Superbohater na prozaku. Tak wyglądać będą teraz nasi herosi?

Święcący triumfy w naszych kinach Iron Man oprócz tego, że jest chronicznie zakochanym w sobie samym playboyem, cierpi też na napady paniki i stany lękowe. Depresję miał niedawno Batman, nowy Superman będzie szukał własnej tożsamości, zaś Hankcock upajał się alkoholem z powodu przeznaczenia herosa.

Rok temu argentyński fotograf Nicolas Silberfaden, zainspirowany kryzysem ekonomicznym zorganizował wystawę „Impersonators”, która przedstawiała zrezygnowanych ludzi w strojach superbohaterów. Wystawa miała uświadomić, że kryzys może dotknąć nawet największych twardzieli. Silberfaden zapomniał jednak, że jego przenośnia nie specjalnie w XXI wieku szokuje. Dzisiejszy superheros nie tylko częściej dostaje w kość od wrogów, ale również doświadcza przypadłości zwykłych śmiertelników; jest alkoholikiem, ma depresję i cierpi na ataki paniki. I choć nie dostaliśmy do tej pory otwartego geja superbohatera, który między dokopywaniem nicponiom walczyłby z homofobią społeczeństwa to doczekaliśmy się herosów nie mogących sobie poradzić z własnym jestestwem.

Panikujący Iron Man

Na jednym ze zjazdów Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego dr Sharon Lamb powiedziała, że chłopcy źle rozwijają się przez macho wizerunek współczesnych superbohaterów. Lamb podała przykład Iron Mana, który w filmie zrzucając kostium superbohatera wykorzystuje kobiety, obnosi się z gadżetami i manifestuje swoją męskość, cokolwiek to ma znaczyć, „przez broń dużego kalibru”. Nie wiadomo czy opinia pani doktor wpłynęła na twórców filmu, który zanim wszedł do amerykańskich kin, zarobił na świecie 800 mln dolarów. Iron Man 3 z jednej strony pozostał opowieścią o tym samym multimilionerze, którego poznaliśmy w poprzednich dwóch filmach o Tonym Starku oraz „Avengersach”, gdzie wraz z resztą superbohaterów ratował świat, z drugiej strony pierwszy raz mogliśmy wejść w psychikę śmiercionośnej broni współpracującej z rządem Stanów Zjednoczonych. Filmowy Iron Man od pierwszego filmu był przełomem w sposobie pokazywania herosów w kinie. Wychowany filmowo na niezależnym kinie Jon Favreau wraz z Robertem Downeyem Jr. stworzyli kilka lat temu najciekawszy obraz superbohatera ze stajni Marvela. Po przeciętnym „Hulku”, kulejącym „Thorze” i nudnie poprawnym „Kapitanie Ameryce”, twórcy „Iron Mana” przebudowali sposób opowiadania o superbohaterach. Odchodząc znacznie od komiksowego pierwowzoru stworzyli pełnokrwistą postać nieprzyzwoicie bogatego playboya-geniusza, który pracuje jako konstruktor broni dla rządu Stanów Zjednoczonych.

Cyniczny, narcystyczny i zadufany niczym minister spraw zagranicznych polskiego rządu miliarder jest zmuszony stanąć do walki z ciemnymi siłami, które chcą zniszczyć świat oraz jego własny dobrobyt. Ratując świat przy okazji napełnia swoje ego i upaja się własną wielkością. Do tej pory osobowość Tonego Starka ograniczała się raczej do chłopięcej zadziorności jednego z avengersów. W trzeciej, najbardziej zdystansowanej do klimatu filmów o herosach i zabawnej odsłonie serii, twórcy dali nam coś więcej. Tony nie może się otrząsnąć z wydarzeń w Nowym Jorku ( końcówka filmu „Avengers), gdy ratował planetę wchodząc do portalu otwartego przez przybyszów z innego świata. Superbohater zamiast nadal służyć rządowi USA, zaszył się w swojej rezydencji w Malibu z ukochaną kobietą i gadżetami. Na domiar złego Iron Man cierpi na poważne stany lękowe, które nie za bardzo predestynują go do ratowania globu. Oczywiście stan psychiki Starka jest jedynie smaczkiem wybuchowej opowieści dla dużych dzieciaków, jednak na tle innych marvelowskich ekranizacji wyróżnia się on w znaczący sposób. Ani w opowiadającym o wygnanym z boskiego Asgardu Thorze, ani w historii rozmrożonego po 70 latach super żołnierza zwanego Kapitanem Ameryką twórcy nie pokusili się o wejście w psychikę swojego bohatera. A była ku temu znakomita sposobność. Czy Iron Man otwiera więc nowe drzwi w filmach o herosach?

