„Superprodukcje zostawmy Amerykanom” NASZ WYWIAD o serialu „Misja Afganistan”

materiały prasowe
materiały prasowe

Łukasz Adamski: Canal + wyemitował pierwsze dwa odcinki serialu o polskiej misji wojskowej w Afganistanie. Jako korespondent z Afganistanu i autor świetnej książki o naszej misji, jak oceniasz produkcję? Mamy polski "Hurt Locker"?

Marcin Ogdowski, dziennikarz INTERIA.PL, autor blogu i książki „zAfganistanu.pl” : „Hurt Locker” na pierwszy rzut oka przytłaczał realizmem. Znakomicie skręcona scena, w której eksploduje IED, to esencja doświadczeń żołnierzy biorących udział w tej wojnie. A mówię to z perspektywy osoby, która spędziła w Iraku wiele tygodni. Mimo to, tuż po premierze filmu, odezwało się wiele głosów, krytycznie odnoszących się do fabuły. Prawdziwi saperzy dostrzegli w niej szereg nieścisłości i przekłamań dotyczących procedur, wedle których zespoły rozminowywania pracują w terenie. Jestem pewien, że podobna krytyka spadnie na serial „Misja Afganistan”. W tym sensie, nieco przewrotnie – owszem, mamy swojego „Hurt Lockera”.

Na ile twórcy serialu poszli drogą autorów realistycznego do bólu policyjnego "Pitbulla", w opowieści o naszej armii? Oglądając serial, czujesz "klimat" tej wojny?

„Pitbull” był dużo łatwiejszy do nakręcenia. Autorzy mieli luksus w postaci oryginalnej scenografii – i nie chodzi tylko o samą Warszawę i okoliczne miasteczka. Niektóre ujęcia powstawały dokładnie w tych samych miejscach, w których dochodziło do wydarzeń, będących inspiracją dla filmu. Z „Misją” jest inaczej. Miano ją kręcić bodajże w Maroko, ostatecznie zdjęcia powstały w Polsce. I mimo zastosowania filtrów i innych postprodukcyjnych sztuczek, to widać. Nie da się z poligonu w Żaganiu zrobić afgańskiego off-roadu, a z podbydgoskiego kamieniołomu – tamtejszych gór. Łachy zieleni, faktura piachu, wygląd skalnego rumowiska. Każdy, kto był w Afganistanie, dostrzeże tu inscenizacyjny fałsz.

To wrażenie spotęguje „grający” w serialu sprzęt. Co prawda czasy „Czterech pancernych”, w których niemieckie Tygrysy i Pantery tworzono po dospawaniu paru blach do czołgów T-34 – co wyglądało przekomicznie – minęły, zdaje się, bezpowrotnie. Jednak z drugiej strony, „Szeregowiec Ryan”, „Kompania Braci”, czy „Pacyfik”, ze swoją dbałością o każdy detal, wywindowały poprzeczkę tak wysoko, że żadna polska produkcja nie jest w stanie temu podołać. W bardzo przyzwoicie zrobionym „Czasie honoru” nagminnie „pakują się” w kadr plastikowe okna, które w Polsce pojawiły się ponad czterdzieści lat później.

A w „Misji”?

A w „Misji” „grają” co prawda oryginale Rosomaki, ale mają krajowy kamuflaż. I na przykład turbiny, służące do pokonywania przeszkód wodnych, które z oczywistych powodów demontuje się z egzemplarzy wysyłanych pod Hindukusz. Wozom brakuje za to siatek LSO, których celem jest „wyłapywanie” granatów RPG. Szczęściem dla scenarzystów, montuje się je dopiero od dwóch lat, zatem zabieg przeniesienia akcji w czasie pozwala wytłumaczyć brak tych bardzo charakterystycznych elementów. Na potrzeby serialu wojsko udostępniło też śmigłowiec, ale znów – w wersji nieafgańskiej. Widziałem reakcję kolegi-żołnierza, na filmową zajawkę „Misji”. Widok wielkich pylonów (elementów służących do przenoszenia uzbrojenia), wywołał w nim śmiech. Podobnie, jak widok karabinów, wyglądających jakby prosto z magazynu, bez śladów kamuflażu. Film tymczasem ma opowiadać historię ludzi z „bojówki” – zachęcam do wejścia na strony mojego blogu, gdzie widać, jak traktują swoją broń „bojówkarze”. I jak podchodzą do kwestii umundurowania. Polacy z pierwszej linii, służący w Afganistanie, wyglądają trochę jak partyzantka – tyle tam kombinacji mundurów. W „Misji”, póki co, dbałości o ten aspekt nie widać.

Mógłbyś tak pewnie wymieniać?

Owszem. Ale chciałbym dać serialowi szansę. Te niedoróbki dostrzegą insajderzy – nie więcej niż kilkanaście tysięcy ludzi. Tymczasem film będzie miał kilkusettysięczne, a docelowo pewnie kilkumilionowe audytorium. W tej chwili, tak mi się wydaje, ważniejsze jest to, że w ogóle powstał. Że za jego sprawą tematyka Afganistanu przebije się do szerszej świadomości. Może i trochę nieudolnie, ale w wystarczającym zarysie pokaże Polakom, czym na tej wojnie zajmują się nasi żołnierze. I jakie są tego konsekwencje.

No właśnie, piszesz w swojej książce „zAfganistanu.pl” o walce żołnierzy i ich rodzin z demonami po powrocie do Polski. Mam na myśli depresję, nieumiejętność poradzenia sobie z rzeczywistością etc. Może opowiadając o dramacie naszych chłopców, powinniśmy pójść w stronę filmu "Bracia", "W imieniu Armii" czy "Odwaga i nadzieja"?

To znakomity pomysł. Gdy myślę o „Misji”, o tym, co się jeszcze wydarzy, boję się scen walki. Tego, że jak zwykle w polskim filmie zwycięży radosna improwizacja. Śmieszne efekty, fatalne nagłośnienie, przestylizowane wyrazy twarzy bohaterów – kto nie wie, o czym mówię, niech obejrzy potyczkę w dolinie w „Demonach wojny”. Mamy świetnych operatorów, ale gdy brakuje kasy, trzeba kombinować. Naszym producentom tych pieniędzy ciągle brakuje, zostawmy więc hiperrealistyczne superprodukcje Amerykanom. Nie trzeba epickiej scenografii, by oddać horror wojny. Lada moment na ekrany naszych kin wejdzie „Obława”, kilkanaście miesięcy temu mogliśmy obejrzeć „Różę” – to dowody najwyższej próby kunsztu w prezentowaniu intymnej sfery wojny. Stać nas zatem na to – zarówno w sferze finansowej, jak i kompetencyjnej – by nakręcić polski odpowiednik „Braci”. By wziąć na warsztat historię taką jak Nangar-Khel – z perspektywy zaangażowanych w nią ludzi. Piszę teraz kolejną afgańską książkę – tym razem powieść, w której czytelnik odnajdzie wiele analogii ze „sprawą Nangar-Khel”. Pełną psychologicznych dramatów i symbolicznych sytuacji. Może komuś przyjdzie do głowy ją sfilmować…

Masz jakieś sygnały od żołnierzy w sprawie "Misji Afganistan"?

Świeżo po emisji – nie. Ale od wielu dni docierają do mnie głosy od moich mundurowych kolegów. Analiza zajawek i kilkunastu ujawnionych zdjęć nie nastawiała ich optymistycznie. Co nie zmienia faktu, że dziś w Ghazni kto mógł, ten siedział przed telewizorem.

Dziękuję za rozmowę.

Autor

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...