Znana to prawidłowość – kiedy dziecko chce być uznane za dorosłego, próbuje imitować dorosłość, jak potrafi. Na przykład zaczyna powtarzać zasłyszane w ustach dorosłych przekleństwa. Różnica między Joanne K. Rowling a przeklinającym dzieckiem jest taka, że Rowling powinna rozumieć, co mówi.
„Trafny wybór” reklamowany jest jako pierwsza książka dla dorosłych autorki serii o przygodach Harry’ego Pottera. Błędne to hasło, bo zakłada, że opowieści o Harrym były książkami dla nie-dorosłych. Nie zgadzam się – żeby w pełni je smakować, trzeba było mieć więcej niż dziesięć czy dwanaście lat.
Wiernie towarzyszyłem serii o Potterze o dnia polskiej premiery pierwszego tomu, zaskoczony faktem, że w nudnym i samopowtarzalnym świecie fantasy możliwa była taka erupcja talentu, humoru i inwencji. Pierwsze książki Rowling o Harrym to znakomite połączenie brytyjskiego poczucia humoru, straszliwych opowiastek w stylu Roalda Dahla, kpina z XIX literackiej brytyjskiej klasyki oraz wspaniałej fantastycznej tradycji od George’a McDonalda po C.S. Lewisa i zapomnianego dziś Huntera Normana (autora rewelacyjnych i zakręconych niczym „Bajki robotów” Lema opowiadań o profesorze Wymyśliku). Kto zna „pottery” w wersji oryginalnej, ten wie także, że jest to literatura jeszcze zabawniejsza i błyskotliwa niż w świetnym przekładzie Andrzeja Polkowskiego. Słowem – J.K. Rowling zrobiła owymi książkami wszystko, by wykluczyć stosowanie wobec siebie w przyszłości taryfy ulgowej. Od tych, którzy wiele potrafią, wymagamy wszak więcej.
Inna sprawa że książki o Potterze mocno się zmieniały – im dalej, tym słabsza była ich struktura, a mocno reklamowane przez krytyków dorastanie głównych bohaterów nie wypadało specjalnie przekonująco. Przejście od opowieści mitycznej do opowiastki o dorastaniu nie było udane. Pierwsze powieści o Harrym mogły konkurować z „Hobbitem” – ostatnie już raczej ze „Zmierzchem”.
„Trafny wybór” to kolejny krok Rowling w podróży od historii niezwykle zajmujących do zwyczajnie niezajmujących. Oto powieść współczesna rozgrywająca się w miasteczku Pagford przypominającym nieco przedmieścia na których żyli straszliwi krewni Pottera – Dursleyowie. Jego mieszkańcy okazują się zbiorowiskiem bydląt lub bydlątek, bo jest to przecież powieść „dla dorosłych”, wszystko więc musi być „dorosłe”. Dorosłe, czyli maźnięte czarną farbą. Jeden człowiek w Pagford porządny, a i on, prawdę mówiąc – świnia. To Barry Fairbrother - miejscowy radny, którego gwałtowne zejście ze świata żywych napędza akcję opasłej książki Rowling. Nagły wakat polityczny staje się okazją do knucia intryg, spragnieni władzy maluczcy ukazują swą prawdziwą – czytaj „niefajną” twarz, a przy okazji zaczynamy poznawać sekrety życia Pagford, to znaczy rozumieć, że nikogo nie warto tu obdarzyć sympatią. I to właściwie wszystko – podsumowanie ponad 500 stron powieści.
Joanne K. Rowling za wszelką cenę udowadnia, że jest już „dorosła”, więc ekspozycji kolejnych bohaterów „Trafnego wyboru” towarzyszy mnogość słów takich jak „penis”, „masturbacja”, i „narkotyki”, a opowieść o życiu w Pagford okazuje się opowieścią o zdradzie, niewierności, pijaństwie, oszustwie, gwałcie, samobójstwie i tak dalej. Nie znaczy to, że domagam się pisania książek o świecie owych elementów pozbawionym – pytam jednak „i co z tego wynika”? Otóż u Rowling nic nie wynika.
Amerykańskie i angielskie recenzje próbują reklamować książkę Rowling jako krytykę społeczną, powieść zaangażowaną, ważny głos w dyskusji o współczesnej Anglii. Na mnie zrobiła raczej wrażenie pomsty wziętej na społeczeństwie filistrów, którego JKR nie cierpi (przypomnijcie sobie opisy głupich i odrażających mugoli z cyklu o Potterze). „Trafny wybór” to książka przygnębiająco jednostronna i przez to nudna. Można wszak być krytykiem społecznym, ale to nie znaczy, że trzeba grać posługując się tylko jedną nutą – wiedział to kiedyś Charles Dickens, wie to w dzisiejszych czasach na przykład Irvine Welsh, którego książki niosą diagnozy jeszcze bardziej ponure niż „dorosła” Rowling, ale które da się czytać bez śmiertelnego znużenia dzięki inteligencji, wynalazczości i czarnemu humorowi autora.
JKR także to potrafiła – najlepsze książki o Harrym były zabawne, wzruszające, złośliwe i ponure zarazem. Pisząc „Trafny wybór” dokonała na sobie niezrozumiałego zabiegu lobotomii, zostawiając w mózgu jedynie ośrodki odpowiedzialne za "ponure". Gdyby nie jej nazwisko na okładce, pies z kulawą nogą nie zainteresowałby się tą pretensjonalną powieścią, bo po prostu nie jest tego warta.
Piotr Gociek
J.K. Rowling „Trafny wybór” (Casual Vacancy), Znak 2012, opr. miękka, 506 stron.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/246666-dorosla-powiesc-jk-rowling-czyli-wszystkie-bydlatka-male-i-duze-recenzja
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.