Leonard Cohen skończył 80 lat

Fot. Facebook/Leonard Cohen
Fot. Facebook/Leonard Cohen

Poeta, pisarz i bard, obdarzony głębokim, niskim głosem, którym śpiewa pieśni o samotności, religii i miłości - Leonard Cohen kończy w niedzielę 80 lat. Swoje urodziny Kanadyjczyk uczcił wydając nową płytę pt. „Popular Problems” - w polskiej edycji z tłumaczeniami swych tekstów.

Nowa płyta Leonarda Cohena ukaże się 23 września. „Popular Problems”, na który składa się dziewięć nowych utworów, to trzynasty krążek w dyskografii muzyka. Gdy 27 grudnia 1967 roku do sklepów płytowych trafił album „Songs of Leonard Cohen”, jej 33-letni autor na scenie muzycznej był postacią anonimową.

Rozpoznawalny był natomiast w świecie literackim. Jego powieści „Ulubiona gra” i „Piękni przegrani” ukazały się w Kanadzie na początku lat 60. i zdradzały fascynację Cohena problemami tożsamości, polityki, religii i seksu.

Płyta „Songs of Leonard Cohen” nie okazała się jedynie kaprysem ekscentrycznego literata, ale pierwszą z płyt jednego z najbardziej wpływowych artystów muzyki popularnej.

Chciałbym, żeby moje piosenki przetrwały tyle czasu, ile przeciętne volvo. Czyli około 30 lat

— wyznał w jednym z wywiadów.

Urodził się w 1934 roku w Montrealu w średniozamożnej żydowskiej rodzinie. Choć należał do przeciętnych studentów, jeszcze w czasie studiów otrzymał pierwszą nagrodę literacką, McNaughton Prize. W 1956 roku wydał swój pierwszy tom poezji, „Let Us Compare Mythologies”. Otrzymał stypendium Canada Council, które wykorzystał na życie w Londynie i na wyspie Hydra.

Właśnie podczas pobytu na greckiej wyspie napisał swoją pierwszą powieść. Gdy powrócił do Kanady, odrzucił ją każdy dom wydawniczy, do którego drzwi zapukał. Wytykano mu niezdrową obsesją na punkcie seksu. Wobec pruderyjności kanadyjskich wydawnictw, Cohen wydał swoją książkę w nowojorskiej oficynie. Do Kanady „Ulubiona gra” trafiła w 1970 roku, nakładem tego samego wydawnictwa, które wcześniej odmówiło jej publikacji.

Cohen stał się sławą. Podróżował, otaczał się pięknymi kobietami, eksperymentował z LSD (wówczas jeszcze legalnym), prowadził wystawne życie. Często powtarzał, że śpiewem zajął się ponieważ zrozumiał, że nie uda mu się wyżyć z pisania. Nigdy wcześniej nie myślał o karierze piosenkarza, traktując muzykę jako formę wytchnienia od trudów pisania.

Sławę przyniósł mu utwór „Suzanne”, który wykonywała piosenkarka Judy Collins w 1965 roku. Z dnia na dzień, Cohen został okrzyknięty objawieniem, „rockowym poetą”. Na scenie zadebiutował 30 kwietnia 1967 roku, występując w nowojorskim Town Hall. Wkrótce nagrał swój pierwszy krążek. „Songs of Leonard Cohen” ukazał się on 27 grudnia 1967 roku.

Wokalista wyśpiewywał monotonnym, głębokim głosem słowa przepełnione biblijnymi odnośnikami przy akompaniamencie gitary i niewielkiego zespołu. Zachwyt Cohenem wyrażały lewicujące środowiska studentów, którzy obrali sobie folk za muzykę protestu. Sam muzyk, poza pochwałami, wysłuchiwać musiał także głosów krytyki, zarzucające mu pretensjonalność i grafomaństwo.

Podkreślano także depresyjny charakter jego tekstów i brzmienia głosu.

Pamiętam, jak w latach 70. moja muzyka była krytykowana jako przygnębiająca. Mówiono, że moje płyty powinny być sprzedawane z żyletkami, bo to dobra muzyka do podcinania sobie żył

— mówił w wywiadzie z 1997 r.

W Polsce Cohen cieszył się niezwykłą popularnością dzięki tłumaczeniom Macieja Zembatego.

Muzyka Cohena trafiała w ogólny, melancholijny nastrój, jaki panował w Polsce. Nie potrafiliśmy ocenić jakiej wartości jest jego poezja

— powiedział dziennikarz Piotr Bratkowski.

Podobno w Polsce był bardziej popularny niż w Kanadzie. Ja poznałem jego muzykę pod koniec lat 60. Wyczekiwałem później przy odbiorniku radiowym na kolejny utwór. Wówczas nie znałem zbyt wiele osób, które by go słuchały. Gdy potem Maciej Zembaty zaczął go popularyzować, byłem zły - czułem, że odbiera mi się moją prywatną własność

— dodał.

Podczas trasy koncertowej po Polsce w 1985 roku, Cohen występował przy pełnych salach w Poznaniu, Wrocławiu i Warszawie. Spotkał się także z Lechem Wałęsą.

Pochodzę z kraju, w którym nie panują takie napięcia, jak w Polsce. Szanuję waszą walkę. Może to was zaskoczy, ale szanuję obie strony tego konfliktu

— mówił podczas koncertu w warszawskiej Sali Kongresowej w 1985 roku.

By iść naprzód, Europa potrzebuje i prawej, i lewej nogi (…) Chciałbym powiedzieć liderom lewicy i prawicy: ja śpiewam dla wszystkich. Moja pieśń nie ma partii ani flagi

— podkreślał.

W 1994 roku muzyk trafił do Centrum Zen na Mount Baldy nieopodal Los Angeles, w którym przebywał przez pięć lat medytując i prowadząc życie zakonnika. W 2001 roku, po dziewięciu latach przerwy, Cohen wydał płytę „Ten New Songs” i wrócił do koncertowania.

W październiku 2010 roku Cohen dał dwa koncerty w Polsce: w Katowicach i w Warszawie. Obydwa koncerty trwały blisko cztery godziny, obydwa zakończyły się długotrwałymi owacjami na stojąco. Publiczność wysłuchała wówczas jego najsłynniejszych pieśni, m.in. „Hallelujah”, „Suzanne”, „Famous Blue Raincoat”, „I’m Your Man”, „Chelsea Hotel” czy „Bird on a Wire”.

Przy okazji wydania nowej płyty Cohen przygotował także niespodziankę dla polskich fanów. Pierwszy nakład „polskiej” edycji „Popular Problems” zawierać będzie specjalną książeczkę z przekładami tekstów piosenek, przygotowanymi przez Daniela Wyszogrodzkiego, dziennikarza i tłumacza tekstów. Książeczka sygnowana będzie przez samego artystę.

Gdybym wiedział skąd się biorą dobre piosenki, czerpałbym stamtąd częściej

— żartował Cohen w wywiadach.

MG/PAP

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...