Z każdą kolejną powieścią rosną notowania Krzysztofa Piskorskiego na literackiej giełdzie. W przeciwieństwie do innych (Twardoch, Małecki) nie porzucił (jeszcze?) fantastycznych światów. Jego najnowsza powieść początkowo sprawia wrażenie pisanej w konwencji fantasy, choć zupełnie nieortodoksyjnej, gdyż neverland nie jest tutaj pseudośredniowieczny, a pseudobarokowy – wzmianki o niedawnej wojnie dwudziestoletniej i generalnie iberyjski klimat „powieści płaszcza i szpady” sugerują, że świat jest swobodną trawestacją takiego archetypicznego baroku. Aczkolwiek sporo elementów jest wyprzedzających podobną epokę z naszej historii, jak np. technika cieniorytu do złudzenia przypominająca fotografię. Generalnie pokaźna ilość „technicznych” gadżetów i ”naukowego” tłumaczenia natury świata – więc uznanie powieści za SF też nie będzie bezzasadne.

Słońce i południowy skwar wręcz wylewa się z kart książki, przez co lektura jej podczas zimy może mieć dodatkowy walor rozgrzewająco-eskapistyczny. Akcja powieści nie wykracza poza Serivę, portowe miasto podbite przez niejakich Valistyjczyków. Kawaler Arahon Caranza Martenez Y’Grenata Y’Barratora, znakomity szermierz i weteran wojenny w statecznym wieku trzydziestu dwóch lat, wplątuje się w umiarkowanie skomplikowaną intrygę. Toczy się ona wokół odzyskania cieniorytu przedstawiającego miłościwie panującego władcę, który to ujawnił jego niepokojące aspekty. Inne (powiązane) wątki to odzyskanie porwanej córki naukowca czy tajnego rękopisu, mogącego popsuć szyki panującym. Możne rody, gildie rzemieślnicze, kupcy, inkwizytorzy, niepokorni naukowcy, szpiedzy i skrytobójcy – miłośnicy przygód kapitana Alatriste czy „Trzech muszkieterów” powinni być usatysfakcjonowani.

O ile nie odstraszy ich spora ilość fantastyki (która za to zapewne zachęci innych). Świat powieściowy ma dość skomplikowaną (ale bez przesady) konstrukcję i składa się z dodatkowego wymiaru – cieńprzestrzeni. Powolne budowanie podczas lektury w umyśle kształtu owej cieńprzestrzeni zadowoli miłośników Dukaja czy książek z serii „Uczta wyobraźni”. A ja się zastanawiam, czy to aby na pewno fantasy, a nie jak najbardziej naukowa fantastyka wprost ze świata, który przypadkiem odkrył nieodkryte jeszcze u nas aspekty rzeczywistości. Albowiem owa cieńprzestrzeń momentami przypomina dodatkowe wymiary postulowane przez teorię strun, a niektóre jej cechy wskazują na antymaterię… W powieści cienie ludzi są z nią połączone (a może jest odwrotnie – to cień „rzuca człowieka”?). Cienie te to też trochę nasze mroczne sobowtóry (czyżby Jung też się kłaniał?), choć ich „mroczność” (w rozumieniu zła moralnego) nie jest specjalnie podkreślana. A i skojarzenia z dukajowym ćmiatłem z „Lodu” chyba nie są bezzasadne.

Ową cieńprzestrzeń wykorzystuje się ją na wszelkie możliwe sposoby, podobnie jak u nas elektryczność, do budowy różnych wynalazków, służących np. do łączności, „teleportacji” czy szpiegowania. Krótki tunel w cieńprzestrzeni, „skrót”, łączy dwa punkty dowolnie oddalone na powierzchni. Żeby było ciekawiej, zamieszkują ją różne niedefiniowalne istoty o obcej geometrii czy fizyce…

Barokowa konwencja „płaszcza i szpady”, o dziwo, takie eksperymentowanie zniosła, a nawet została przez to wzbogacona. W końcu cienie, maski i sobowtóry to motywy charakterystyczne dla np. Borgesa, pochodzącego z podobnego kręgu kulturowego. A lwia część powieści to oddanie takiemu cieniowi-sobowtórowi głosu – i trzeba przyznać, jego odmienność oddana jest całkiem nieźle.

Tropiąc w fantastyce różne punkty widzenia na magię i naukę dodam dla porządku, czym się różni w „Cieniorycie” poznanie naukowe od działania magicznego – otóż magiczni cieńmistrzowie traktują cieńprzestrzeń bezrefleksyjnie, „bo działa” (jakiś określony sposób, rytuał), naukowcy zaś chcą zrozumieć, dlaczego działa. Mag zadowala się rytuałem, naukowiec stawia pytanie. Oficjalna religia w osobie eklezjarchy Andreasa, przywódcy inkwizycji, jest w powieści wrogiem i jednych, i drugich.

Powieść zaspokoi apetyt miłośników niesztampowej fantastyki będącej okazją do gimnastyki wyobraźni, a ceniących trzymającą w napięciu akcję również nie zawiedzie. Miłośnicy dobrej literatury, szukania literackich tropów i nawiązań też nie będą zawiedzeni – choć to pop, ale o dobrym smaku i niepozbawiony ambicji. Piskorski udowadnia, że i w takich światach bujnej barokowo-naukowej wyobraźni mogą rozgrywać się tak pełne adrenaliny fabuły. Jest tu co prawda trochę przemocy (zwłaszcza opis tortur może – niestety – zostać w pamięci), ale wulgaryzmów sobie nie przypominam.

Znając autora, neverland „Cieniorytu” uzna on za dostatecznie wyeksploatowany literacko i w następnej powieści zajmie się kreowaniem kolejnego, opartego na równie oryginalnym koncepcie, co stanowi wśród pisarzy rzadkość. Chyba że duży sukces komercyjny powieści autora do zmiany zdania i poświęcenia jeszcze trochę czasu Arahonowi Y’Barratorze czy całemu wykreowanemu światu.

Krzysztof Piskorski, Cienioryt. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013.

Sławomir Grabowski