Człowiek Nietoperz wątpiący

Te drzwi w znaczący sposób zostały już uchylone wcześniej. Pierwszy raz psychiczne problemy herosa zostały obnażone w najmroczniejszej z kultowych komiksów. Zanim Batman został wzięty w obroty przez poprawnych politycznie rysowników, którzy za wszelką cenę chcą z niego zrobić, to co pewne autorytety zrobiły z herosami z Armii Krajowej, historię człowieka nietoperza na nowo wyłożył Christopher Nolan. Jeden z najciekawszych reżyserów filmowych ostatniej dekady podjął się bardzo ryzykownego zadania. Po dwóch znakomitych częściach Batmana Tima Burtona, serię przejął Joel Schumacher i zrobił z ponurej historii fircykowate i kiczowate bajeczki dla dzieci. Nolan reaktywując serię z Christianem Balem w głównej roli już od pierwszego filmu postawił na uprawdopodobnienie postaci Bruce Wayne’a. Od pierwszego filmu widzieliśmy więc Batmana wątpiącego, rozdartego i realnie ludzkiego. Batman nie jest człowiekiem o supernaturalnych zdolnościach jak Hulk czy Spider Man ( choć i ten w odnowionej serii cierpi na zachwianie tożsamości z powodu braku ojca). Przed śmiercią chroni go nie supermoc, ale wykonany w fabryce broni pancerz i umiejętności zdobyte w szkole zabójców na Dalekim Wschodzie. Apogeum kryzysu osobowościowego Bruce’a Bane’a Nolan pokazał w obrazie „Mroczny rycerz powstaje”. W bez wątpienia jednym z najlepszych filmów komiksowych w historii X muzy widzieliśmy więc złamanego, odrzuconego przez społeczeństwo, popadającego w depresję faceta, który odrzucił swoje przeznaczenie. O ile Iron Mana z letargu wyciągnął mroczny Mandaryn z resztą antyamerykańskiego, terrorystycznego towarzystwa, o tyle Wayne musiał doświadczyć upadku do rynsztoka i widma śmierci by ostatecznie pokonać „przeznaczenie Gotham” o nazwisku Bane.

Do czasu trylogii Nolana superbohaterowie również przegrywali potyczki z diabolicznymi wrogami. Jednak bardzo szybko podnosili się ku uciesze pragnącej sprawiedliwości widowni. W XXI wieku herosi stracili tę umiejętność. Nie można zapominać, że również ich wrogowie stali się mniej czarno-biali. Od momentu, gdy George Lucas pokazał skomplikowaną drogę Anakina Skylwalkera na ciemną stronę mocy, kino było niejako zmuszone do rewizji postaci czarnych charakterów w blockusterowych hitach. Nawet pro bushowski serial „24” niuansował negatywne postaci, które następnie były poddawane „wzmocnionym środkom przesłuchań”.

Christopher Nolan zapowiedział, że nie zamierza reżyserować czwartej części Batmana. Nie zrezygnował natomiast z rewizji losów innego klasycznego superbohatera. Tym razem Nolan producent dokona przełomu w historii herosa z literą „S” na piersi. Superman do tej pory kojarzył się z ultra klasycznym scenariuszem i paradoksalnym losem odtwórców roli człowieka ze stali. Najpierw martwy znaleziony został w hotelu George Reeves, który grał Supermana w latach 50-tych, a następnie paraliżu po wypadku doświadczył Christopher Reeves grający człowieka z Kryptonu w najsłynniejszych odsłonach serii. We wchodzącym niebawem na ekrany kin „Człowieku ze stali” Zacka Snydera Clark Kent nawet w niebieskim kostiumie nie będzie pomnikową skałą, która nigdy się nie kruszy. Według teorii Quentina Tarantino Superman jest dlatego istotną komiksową postacią, bowiem urodził się on jako superbohater i tylko przebierał się w człowieka. Jego droga była więc odwrotna do wszystkich innych herosów. Clark Kent był zakompleksionym słabeuszem w okularach bowiem tak ludzkość postrzegał jako Superman. W nowej wersji duetu Nolan-Snyder przybysz z kosmosu nabierze jeszcze więcej cech ludzkich. „Słabość nowego Supermana leży w jego mentalności. To eksperyment, ale uważam, że całkiem udany.”- mówi reżyser filmu w jednym z wywiadów. Wszystko więc wskazuje, że znów superbohater będzie naznaczony blizną psychologiczną. W ciągu zaledwie 4 lat będzie to trzeci heros z problemami psychicznymi. Trudno nie mówić więc o widocznym trendzie.

