Rymanowski dla wNas.pl o książce „Ubek. Wina i skrucha”

screenshot z filmu YouTube
screenshot z filmu YouTube

Łukasz Adamski: „Gdybym był księdzem dałbym mu rozgrzeszenie”- mówił Pan w jednym z wywiadów. Czy pańska książka „Ubek” ma być właśnie rozgrzeszeniem Janusza Molki?

Bogdan Rymanowski: Raczej swego rodzaju publicznym konfesjonałem funkcjonariusza SB. Jego wyznanie win i grzechów konfrontuję z relacjami ludzi, na których donosił. Z jednej strony mamy więc rachunek sumienia człowieka, który w latach 80. robił straszne świństwa, z drugiej wypowiedzi jego ofiar, którzy czują do niego żal, a nawet obrzydzenie.

Można mu wybaczyć?

Ja sam nie mam do tego prawa. Nieprzypadkowo jako motto jednego z rozdziałów umieszczam słowa Zbigniewa Herberta „i nie przebaczaj zaiste nie w twojej mocy/ przebaczać w imieniu tych których zdradzono o świcie”. Wybaczenie to sprawa osobista, dotyczy relacji między ofiarą a prześladowcą. Większość ludzi Januszowi Molce wybaczyła, ale są osoby – i ja ich też rozumiem – które nie potrafią uwierzyć w jego nawrócenie. Mówią, że skoro kłamał wtedy, nie ma pewności, iż nie czyni tego dzisiaj. Molka jako TW „Romkowski”, a potem inspektor „Nowak” był jednym z najlepiej ulokowanych tzw. źródeł manewrowych SB w środowisku gdańskiej opozycji. Nie tylko informował o każdym ruchu kolegów, ale organizował prowokacje i prowadził skomplikowane gry operacyjne. Sam o sobie mówi, że był lepszy od Lesława Maleszki. Dzisiaj Molka nie tylko przyznaje się do zła, które uczynił, ale próbuje je naprawić. Od kilku lat dzwoni do kolegów i znajomych, prosząc o wybaczenie. Takie telefony wykonał do profesora Paczkowskiego, śp. Arama Rybickiego czy Jana Lityńskiego. Bardzo chciał, abym umożliwił mu kontakt z prezydentem Lechem Kaczyńskim, Grażyną Gęsicką i Przemysławem Gosiewskim. Niestety, 10 kwietnia 2010 roku sprawił, że stało się to niemożliwe.

„Teczki w znakomitej większości są wiarygodne”- mówi w Pańskiej książce Molka. Pańska książka uderza więc w mit, że lustracja nie ma sensu. Jest Pan świadom, że stanie się Pan wrogiem dla wpływowych środowisk?

Kompletnie nie ma to dla mnie znaczenia. Mnie interesuje tylko prawda. To co mówi Molka idzie w poprzek relacji większości funkcjonariuszy SB, którzy twierdzą, że w teczkach albo są fałszywki albo dyrdymały. On mówi wprost: ja z każdej informacji, którą przekazywałem szefom byłem rozliczany. Nie mógł ściemniać, ani wciskać kitu, bo – jak opowiada - w całym tym PRL – owskim burdelu, bezpieka była jedyną instytucją, która funkcjonowała w miarę sprawnie. Nie przez przypadek to generał Kiszczak, nadzorujący SB, prowadził negocjacje polityczne z opozycją na temat podzielenia się władzą. Według Molki, często agenci, którzy występują w telewizji tłumaczą się na zasadzie, że „ciemny lud to kupi”.

Molka mówi również o „konsultantach SB”, czyli bardzo dziś wpływowych ludziach Solidarności, który kolaborowali z SB. Czy te nazwiska Pańskim zdaniem ujrzą kiedyś światło dzienne?

Jestem za stary na to, aby mieć jakieś wielkie złudzenia. Droga, jaką wybrał Janusz Molka nie jest łatwa. Nikt nie lubi publicznie przyznawać się do grzechów z przeszłości. Ale nie wykluczam, że ktoś pójdzie jego ścieżką. Bardzo bym tego chciał. To zresztą jedyny sensowny sposób lustracji, polegającej na wyznaniu win i zadośćuczynieniu.

Piękna droga. Szkoda, że utopijna.

Zdaję sobie z tego sprawę. Ale kto z nas w 1982 czy 1983 roku wierzył w to, że komuna upadnie ? Dlatego myślę, że kropla drąży skałę i ta publiczna spowiedź Molki może przełamać barierę strachu i dodać odwagi innym.`

W książce jest też mowa o spotkaniach „ważnych agentów ulokowanych w „Solidarności”, którzy na przełomie 1989/1990 r. odbywali spotkania z oficerami wywiadu sowieckiego. Czy to może oznaczać, że transformacje w Polsce robiono rękoma Sowietów?

Jeżeli przyjmiemy, że oficerowie KGB mieli wgląd w większość teczek SB, która w dużej mierze kontrolowała opozycję, to naiwnością byłoby myśleć, iż polska transformacja odbywała się bez wiedzy i zgody Moskwy. Mówiąc o kontroli opozycji myślę o doskonałym monitoringu jej działań, co nie oznacza, że wszyscy czy większość opozycjonistów była sterowana. Molka przytacza konkretne przykłady. Choćby fakt, że słynny wyborczy plakat z czerwca 1989 roku, na którym Gary Cooper ma w klapie znaczek „Solidarności” był drukowany przez agenta. SB miała bardzo dobre informacje na temat tego, gdzie ukrywają się znani działacze podziemia, tacy jak Aleksander Hall czy Zbigniew Bujak. Jednak z jakichś powodów, przez pewien czas ich nie aresztowano. Istnieje stara czekistowska zasada, że lepiej kontrolować niż zamykać, bo wtedy powstaje nowe, niekontrolowane środowisko. SB potrafiła wygrywać wzajemne animozje w łonie opozycji. Rozgrywała podziemie i wspierała tych, którzy byli im w danej chwili na rękę. W 1989 roku Molka dostał zadanie wspomagania kampanii Jana Józefa Lipskiego, który startował na senatora z Radomia. To było jedno z nielicznych miejsc w kraju, gdzie przeciw kandydatowi Komitetu Obywatelskiego „S” wystąpił niezależny kandydat, mający wsparcie miejscowego biskupa. SB uznała, że trzeba pomóc Lipskiemu. Z trudem, bo dopiero w drugiej turze, ale jednak Lipski wygrał. Zapewne nie zdając sobie sprawy ze wsparcia jakie otrzymał.

Rozmawiał Łukasz Adamski

Bogdan Rymanowski „Ubek. Wina i skrucha”, Zysk i S-ka 2012, opr. miękka

Najnowsze artykuły

Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu

Śledź nas na Google News

Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News

Dziękujemy za przeczytanie!

Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.

Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.

Autor

Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze Wesprzyj telewizję wPolsce24! I naszą misję - dziennikarstwo śledcze

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych