Sędzia Ziębiński odniósł się do wypowiedzi m.in. Brody i jego pełnomocnika, którzy mówili o medialnym rozgłosie po zatrzymaniu konserwatora.
Informowanie przez media opinii publicznej o zatrzymaniu lub aresztowaniu wysokiego urzędnika państwowego jest absolutnie zrozumiałe, lecz niewątpliwie wzmaga poczucie krzywdy osoby niesłusznie pozbawionej wolności i ma wpływ na utratę przez nią dobrego imienia
– podkreślił sędzia.
Przypomniał, że media podawały też informację o uniewinnieniu Brody. Niewątpliwie pomaga mu w odzyskaniu dobrego imienia, ale nie umniejsza doznanej krzywdy - zaznaczył.
Prokurator Tomasz Janeczek uznał, że wyrok sądu apelacyjnego zasługuje na akceptację. Sam Broda ocenił w rozmowie z dziennikarzami, że to „ważny” wyrok i z uwagą wysłuchał ustnego uzasadnienia.
Przyznam, że jestem coraz bardziej zbudowany czymś, co nazywam etosem polskiego wymiaru sprawiedliwości, niezależnie do tego, że jestem zawiedziony tym, że kwota została określona na tym poziomie, na którym ustalił ją sąd rozstrzygający w I instancji
– powiedział.
Broda wyraził też przekonanie, że sprawa powinna mieć pozytywne znaczenie dla zasądzania zadośćuczynień w ogóle. W Polsce wielu „zwykłych” obywateli otrzymuje zadośćuczynienia w znikomej wysokości, które niczego nie naprawiają, nie zmieniają ich życia i nie rekompensują doznanej krzywdy - podkreślił.
Broda został zatrzymany w listopadzie 2001 r. przez policję w swym gabinecie wiceministra kultury. Premier Leszek Miller odwołał go ze stanowiska. Innym podejrzanym, a później oskarżonym był Krzysztof S., jeden z częstochowskich biznesmenów. Kupił on za symboliczne pieniądze niszczejący w Borownie zabytkowy spichlerz z XVIII wieku, rozebrał go i przewiózł w częściach na swą działkę pod Częstochową. Później sprzedał go innemu przedsiębiorcy, który udanie zrekonstruował budowlę.
Prokuratura oskarżyła Brodę, że wbrew prawu przyznał S. 140 tys. zł dotacji na remont spichlerza (w ocenie śledczych z 2001 r. była to „bezużyteczna kupa desek”). Zarzucono mu, że mimo braku zgody na lokalizację spichlerza oraz niewskazania wykonawcy robót remontowych, wydał S. zezwolenie na prowadzenie prac konserwatorskich, a potem podpisał wniosek o dofinansowanie z firmą S., mimo że jeszcze formalnie nie istniała.
Miał to - według prokuratury - uczynić za 16 tys. zł łapówki od S. Zdaniem śledczych miał też otrzymać 50 tys. zł za obietnicę załatwienia w częstochowskim magistracie zezwolenia dla S. na budowę centrum handlowego. Broda, któremu groziło do 10 lat więzienia mówił, że jest niewinny. Tłumaczył, że chciał ratować zabytek.
Drukujesz tylko jedną stronę artykułu. Aby wydrukować wszystkie strony, kliknij w przycisk "Drukuj" znajdujący się na początku artykułu.
Sędzia Ziębiński odniósł się do wypowiedzi m.in. Brody i jego pełnomocnika, którzy mówili o medialnym rozgłosie po zatrzymaniu konserwatora.
Informowanie przez media opinii publicznej o zatrzymaniu lub aresztowaniu wysokiego urzędnika państwowego jest absolutnie zrozumiałe, lecz niewątpliwie wzmaga poczucie krzywdy osoby niesłusznie pozbawionej wolności i ma wpływ na utratę przez nią dobrego imienia
– podkreślił sędzia.
Przypomniał, że media podawały też informację o uniewinnieniu Brody. Niewątpliwie pomaga mu w odzyskaniu dobrego imienia, ale nie umniejsza doznanej krzywdy - zaznaczył.
Prokurator Tomasz Janeczek uznał, że wyrok sądu apelacyjnego zasługuje na akceptację. Sam Broda ocenił w rozmowie z dziennikarzami, że to „ważny” wyrok i z uwagą wysłuchał ustnego uzasadnienia.
Przyznam, że jestem coraz bardziej zbudowany czymś, co nazywam etosem polskiego wymiaru sprawiedliwości, niezależnie do tego, że jestem zawiedziony tym, że kwota została określona na tym poziomie, na którym ustalił ją sąd rozstrzygający w I instancji
– powiedział.
Broda wyraził też przekonanie, że sprawa powinna mieć pozytywne znaczenie dla zasądzania zadośćuczynień w ogóle. W Polsce wielu „zwykłych” obywateli otrzymuje zadośćuczynienia w znikomej wysokości, które niczego nie naprawiają, nie zmieniają ich życia i nie rekompensują doznanej krzywdy - podkreślił.
Broda został zatrzymany w listopadzie 2001 r. przez policję w swym gabinecie wiceministra kultury. Premier Leszek Miller odwołał go ze stanowiska. Innym podejrzanym, a później oskarżonym był Krzysztof S., jeden z częstochowskich biznesmenów. Kupił on za symboliczne pieniądze niszczejący w Borownie zabytkowy spichlerz z XVIII wieku, rozebrał go i przewiózł w częściach na swą działkę pod Częstochową. Później sprzedał go innemu przedsiębiorcy, który udanie zrekonstruował budowlę.
Prokuratura oskarżyła Brodę, że wbrew prawu przyznał S. 140 tys. zł dotacji na remont spichlerza (w ocenie śledczych z 2001 r. była to „bezużyteczna kupa desek”). Zarzucono mu, że mimo braku zgody na lokalizację spichlerza oraz niewskazania wykonawcy robót remontowych, wydał S. zezwolenie na prowadzenie prac konserwatorskich, a potem podpisał wniosek o dofinansowanie z firmą S., mimo że jeszcze formalnie nie istniała.
Miał to - według prokuratury - uczynić za 16 tys. zł łapówki od S. Zdaniem śledczych miał też otrzymać 50 tys. zł za obietnicę załatwienia w częstochowskim magistracie zezwolenia dla S. na budowę centrum handlowego. Broda, któremu groziło do 10 lat więzienia mówił, że jest niewinny. Tłumaczył, że chciał ratować zabytek.
Strona 2 z 3
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kryminal/283178-milion-zlotych-za-niesluszny-areszt-dla-konserwatora-zabytkow?strona=2
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.