchanie skończyło się... Właściwie nie wiem, kiedy się skończyło bo... usnąłem.

Nie pomyślcie, że pisząc wcześniej "artysta Rostkowski" jakoś z niego drwię. O nie, Łukasz Rostkowski, to postać na polskiej (a może i nie tylko) scenie absolutnie wyjątkowa. A poza tym właśnie nazwiskiem, ale nie pseudonimem sygnował tę płytę. Jako raper L.U.C. przyzwyczaił mnie do tego, że jego płyty są wyjątkowo przemyślane. Czy we współpracy z innymi raperami (płyta z Rahimem - majstesztyk!) czy z akrodeonistami z Motion Trio potrafi stworzyć coś wspaniałego i charakterystycznego. Od kompozycji, przez teksty, nawet do poligrafii, książeczek z komiksami i plakatów, które dołączone są do kompaktów - to wszystko jest wspanaiła całość.

Dlatego uparłem się, żeby płytę "Sleepoholic" przesłuchać w całości. Trzecie podejście to leniwe niedzielne południe, zacząłem akurat czytać nowego Murakamiego, no i popłynął... "Sleepoholic". Tak, to ten moment, to ten klimat. Trans 1, Trans 2, Trans 3 i aż do 10, tak zatytułowane są kolejne tracki, chyba słusznie, po to, aby żadnego nie wyróżniać i słuchać w takiej właśnie kolejności.

Zasłuchiwałem się kiedyś w produkcjach, które skompilował Jose Padilla dla chiloutowego klubu Cafe del Mar. Wydawało mi się, że w Polsce nic takiego nie może się wydarzyć, że za mało u nas słońca, żeby ktoś w tak jasny i przejrzysty sposób myślał o muzyce, relaksie i odpoczynku. I oto w mroźny, choć słoneczny niedzielny dzień mam już swoje polskie Cafe del Mar.

Problem jest jeden, zaraz gdzieś powinienem wyjść, a wcale mi się nie chce. Ale jak cudownie mi się nie chce. Leniwa niedzielo - trwaj!

Podsumowując - "Sleepoholic" to płyta nie dla każdego i nie na każdą okazję. Ale jest i zawsze mogę po nią sięgnąć i za ten prezent dzięki ci artysto Rostkowski!

Marcin Wikło

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych