SMARZOWSKI i GLIŃSKI dają nadzieję na porządne kino historyczne

Fot. Artur Balan/GFDL/CC/Petr Novák/Creative Commons BY-SA
Fot. Artur Balan/GFDL/CC/Petr Novák/Creative Commons BY-SA

Po gniotach w postaci "Bitwy Warszawskiej" czy "Bitwy pod Wiedniem", polski widz wciąż oczekuje dobrych filmów dotyczących historii Polski. Zwłaszcza takich, które byłyby odpowiedzią na papkę propagandową, jaką karmią nas media głównego ścieku.

Jakby w odpowiedzi na te życzenia, swoje plany zdradzili Wojciech Smarzowski i Robert Gliński. Jako pierwszy karty odkrył twórca "Wesela", "Domu złego" czy "Drogówki" (zdecydowanie najgłośniejszej, ale czy najlepszej - miałbym wątpliwości). Smarzowski już pokazał, że potrafi opowiadać o najbardziej traumatycznych wydarzeniach, jakie miały miejsce na polskich ziemiach. Wystarczy wspomnieć rewelacyjną "Różę", która w znakomity, wstrząsający sposób ukazała dramat Mazurów, prześladowanych przez radzieckie żołdactwo i nową komunistyczną władzę. Goyowskie demony wojny u Smarzowskiego są przerażająco realne. Nie ma tu miejsca na patriotyczne uniesienia (zapewne i tak skończyłyby się jak w "Weselu" - odśpiewaniem "Roty" przez podchmielonych gości), ale chęć przeżycia. Czasami niemal zwierzęca, dlatego tak naturalna i przerażająca...

Teraz reżyser, który wie, jak robić ambitne kino moralnego niepokoju, rozpoczyna prace nad scenariuszem do filmu o zbrodni wołyńskiej. Smarzowski już zapowiada, że ten film będzie uwierał. Zapewne zamiast martyrologii, zobaczymy ludobójczy koszmar przedstawiony w naturalistyczny (jak to u Smarzowskiego) sposób. Filmowiec zdaje sobie jednak sprawę, że wydarzenia na Wołyniu są trudne do ukazania na dużym ekranie. Po prostu, są zbyt drastyczne... I nie chodzi o przejaw jakiejś poprawności politycznej, ale zwykły instynkt samozachowawczy twórcy, który nie może pozwolić, aby film nie mógł trafić do dystrybucji ze względu na sceny gore.

To nie będzie czarno-biała historia. Rozdzielam banderowców od Ukraińców. Będzie tam również o akcjach odwetowych Polaków. Ten film będzie uwierał. Przede mną też dość duże wyzwanie, jak pokazać, żeby nie pokazać, bo to są okropne rzeczy, które się tam wydarzyły -

powiedział Smarzowski w radiowej "Jedynce".

Znając profesjonalne podejście reżysera do swojej pracy i jego perfekcjonizm, można być spokojnym o rzetelne podejście do tematu. Bez laurki i świata w czarno-białych barwach.

W tym samym czasie, gdy Smarzowski snuje rozważania nad przeniesieniem na duży ekran tragicznych losów mieszkańców Kresów, już trwają prace nad filmem "Kamienie na szaniec". Robert Gliński, który podjął się ekranizacji książki Aleksandra Kamińskiego, chce ukazać historię młodych bohaterów: Alka, Rudego i Zośki w przystępny dla młodego pokolenia sposób, a przy tym nie wchodzić w tory, który nieudolnie chcą wytyczyć środowiska lewicowe, na czele z paniusią, która dla podlansowania swojego nazwiska była gotowa zrobić z młodych żołnierzy homoseksualistów.

Z jednej strony trudno jednoznacznie określić czy tak było, czy nie było, ale wiemy przecież, że "Rudy" miał dziewczynę i "Zośka miał dziewczynę. Więc jeśli tak, to należałoby zapytać, czy te och dziewczyny nie było połączone jakimś uczuciem. W ten sposób zaczynają się spekulacje już trochę postawione na głowie. A poza tym myślę, że taki sztucznie wywołany nie jest istotny, to jest spór na poziomie, czy ktoś woli zupę pomidorową, czy rosół. Nie przykrywajmy ważniejszych rzeczy, jakie się kryją za tym pokoleniem. I te rzeczy pokażemy w filmie, wiarę w ideały, czasami upadek tych ideałów, ale dążenie do realizacji jakichś celów. Jest też oczywiście przyjaźń, która łączy te postacie i to są takie sploty, które są naprawdę interesujące. I one w filmie będą pokazane -

powiedział niedawno w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl Robert Gliński.

Reżyser podkreśla, że chce ukazać również konflikty i namiętności, jakie targały głównymi bohaterami. W końcu były to postacie z krwi i kości, a nie urodzone pomniki - od początku przeznaczone do oddawania im głębokiej czci. Wydaje się to szczególnie ciekawym ujęciem tematu. Zwłaszcza, że Gliński dał się poznać jako dokładny obserwator współczesnej młodzieży. Jego filmy "Cześć, Tereska" czy "Świnki" poruszały problemy, o których mało kto odważył się mówić, ale nikt nie był w stanie odmówić autorowi rzetelnego oddania otaczającej nas rzeczywistości. Reżyser znalazł klucz do pojęcia młodości - jej problemów, dylematów, ale również uroków. Zapewne tych ostatnich najwięcej będzie w "Kamieniach na szaniec". W końcu będzie to film o heroizmie młodych ludzi, a nie ich degeneracji.

Filmy Glińskiego i Smarzowskiego jeszcze na długo przed premierą będą wzbudzały liczne znaki zapytania. I nie ma się czemu dziwić: drażliwe tematy historyczne zawsze wzbudzają emocje. A jeżeli weźmiemy pod uwagę nazwiska reżyserów, ekscytacja jest całkowicie zrozumiała. Zarówno reżyser filmu "Cześć, Tereska", jak i twórca "Róży" nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa.

Aleksander Majewski

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych