NASZA RECENZJA Niezły, opasły, nowy TEDE

Przeczytałem parę recenzji „Elliminati” w necie i muszę przyznać, że ciekawsze byłoby przestudiowanie regulaminu korzystania z komunikacji miejskiej. Do tego chyba wszyscy zachwalają album jako wielkie dzieło, co już zakrawa na przebijanie w politycznej poprawności sprawozdania z PRL-owskiej pięciolatki. Ale skoro dziesiąty, dwupłytowy, zawierający aż 34 tracki, album „Elliminati” sam Tede zapowiadał, jako najlepszą rzecz w karierze, to… To tę bajkę już znamy. Jeden z najpopularniejszych raperów w Polsce mówi tak przy okazji premiery każdej, nowej płyty. Tyleż samo osób jego stylu nie znosi, co go uwielbia, i niewiele w tej równoważni zmieni kolejne 10 płyt sztandarowego artysty (i właściciela) wytwórni Wielkie Joł.

Jak wiadomo Tede ma flow tak zwinne i wymagające, że w tym samym czasie zdąży zjeść ulubionego hamburgera, frytki i popić każdy wers colą. Niemal każdy raper z polskiej czołówki (i nie tylko) jest od niego pod tym względem lepszy. Z drugiej strony wkład TDFa w popularyzację hip-hopu nad Wisłą jest niezaprzeczalny i ogromny. Jak napisał jeden z internautów – oddajmy cesarzowi, co jego. A teraz przejdźmy do konkretów. Na początek teksty. Po hardkorowym „Mefistotedesie” z zeszłego roku raper z lekka wylajtował i w paru fragmentach podzielił się z nami niezbyt wesołymi spostrzeżeniami dotyczącymi kobiet i mężczyzn.

W „Szklanych domach” nawija o zabawiających się w towarzystwie „modelek” milionerach, w „Tulipanie” zdradza tajniki podrywu, a w „Lambie Doorsy” z gościnnym udziałem Zgrywusa przybliża sylwetki imprezowiczek-tapeciar. Wątek złych kobiet dominuje też w zimnym „Czekam Chłopaki”, a w „Jak to jest?” mamy opowieść o gościu, co zaliczył o jedną pannę za dużo. Jest też coś o hejterach („Co ty wiesz o Hejtach”) i trochę podwórkowych opowieści w twardym „KBT Reprezent”.

Czas na produkcję. Za wysmażenie iście amerykańskich, utrzymanych przeważnie w wolnym tempie bitów odpowiada Sir Michu. Raczej lepszych („Xenon”, świetne, autobiograficzne „ROY”, niesione refrenem „Jak nie my to kto”, „To takie smutne”, gdzie sam producent jest też na melodyjnym featuringu), niż gorszych („Biały Murzyn”, „Easy Rider”). W ogóle najsłabiej wypadają te monotonne walce w stylu „MTF 2013” i rozlazłego „Mów więcej”. Może należało powściągnąć lejce wybujałego ego i zrobić jednopłytową, lepszą rzecz?

Skrecze? W sumie, co dziś jest normą, poza oszczędnym „Nie banglasz”, skreczów Dja Tuniziano mamy tutaj, jak na lekarstwo. Goście? Wspomnieć o gościach wypada, ale żadnego bym raczej nie wyróżnił. Sitek w „Oni nie wiedzą”, Donguralesko w „300 Sekund” czy Abel w „Metanolu” są, rapują i tyle. Bohater jest tylko jeden i wyszło mu niezłe, opasłe wydawnictwo.

Andrzej Ciochoń

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media Wspieraj niezależne media

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych