"Najlepsza dentystka w Londynie" Wojciecha Chmielewskiego - to książka bez tezy, ale z nadzieją

Fot.arcana.pl
Fot.arcana.pl

Ten zbiór opowiadań składa się z utworów mających dwie wspólne cechy: dobrą narrację i trafny opis rzeczywistości. Raczej rzeczywistości współczesnej Polski, ale nie tylko. Nie chodzi w tych opisach bowiem o cechy socjologiczne, ustrojowe – jedne i drugie w nich są, ale przecież są przemijające. Chmielewskiemu chodzi o coś więcej.

Dużo tu Warszawy, tej współczesnej z okresu budującego się (czy raczej odbudowującego się po komunistycznej zapaści, bo do PRL-u, Autor nie ma żadnego sentymentu) kapitalizmu. O mieście, które wciąga w swoje kapitalistyczne szpony młodych zdolnych i każe im w korporacjach piąć się po szczeblach kariery, uznania, prestiżu, z głową nisko przy ziemi. Ale także o mieście, które ma swoją historię, niekoniecznie dumną, ale jednak ważną. Tak jak ważne są bloki mieszkalne pobudowane na ruinach dawnego getta. Ta bezceremonialność jest straszna, ale jeśli pamięć dobija się swoich praw (jak pamięć bohatera opowiadania „Ulica Dzielna”), to w jakiś sposób dezawuuje tę bezceremonialność. Przypomina się tu Jarosław Marek Rymkiewicz i jego, pisany jakiś 30 lat temu „Umschlagpaltz”. Zresztą rymkiewiczowskich inspiracji jest tu – wydaje mi się – więcej.

Pozornie bohaterowie Chmielewskiego żyją zwyczajnie, niemal bawią się życiem. Nie w tym sensie, że jest ono dla niech lekkie, łatwe i przyjemne, ale w tym, że starają się znaleźć sobie w nim (jakie by nie było: bogate czy biedne) jakąś bezpieczną niszę. W istocie zawsze dopadają ich poważne pytania. No bo czemu na kartach tej, z pozoru lekkiej książki, wraca postać Edyty Stein? Edyta pisze, już jako siostra Benedykta, karmelitanka, jeszcze zanim trafiła do Auschwitz, do Gertrud von Le Fort:

Nie wyobraża sobie Pani, jak mnie ogromnie zawstydza, gdy ktoś mówi o naszym <<życiu ofiary>>. Życie ofiary prowadziłam w świecie. Teraz został mi odjęty prawie cały ciężar i w tej pełni mam wszystko, czego mi przedtem nie dostawało.

(opowiadanie „Gertrud von Le Fort”)

Czemu to pytanie wraca echem, gdy bohater „Ulicy Dzielnej” przypomina sobie, decyzję szkolnej koleżanki, Renaty, która także wybrała Karmel? Wybór piekielnie trudny, ale jakoś pociągający:

Czasem jednak myślę, jak jej musi być za murami, jaki to rodzaj wolności każący poświęcić wszystko, jaki to rodzaj ocalenia od zalewającego zewsząd syfu, nacierających Filistynów, jaka nagroda już za życia, właściwie dla kogoś takiego jak ja, niewyobrażalnej.

A przecież Chmielewski nie pisze żywotów świętych. Pełno w jego tekstach zwykłego życia z jego brudem, kurzem, karierami z głową przy ziemi, k**mi i alfonsami – ale także pełno uroku bliskich mu miejsc i tego zawsze zaskakującego światła o różnych, porach roku i o różnych porach dnia.
No więc, jak to jest, o co mu naprawdę chodzi? Chodzi mu o kondycję człowieczą, czego Autor nigdy nie ująłby w tak dosłowną (patetyczną?) formułę.
O kondycję człowieczą zawsze wystawioną na nieoczywistości, często poplątaną, niekiedy dramatycznie trudną, ale zawsze jakoś niedopowiedzianą, pozostawiającą człowiekowi choćby minimalny wpływ na to, jak się jego życie toczy. To książka bez tezy, ale z nadzieją. **

Roman Graczyk

Wojciech Chmielewski, Najlepsza dentystka w Londynie, Wydawnictwo Arcana, Kraków 2014.

Komentarze

Liczba komentarzy: 0