Sąd uniewinnił jedenastu białostockich strażników miejskich, oskarżonych o niedopełnienie obowiązków i poświadczenie nieprawdy przy używaniu fotoradaru. Uznał, że nie można przypisać im niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień, których nie mieli.

Wtorkowe orzeczenie Sądu Okręgowego w Białymstoku jest prawomocne.

Sprawa dotyczyła zarzutów wystawiania mandatów za przekroczenie prędkości na inne osoby, niż rzeczywiście kierujące pojazdami. Śledztwo w tej sprawie zaczęło się od zawiadomienia Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku po kontroli w Straży Miejskiej w ramach nadzoru nad jej działalnością.

W listopadzie 2014 roku Sąd Rejonowy w Białymstoku skazał na kary więzienia w zawieszeniu osiem osób, trzy kolejne uniewinnił. Sąd okręgowy uniewinnił we wtorek osoby skazane przez sąd pierwszej instancji, zaś apelacji prokuratury, domagającej się uchylenia wyroków uniewinniających, nie uwzględnił.

Według aktu oskarżenia, w latach 2006-2008 białostoccy strażnicy miejscy kilkanaście razy nie karali sprawców wykroczenia, mimo ustalenia ich personaliów, a poświadczali w dokumentacji, że były nimi inne osoby - przeważnie bliscy rzeczywistych sprawców.

Śledczy zakwalifikowali to m.in., jako poświadczenie nieprawdy, tworzenie fałszywych dowodów w postępowaniu o wykroczenia oraz działanie na szkodę interesu publicznego, a także osób, które nie popełniły wykroczenia oraz w celu osiągnięcia korzyści osobistej przez sprawców wykroczeń (ci nie płacili bowiem mandatów i nie były im naliczane punkty karne).

W sumie w akcie oskarżenia wymienionych było osiemnaście takich przypadków, które przypisano jedenastu strażnikom miejskim.

Zwróciła na to uwagę, uzasadniając wyrok uniewinniający, sędzia Marzanna Chojnowska. Mówiła, że akta sprawy zajęły 47 tomów, z czego 40 zawierało dowody zebrane w postępowaniu przygotowawczym, w którym przesłuchano 1,2 tys. świadków.

Sąd Okręgowy w Białymstoku ocenił, iż proces w pierwszej instancji został profesjonalnie i prawidłowo przeprowadzony ale uznał jednocześnie, iż przyjęcie przez sąd rejonowy, że strażnicy są winni, nie ma oparcia w prawie karnym.

W ocenie sądu odwoławczego, zarówno prokuratura, jak i sąd rejonowy powoływali się na przepisy, które nie dawały strażnikom miejskim uprawnienia do prowadzenia postępowań o zarejestrowane fotoradarem wykroczenia, związane z przekroczeniem prędkości przez kierowcę i wystawiania za to mandatów.

Albowiem uprawnienia, o których mowa, zostały im nadane niezgodnie z prawem

— podkreśliła sędzia Chojnowska.

I przywołała wyrok Trybunału Konstytucyjnego z marca 2007 roku, w którym TK orzekł, iż uprawnienia nadane strażnikom miejskich do kontroli prędkości i kierowców karania mandatami są sprzeczne z Konstytucją.

Przypomniała, odwołując się do wyroku TK, iż sama ustawa o strażach gminnych nie nadaje strażnikom „samoistnych uprawnień w zakresie kontroli ruchu drogowego”, a odsyła do przepisów o ruchu drogowym. A Kodeks drogowy daje strażnikom miejskim jedynie prawo do działań w sytuacji złego parkowania (np. zakładania blokad czy odholowywania).

Sąd okręgowy przypomniał, że orzeczenia TK mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne, a przepisy wskazane przez Trybunał jako niezgodne z konstytucją, podlegają bezwarunkowej kasacji i są eliminowane z porządku prawnego.

Sędzia Chojnowska podsumowała, że w tej sytuacji nieprawidłowe było przyjęcie przez śledczych i sąd pierwszej instancji, iż oskarżeni strażnicy byli osobami uprawnionymi do prowadzenia postępowań dotyczących przekroczenia prędkości zarejestrowanych fotoradarem i wystawiania mandatów.

Niedopełnienie obowiązków musi mieć swoje źródło w akcie prawnym, który taki obowiązek nakłada

— mówiła sędzia.

Sąd odwoławczy uznał ponadto, że w tej sytuacji bezprzedmiotowa była sama ocena materiału dowodowego (np. ustalenie, który ze świadków mówił prawdę).

bzm/PAP