Święto Niepodległości i odbywająca się tego dnia największa manifestacja patriotyczna, czyli Marsz Niepodległości to istna parada subkultur. Co prawda, nie afiszują się tak, jak przed laty, ale wciąż można usłyszeć charakterystyczny odgłos glanów uderzających o bruk.

Przez lata spoiwem, które łączyło osoby związane z ideą narodową czy narodowym radykalizmem była muzyka Rock Against Communism (pol. Rock Przeciwko Komunizmowi - przyp. red.), która szczególny prym wiodący wśród skinheadów. Obecnie na celowniku wielu twórców tego gatunku znajduje się również chrześcijaństwo.

Podział jednak od zawsze był odczuwalny. W skinheadowskim podziemiu przez lata prym wiódł Honor, któremu liderował nieżyjący już Mariusz „Szczery” Szczerski. W swoich tekstach łączył tradycyjne – również te niechlubne - elementy gatunku RAC z brutalnymi atakami na chrześcijaństwo, często stanowiącymi pospolite bluźnierstwo, podparte antysemickim i rasistowskim uzasadnieniem (teksty piosenek zespołu mówią same za siebie: „On nie umarł za ciebie/Lecz po to by Syjonu wiara zabiła nas!/ Bóg to twoje sumienie/ To nie semicki fetysz, który nadstawia twarz” czy „Kaleczony ostrzem słów,/ Ołtarzem żydowskiego diabła/ Władcy nieba kolorowych dusz”).

W ślad za Honorem poszły inne kapele. I tak mieliśmy do czynienia z występowaniem tych samych zespołów w światku metalowym, jak i NS-owskim. Wystarczy wspomnieć choćby Agressivę 88 czy White Devils, które z czasem porzuciły paskudne odniesienia do nazizmu na rzecz apologii polskiego patriotyzmu. Antykatolicyzm jednak pozostał ich znakiem rozpoznawczym.

Podobną popularność zdobyła wrocławska Konkwista 88, która nie atakowała wprost chrześcijaństwa, jak "Szczery" i spółka, ale nie ukrywała swoich fascynacji mitologią nordycką. Jej muzycy podkreślali jednak w wywiadach swój dystans, a nawet niechęć do chrześcijaństwa. Co ciekawe, przez pewien czas jej kasety można było kupić w sklepach muzycznych i kioskach.

Pewien kontrast na tym tle stanowiła inna legenda środowiska narodowego w latach 90., czyli zespół Legion, który - co prawda - na początku działalności bredził o „obronie białej rasy”, „żydowskich zbrodniarzach”, skinheadzie, „który tylko walczy stale, by poprawić Polsce byt”, ale potem stworzył piękne utwory „Wandea”, „Avalon – wyspa mgieł”, „Ostatnia Krucjata” (choć i na ostatnim materiale nie brakowało głupich, całkowicie nierozważnych stwierdzeń). Jednak spece od prawdziwego i urojonego faszyzmu nigdy nie podkreślali istotnych różnic. Chociaż między środowiskami nazioli i narodowców nie raz dochodziło do starć.

Tak też było we Wrocławiu, gdzie miały miejsce konflikty między fanami katolickiego Legionu i neonazistowskiej Konkwisty 88.

Zależało mi, aby Legion w swojej treści opierał się o narodową tożsamość. To bardzo ważne, jeśli chce się przekazać wartości ludziom i jeśli swój Kraj oraz jego historię traktuje się poważnie. We Wrocławiu istniała również Konkwista 88, grupa nazistowska w każdym calu. Prawie każdy element ich twórczości nawiązywał do hitlerowskiej spuścizny, co znajdywało uznanie w pewnych kręgach. Niektórzy mieli do tego dystans, inni nie. Podobnie jak do Legionu. Te drogi nie mogły się pokrywać –

mówi Tomasz Kostyła, lider kapeli.

Wydaje mi się, że Konkwista 88 jak i Honor, za wszelka cenę chciały pozostać w hermetycznym kręgu subkultury. Ich działalność nie wnosiła niczego, co mogłoby trwale łączyć Polaków. Inspiracja nazizmem czy pogaństwem nie jest w stanie wydać dobrych owoców, dlatego subkultura skinheads, oparta na magicznej cyfrze 88, przekroczyła wrota zapomnienia. Natomiast dystans do treści narodowo-katolickich nie wynika tylko z krytycznego nastawienia niechętnych temu światopoglądowi osób, ale jest też efektem przemyślanej ofensywy pewnych sił. Nawet w zwyczajnej subkulturze było to doskonale widoczne –

dodaje enigmatycznie Kostyła.

Sam do dziś nie budzi „respektu” wśród środowisk neonazistowskich, dla których nie do przetrawienia jest wsamplowanie „Bogurodzicy” czy śpiewanie o „judeochrześcijańskim bożku”, jak nazywają Chrystusa.

Na scenie rockowej zespołów o chrzecijańskim, nieskażonym neonazizmem przesłaniu, zostało bardzo niewiele. Tu pole zostało oddane muzykom spod znaku NSBM czy pagan-metal. Oprócz Horytnicy, Irydionu czy kilku mniej znanych kapel, trudno wskazać przedstawicieli w miarę zdrowej odmiany RAC.

Wydaje się, że spadkobiercami tego przesłania są... hiphopowcy. Choć brzmi to absurdalnie, to jednak „muzyka czarnych” jest dzisiaj najważniejszą artystyczną bronią w rękach polskich narodowców. Nacjonalistyczna scena rockowa stanowi już tylko pieśń przeszłości. Większość kapel to typowe neonazistowskie granie dla niszy, a zespoły z tożsamościowym przesłaniem bez brunatnej skazy stanowią rzadkość. Tymczasem, jak grzyby po deszczu, powstają hiphopowe kawałki o narodowym i antysystemowym przesłaniu.

Do tego grona dołączył niedawno raper Ptaku, który przebojową piosenką "Spłoną wozy TVN-u" stał się prawdziwą gwiazdą środowisk narodowych. Niedawno artysta nagrał płytę "NaRa", a także wspólny kawałek z grupą Irydion. I znowu zszokowali publikę. Teledysk do piosenki "Agorafobia" może budzić niepokój. Przedstawiona w nim podobizna Adama Michnika sąsiaduje z pokazem wymyślnych tortur, które przywołują na myśl kultową "Mechaniczną pomarańczę". Tym razem liberalny salon nie był jednak skory do tłumaczenia poczynań artystów wyświechtanym hasełkiem "licentia poetica".

Ciekawe dlaczego...

Aleksander Majewski