„Wściekłe Psy” - to dziś film który stał się legendą. Podczas premiery wywołał jednak szok i mieszane reakcje. Nieznany nikomu Quentin Tarantino pokazał dawkę przemocy jakiej nie zaprezentował nawet skandalista Abel Ferrara, również szokujący swoim filmem w tym samym roku.
Rok 1992 należał do trzech osób. Znanego z filmów Martina Scorsese, wybitnego, charakterystycznego aktora Harveya Keitela, do enfant terrible kina niezależnego Abla Ferrary i nikomu nieznanego faceta o dźwięcznie brzmiącym nazwisku "Quentin Tarantino". 20 lat temu do kina weszły dwa filmy, które je odmieniły: brutalna religijna opowieść o upadłym gliniarzu „Zły porucznik” ze wstrząsającą sceną gwałtu na zakonnicy w polskim kościele i „Wściekłe Psy” z tak wielką dawką brutalizmu i wulgaryzmów, że ludzie wychodzili z pokazów. Plotka głosi, że nie wytrzymał nawet twórca „Koszmaru z Ulicy Wiązów” Wes Craven.
Wszyscy miłośnicy kina pamiętają otwierającą film Tarantino scenę paplaniny kilku bandziorów, którzy za chwilę zamierzają napaść na jubilera. Rozmowa ośmiu gangsterów, perfekcyjne sfilmowana przez naszego rodaka Andrzeja Sekułę, o Madonnie i jej hicie „Like A Virgin” wyznaczyła zupełnie nowy styl narracji. To były „Ulice Nędzy” lat 90-tych. Mówiący z szybkością karabinu były pracownik wypożyczalni kaset video otworzył Hollywood na postmodernizm. Widzowie nie wiedzieli oczywiście, że czeka ich jeszcze większa jazda bez trzymanki, a nowa „Dzika Banda” to tylko przedsmak tego, co miało nadejść 3 lata później - „Pulp Fiction”.
Film o napadzie na jubilera bez pokazania samego napadu? Półtoragodzinna rozmowa kilku facetów w magazynie, przeplatana ujęciami z przeszłości? Umierający w wylewających się wnętrznościach przez cały film Brytyjczyk Tim Roth? 272 razy wypowiedziane słowo „fuck” na ekranie? Scena obcinania ucha policjantowi w rytmach „Stuck in the middle with you” Stealers Wheel? Totalna masakra głównych bohaterów w ostatniej scenie? Tego musiało być za wiele dla krytyków. Jedni nazwali do arcydziełem. Inni pisali o upadku moralności. To dobro nie zwycięża? To nie ma pozytywnych bohaterów? To można opowiedzieć o napadzie na jubilera, nie pokazując go na ekranie, by ludzie byli przekonani, że ten napad widzieli?
Film Tarantino zadebiutował na festiwalu Sundance. Trzy lata później jego twórca miał już w ręku Złotą Palmę i Oscara za scenariusz. Aktorzy, którzy zagrali we „Wściekłych Psach” jako pierwsi odkryli geniusz Tarantino, występując w jego filmie niemal za darmo. Ba, Chris Penn, Steve Buscemi nosili w filmie własne ubrania. Michael Madsen jeździł własnym samochodem. Harvey Keitel spowodował, że z filmu, który pracownik wypożyczalni w Manhattan Beach zamierzał nakręcić za 30 tys. dolarów wyrósł na obraz za ( i tak śmieszną sumę) 1,5 miliona dolarów. „Wściekłe Psy” to nie tylko film Tarantino, ale jego niezwykłej obsady, która mogła wyglądać zupełnie inaczej. Rolę diabolicznego Blondasa odrzucił Christopher Walken. Tarantino zaś nie skorzystał z usług starających się o rolę George'a Clooneya i Samuela L. Jacksona. Ten drugi stał się później głównym współpracownikiem Tarantino fenomenalnie wcielając się w Julesa w „Pulp Fiction”, Ordella w „Jackie Brown”, muzyka w „Kill Bill” i Stephena we wchodzącym niebawem „Django”. Jackson był również narratorem w „Bękartach Wojny”. Co gdyby zagrał we „Wściekłych Psach”? Może film nie zostałby uznany za rasistowski. A tak mówiono przez pojawiające się bez przerwy słowie „nigger”. W ustach Jacksona brzmiało ono w następnych dziełach poprawniej.
„Wściekłe Psy” były pierwszym filmem, którego twórca tak jawnie wykorzystał motywy znane z innych filmów. Jakie inspiracje widać w debiucie Tarantino? Mamy tu dolarową trylogię Sergio Leone, filmy Sama Peckinpaha i wczesne filmy Kubricka. Film wprost nawiązuje do "Kansas City Confidential" z 1952 roku, policjanta torturowano w "Wielkim kartelu", a ksywki bohaterów były w "Długi postój na Park Avenue". Nie można zapominać, że „biały” był bezpośrednim nawiązaniem do jednego z bohaterów Leone. W późniejszych latach Tarantino rozwinął swoje fascynacje ze „Wściekłych Psów”. Poprawił również znacząco swój warsztat filmowy. Jednak nawet jeżeli widzowie nie widzieli „Pulp Fiction” czy „Kill Bill”, to i tak mogą poznać styl Q po „Wściekłych Psach”. Ten film nawet po 20 latach robi wielkie wrażenie. Inne gangsterskie historyjki po tym obrazie są już tylko kopiami. Kopiami mistrza, z którym za pół darmo chce dziś pracować Robert de Niro i Leonardo di Caprio. Czy ktokolwiek podziewał się tego 20 lat temu? Może jedynie bezczelny Tarantino.
Już niebawem czeka nas kolejne wyzwanie rzucone światu przez Quentina Tarantino. W sieci pojawił się właśnie trzeci już trailer jego spaghetti westernu "Django Unchained".
Łukasz Adamski
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kultura/246452-genialne-wsciekle-psy-maja-20-lat-jakie-byloby-kino-bez-tego-filmu