Sukces i sława zmieniły jego życie. Do góry nogami. Miał sprawy w sądzie i problemy z narkotykami. W nieoczekiwanym momencie odszedł z zespołu The Smith. Jednak się nie poddał. Stał się brytyjskim skarbem narodowym. Wydał właśnie solową płytę "The Messenger".
Nagranie "Sun & Moon" z płyty "The Messenger" jest niesamowitą dawką brzmień, którym nikt już nie hołduje - oprócz Johnny Marra. Dynamika i wokaliza wczesnego The Stranglers, gitarowy splot New Model Army z The The oraz The Who. Tak jest na całej płycie, która miala premierę 4 marca. Charakterystyczne brzmienie jego rickenbackera nadal stanowi wzorzec dla naśladowców, choć niedościgniony. Jego partie gitary grane w The Smith nadal uchodzą za jedne z trudniejszych do odegrania. To podstawa manchesterskiego brzmienia. Idący pod prąd gitarowym trendom, stał się inspiracją dla artystów z kręgu niezależnego rocka oraz brit popu. To idol Johna Frusciante i Noela Gallaghera.
Johnny Marr - Upstarts
Odszedł z zespołu The Smiths W 1987 roku, przed wydaniem bardzo dobrego "The Queen is Dead" - płyty, na którą napisał sporo materiału. Potem nastąpił dziwny okres w życiu gitarzysty. Sam twierdzi, że nie został gitarzystą sesyjnym, gdyż nie zajmował się odtwarzaniem, a współtworzył. Tak opowiadał w wywiadzie dla Magazynu Gitarzysta
Nie lubię tego terminu "muzyk sesyjny", bo on sugeruje, że przychodzę do studia, odwalam swoją robotę i idę do domu. W moim przypadku nigdy to tak nie wyglądało. Zawsze angażowałem się w swoją pracę bez reszty. Muzycy nie zapraszali mnie po to, żebym zagrał wyznaczoną mi partię, i tylko tyle. Zapraszali mnie, żebym był sobą. Kiedy chłopaki z Pet Shop Boys zaprosili mnie do współpracy, nie chcieli mieć w studiu muzyka sesyjnego, chcieli mieć artystę.
Czy rozwinęło go to jako gitarzystę?
Tak, bardzo wiele się nauczyłem, współpracując z różnymi muzykami - czy to grając z Talking Heads, gdy miałem dwadzieścia cztery lata, czy z Beckiem, gdy miałem lat trzydzieści kilka.
Johnny Marr współpracował z wieloma artystami grającymi bardzo różnorodną muzykę min. Talking Heads,The The,Modest Mouse, Pet Shop Boys, czy ostatnio The Cribs. Była to odskocznia od negatywów nagłego sukcesu, nabranie pokory do życia, wejście w normalizację, choć bez negacji złych doświadczeń.
Nie wyobrażam sobie przejść przez życie bez żadnych potknięć i trudnych momentów. To one sprawiają, że muzyka, którą tworzę, jest interesująca. Trzeba mieć pewną wiedzę o życiu, a ją niestety zdobywa się przez bolesne doświadczenia. Nie chciałbym, żeby moja muzyka była zbytnio waniliowa, przesłodzona.
Nie poleca jednak wejścia na szczyt w młodym wieku.
Byłem zupełnie inny - strasznie się rzucałem. Osiągnięciesukcesu w młodym wieku niesie ze sobą pewne ryzyko. To wspaniała rzecz, ale z drugiej strony nie chciałbym, żeby moje dzieci tak wcześnie go osiągnęły. Sukces i sława zmieniły całe moje życie, przewróciły wszystko do góry nogami. Przeszedłem naprawdę ciężką drogę - miałem sprawy w sądzie, problemy z narkotykami, przeżyłem nagonkę mediów. To wszystko mnie wzmocniło i nauczyło pokory.
Johnny Marr - The Messenger
Teraz gitarzysta i kompozytor Johnny Marr powraca pod własnym nazwiskiem z bardzo dobrą płytą "The Messenger". Obawiać się tylko należy, że nie podparta mocną, zespołową nazwą, płyta stanie się strawą dla koneserów. Niestety Marr nie wyobraża sobie reaktywacji The Smith - tu idealnie komponowałyby się jego utwory.
Jestem dumny z muzyki, jaką wtedy współtworzyłem, z moich partii gitarowych. Utwór "Stop Me If You’ve Heard This One Before" jest moim ulubionym kawałkiem z czasów The Smiths. Lubię też piosenkę "You Just Haven’t Earned It Yet, Baby". Jestem zadowolony z większości kompozycji, które wtedy powstały. One oparły się próbie czasu, bo ludzie nadal o nie pytają. Czasami znajomi proszą, żebym pokazał im, jak się gra "Bigmouth Strikes Again". Pewnego razu Ed O’Brien z Radiohead poprosił mnie, żebym zagrał mu partie gitary z "The Headmaster Ritual". John Frusciante też pytał mnie o niektóre fragmenty. To dowód na to, że twórczość The Smiths wciąż cieszy się popularnością.
Johnny Marr - Word Starts Attack
Muzyka Marra jest obecnie bardzo dojrzała, na pewno do melancholii i delikatności The Smith wniosłaby rockowy zadzior oraz melodyjność rockowego riffu. Niestety Morrisey i Marr wspólnie na scenie - to mrzonki. Temat bardzo drażliwy dla Marra, który uchodzi za bardzo przyjaznego człowieka. Chętny do rozmowy, punktualny i pozbawiony gwiazdorstwa. Jednak temat reaktywacji the Smith wyprowadza go z równowagi. Powód? Może być to echo wspaniałych muzycznych wspomnień, które już nie powrócą, albo rozdrażnienie swoim nonszalanckim podejściem do życia w tamtym czasie. Może konflikt z Morriseyem? Dziś to już nieistotne.
The Smith - You just haven't earned it yet baby
Trudno w to uwierzyć, ale nowa płyta, jest jednocześnie jego pierwszą pod własnym nazwiskiem. Na 12 piosenkach z "The Messenger" słychać niezależność, melancholię i chwytliwość melodii. Wciągająca atmosfera, to nie tylko zasługa lekko rozmarzonego głosu gitarzysty, ale także efekt harmonii współczesnego brzmienia z echem lat 80-tych, z delikatną domieszką elektroniki.
Godne polecenia są wszystkie utwory, to doskonale skomponowany album. Jednak na pewno polecenie "The Right Thing Right", "The Crack Up", "Say Demesne" i "Word Starts Attack" nie będzie ujmą dla pozostałych kompozycji. Johnny Marr, który ma już pięćdziesiątkę na karku, grozi palcem młodemu pokoleniu i uczy je pokory. Słychać w jego muzyce, że ma jeszcze dużo do zagrania i powiedzenia.
Grzegorz Kasjaniuk
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/247440-marr-osiagniecie-sukcesu-w-mlodym-wieku-niesie-ze-soba-ryzyko-nasza-recenzja
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.