Stefan Banach i Stanisław Mazur nie skończyli nawet studiów, a stworzyli teorie i metody, które zmieniły bieg matematyki. Stanisław Ulam studia co prawda skończył, ale skończył również bombę atomową, która zniosła z powierzchni Ziemi Hiroszimę i Nagasaki. Ekscentryczni, dziwaczni… genialni – naukowcy z Lwowskiej Szkoły Matematycznej.

Profesor Roman Duda nie ma wątpliwości, że lwowscy matematycy zrobili dla światowej nauki więcej niż jakikolwiek Polak przed i po nich. Jest jednak całkiem możliwe, że jeszcze ważniejsze dla świata było to, czego nie zrobili. Byli mianowicie myślicielami w sensie dosłownym – większość z nich cechowała chorobliwa odraza do publikacji wyników badań, a jakiekolwiek zabiegi o naukową sławę traktowali z niesmakiem. Nic np. nie bawiło bardziej Mazura, niż obserwowanie jak kolejne pokolenia matematyków zmagają się z problemem, który on rozwiązał kilkadziesiąt lat wcześniej, tyle że nikomu o tym nie powiedział. Esencją ich podejścia do matematyki, były warunki, w jakich całe to środowisko się narodziło. Po latach wspominał o tym Ulam:

„Znaczna część naszych rozmów matematycznych toczyła się w położonych w pobliżu uniwersytetu kawiarniach. Pierwsza z nich nazywała się >Roma<. Po roku, lub dwóch, Banach zadecydował, że należy nasze sesje przenieść do >Kawiarni Szkockiej<, położonej po przeciwległej stronie ulicy. Wydaje mi się obecnie, że jedzenie było średnie, lecz napojów było pod dostatkiem. Stoły kawiarniane były pokryte płytami marmurowymi, na których można było pisać ołówkiem, co ważniejsze, szybko ścierać”.

W kłębach papierosowego dymu i całej baterii często uzupełnianych kieliszków koniaku powstała tzw. „Księga Szkocka” – zbiór zapisanych byle jak w zwykłym kajecie problemów matematycznych, z którymi najtęższe głowy świata zmagają się nawet do dziś. Przede wszystkim jednak powstał wymyślony przez Banach, a rozwinięty przez pozostałych nowy dział matematyki – analiza funkcjonalna, a przy okazji niezliczona ilość dowcipów, anegdot i aforyzmów generowanych na co dzień przez tę zgraję zupełnie niepoważnych geniuszy.

Mariusz Urbanek skupia się na tych ostatnich, co dla książki ma tę zaletę, że czyta się już wyśmienicie, bez konieczności potykania się o matematyczne wertepy. Ale leciutka narracja kryje też ciężkie treści. Bo choć ta osobliwa grupa lwowian lewitowała całkiem oderwana od rzeczywistości, gdzieś w meandrach przestrzeni funkcyjnych, to rzeczywistość upomniała się o nich dość brutalnie. Ginęli w Katyniu, w gettach i osławionym mordzie profesorów lwowskich, ukrywali się po piwnicach, lub zarobkowo karmili wszy – rzecz jasna, własną krwią.

Nic dziwnego, że jeden z nich, Hugo Steinhaus – którego geniusz humanistyczny, tylko nieznacznie ustępował matematycznemu, stworzył po wojnie aforyzm o potężnej sile rażenia: „Ziemia. Kula u nogi”.

Mariusz Urbanek „Genialni. Lwowska szkoła matematyczna” Wyd. Iskry