W święto św. Patryka rozmowa o Irlandii i bohaterze książki Pawła Toboły-Pertkiewicza zatytułowanej: „De Valera. Gigant polityki irlandzkiej i jego epoka”.

Święty Patryk, patron katolickiej Irlandii. No właśnie, czy jeszcze katolickiej?

Irlandia, podobnie jak cała Europa Zachodnia, przeżywa kryzys wiary. Można powiedzieć, że póki co Irlandia jest jeszcze z nazwy i prawodawstwa krajem katolickim, głównie za sprawą konstytucji z 1937 roku. Realnie rzecz biorąc jednak to została nim tylko na papierze i trwa powolny, aczkolwiek konsekwentny demontaż tego prawa. W maju odbędzie się referendum w sprawie uznania związków homoseksualnych równym małżeństwu, a jak wskazują sondaże, nie powinno być problemu ze zwycięstwem sił postępu.

Święty Patryk, którego święto obchodzimy, chyba nie jest dumny ze swej ojczyzny.

Tak jak św. Patryk dokonał przed wiekami chrystianizacji Irlandii, dziś jest potrzeba rechrystianizacji tego kraju. Kościoły świecą pustkami, a część z nich stoi zamknięta, gdyż brakuje duchownych. Smutny to rzeczywiście obraz, ale prawdziwy.

Napisał pan biografię polityka, którego określa mianem giganta. Dlaczego właśnie takie określenie? Kim był dokładnie Eamon de Valera, w Polsce postać nieznana.

Eamon de Valera rozpoczął „karierę” polityczną w 1916 roku, w roku irlandzkiego Powstania Wielkanocnego, zakończył dopiero w połowie lat siedemdziesiątych, czyli był aktywnym politykiem przez ponad pół wieku. Proszę sobie wyobrazić, że Roman Dmowski czy Józef Piłsudski dożywają 1960 roku. De Valera żył ponad 90 lat, 21 lat był premierem, kolejne 14 lat prezydentem, a w międzyczasie liderem opozycji, skazańcem, bankrutem politycznym. Posiadał jednak zdolność, jak feniks z popiołu, odradzania się i powrotu do władzy. To bardzo ciekawa postać, ciekawa osobowość, nietuzinkowy przywódca narodowy, który dotąd nie był znany szerzej w Polsce. W wielu kwestiach dla polskiej prawicy mógłby być wzorem, tymczasem pozostaje postacią nieznaną.

I dlatego postanowił Pan przedstawić jego biografię polskim czytelnikom?

Historią Irlandii interesuję się od ponad 10 lat i ta książka to wynik moich zainteresowań, do pewnego stopnia fascynacją historią tego narodu, ich walki o niepodległość. Każdy kto interesuje się historią XX wieku powinien poznać tę postać i wyrobić własne zdanie. Tym bardziej, że o ile już w ogóle ktoś cokolwiek na temat de Valery słyszał, to są to jedynie szczątkowe informacje o tym, że był cichym sojusznikiem Hitlera, klerykałem, który budował zacofaną Irlandię z archaiczną konstytucją, albo w końcu, że jest odpowiedzialny za śmierć Michaela Collinsa, drugiego najważniejszego przywódcy politycznego Irlandii w XX wieku.

W Polsce znamy film poświęcony Michaelowi Collinsowi, w którym de Valera nie jest jasną postacią.

Tak, to dobry film, z tą drobną uwagą, że jak to bywa w produkcjach hollywoodzkich – musi być dobry bohater – w tym wypadku Collins, a także czarny charakter, którym w filmie jest właśnie de Valera. Niewiele ma to wspólnego z prawdą historyczną, co zresztą podkreślał nawet odtwórca roli de Valery w tym filmie Alan Rickman, mówiąc że walczył o to, aby nie robić z niego kozła ofiarnego. Ale jak wiadomo Hollywood rządzi się swoimi prawami, stąd taki a nie inny wizerunek de Valery po filmie. Gdyby zamieniono rolami bohaterów, negatywną postacią musiałby być Collins.

Czy w samej Irlandii postać de Valery wzbudza kontrowersje?

Oczywiście, spór o jego rolę i dziedzictwo wciąż są żywe. Trudno zresztą się temu dziwić. Dziś politycy, którzy dopiero debiutują na scenie politycznej bywają często z miejsca kontrowersyjni, to cóż dopiero mówić o człowieku, który był najważniejszą figurą w tamtejszej polityce przez ponad pół wieku. Ale to nie jest nic dziwnego; przecież w Polsce wciąż mamy zajadłych wielbicieli jak i krytyków marszałka Piłsudskiego czy lidera Narodowej Demokracji. Byłoby zresztą czymś dziwnym, gdyby de Valera nie miał przeciwników.

O co mają pretensje przeciwnicy?

Pretensji jest sporo; zaczynając od Powstania Wielkanocnego, przez negocjacje z Brytyjczykami przy traktacie angielsko-irlandzkim z 1921 roku, który dawał Irlandczykom namiastkę niepodległości, ale niepełną, jakiej z utęsknieniem oczekiwali. Kontrowersje budzi też postawa de Valery w czasie II wojny światowej, ale tu raczej jest to krytyka zewnętrzna, aniżeli ze strony samych Irlandczyków, bo uchronienie narodu od udziału w największej wojnie w dziejach ludzkości, jest z pewnością osiągnięciem. Wreszcie kontrowersje wzbudza konstytucja z 1937 roku, sposób sprawowania władzy a także jego sprzeciw do że się tak wyrażę zdobyczy „cywilizacyjnych” świata.

A pana zdaniem jaki jest największy błąd w jego karierze?

Błędów popełniał sporo, ale z pewnością błędem mającym najdalej idące konsekwencje jest postawa w trakcie i po negocjacjach z brytyjskim premierem Lloydem George’m w 1921 roku. Okazało się, że na nic zdał się matematyczny umysł de Valery, o którym z podziwem mówił sam Albert Einstein, i Irlandczycy zostali ograni przez Anglika. Konsekwencje tego traktatu i jego wpływu na dalsze losy Irlandii oraz części Ulsteru pozostającego wciąż pod berłem brytyjskim, były błędem, choć niezamierzonym. Osobiście nie podobał mi się jego program gospodarczy, ale to temat na inną dyskusję.

A największy sukces?

Jeśli weźmiemy pod uwagę tradycyjne rozumienie celu każdego polityka, czyli zdobycie i utrzymanie władzy, to z pewnością właśnie to jest niekwestionowanym sukcesem. Wygrać 12 razy wybory na przestrzeni ponad 40 lat jest kwintesencją polityki. Ale to oczywiście trochę żartem, bo sukcesów czy spuścizny po de Valerze jest całkiem sporo. Chociażby wciąż obowiązująca konstytucja z 1937 roku, o której Pius XII mówił, że była pisana ręką Boga. Polecam przeczytać chociażby inwokację do niej. Niejednemu współczesnemu politykowi włos na głowie zjeżyłby się słysząc tak wsteczne sformułowania kwalifikujące się dziś pod „mowę nienawiści”. Co powiedziałyby feministki czytając artykuł 43. irlandzkiej konstytucji mówiący, że naturalnym miejsce pracy kobiety jest dom i wychowanie dzieci…

Czy jest szansa na powrót Irlandii do korzeni? W książce pisze pan o tym, że jeszcze 40-50 lat temu gdy w południe dzwoniły dzwony w kościołach, na targowiskach przerywano handel, aby odmówił Anioł Pański.

Szansa zawsze jakaś jest. Jeśli prześledzimy np. historię Kościoła to przecież czasy bywały dużo cięższe niż obecny kryzys wiary w Irlandii. Papieże musieli uciekać z Watykanu, przebywali na wygnaniu, ale zawsze wówczas pojawiają się wielcy święci Kościoła, albo wielcy papieże. Pozostaje mieć nadzieję, że niebawem w Irlandii pojawią się nowi misjonarze na miarę św. Patryka.

Zwykło się mówić o wspólnocie losów Polski i Irlandii. Pan w swojej książce kwestionuje ten paradygmat pisząc, że ciężko porównywać losy naszych krajów. Dlaczego?

W pierwszej części książki przedstawiam historię Irlandii niejako w pigułce, z której jasno wynika, że porównywanie losów naszych krajów nie ma większego sensu. Historie naszych narodów są zupełnie inne, np. to co dla nas było elementem budowy tożsamości narodowej nie miało miejsca w przypadku Irlandczyków. Nie chcę jednak zdradzać wszystkich szczegółów, bo po cóż wówczas sięgać do książki. Zwracam uwagę tylko, że Irlandia była jedynym po I wojnie światowej państwem, które powstało nie na gruzach upadłych imperiów, ale w najbliższym sąsiedztwie największego wówczas imperium.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Paweł Toboła-Pertkiewicz

Paweł Toboła-Pertkiewicz, „De Valera. Gigant polityki irlandzkiej i jego epoka”, Wydawnictwo Prohibita, Warszawa 2015.

Paweł Toboła-Pertkiewicz - wydawca, przedsiębiorca, publicysta, właściciel księgarni Multibook.pl. Od 7 lat prowadzi własne wydawnictwo Prohibita, które bez złotówki dotacji z kasy państwa, wydało kilkadziesiąt książek z zakresu najnowszej historii, polityki i ekonomii. Tata Ewy, Zofii i Leona.

www.wsklepiku.pl/eamon-de-valera-gigant-polityki-irlandzkiej-i-jego-epoka

http://multibook.pl/pl/p/Pawel-Tobola-Pertkiewicz-De-Valera.-Gigant-polityki-irlandzkiej-i-jego-epoka/4911