A zaczęto go doprawdy z grubej rury. Hancock o twarzy Willa Smitha nie przypominał ani nolanowskiego Batmana, ani nawet mającego wyrzuty sumienia Petera Parkera vel Spider Man. Hanckock był zapijaczonym menelem, który został znienawidzony przez mieszkańców Ameryki za robienie totalnej demolki miast podczas pościgu za zbirami. Heros spokojnie ze swoją subtelnością mógłby znaleźć się w „Team America” chłopaków od „South Park”. Superbohater był sarkastycznym, pozbawionym empatii dla bliźnich pijakiem, który nie mógł się pogodzić z „darem” jaki otrzymał. W pewnym momencie wynajął on nawet speca od pijaru, który ma mu pomóc ponownie rozkochać w sobie społeczeństwo. Hancock stał się perfekcyjną ikoną dzisiejszej mediokracji, która produkuje bohaterów by potem ich pożreć.

W tym momencie nasuwa się chęć dokonania analizy dlaczego potrzebujemy bohaterów podobnych do nas samych. Czy jako społeczeństwo nie potrzebujemy już doskonałego wzorca, który był odpowiedzią na nasze wszystkie bolączki? Czy nie chcemy zderzać się na sali kinowej z doskonałością? Co spowodowało odejście od pragnienia naśladowania nieskazitelnego idola, za którego przebieraliśmy się jako mali chłopcy? Czy odpowiedź kryje się w dyktaturze egalitaryzmu, która powoduje, że sprowadzając wszystko pod jeden mianownik na siłę obniżamy standardy nawet naszych marzeń? A może chodzi o to, że wmawia się nam bylejakość i nie potrafimy zmierzyć się z perfekcją? Zanosi się na to, że psychiczne problemy superbohaterów nie są końcem zmian jakie nas czekają w kinie.

Tęczowy heros?

Profesor Fredrick Werham w wydanej w 1954 roku książce „Seduction of the Innocent napisał, że komiksy są groźne dla młodzieży. Przekonywał on wówczas, że Batman i Robin symbolizują parę homoseksualną. Jego teza została wyśmiana przez komiksowych fanów. Okazało się, że Wehram mógł mieć rację. Znany autor komiksów Grant Morrison, który współtworzy m.in. „Supermena”, „X-Mena” i „Batmana”, w wywiadzie dla „Playboya” powiedział w zeszłym roku, że Batman jest „w 100 procentach gejem”.

Ma dość dziwną misję, by wychodzić nocą przebrany za nietoperza, a potem wraca do domu, w którym nie mieszka z żadną kobietą. Nosi obcisłe ubrania, w każdym filmie ma nowy batmobil i bardziej niż rodziną zainteresowany jest starszym mężczyzną i młodym Robinem. Batman jest gejem, by wszyscy go lubili. By ochotę na niego miały i kobiety i mężczyźni. A on o to nie dba.

-mówił. Wiemy więc w jaką stronę mogą iść w niedalekiej przyszłości filmy o superbohaterach. Miejsce seksistowskich mięśniaków i wpatrzonych w nich oczy pięknej niewiasty zajmą wzorowani na Spartanach zwolennicy związków partnerskich w pelerynach. Czy po prozaku, kozetce przyjdzie jednak czas na walczących z uprzedzeniami, zniewieściałych herosów?

Łukasz Adamski

Tekst pochodzi z tygodnika "Sieci"

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych