Wpadka rządowego systemu ostrzegania. Syreny zawyły, a miały milczećWpadka rządowego systemu ostrzegania. Syreny zawyły, a miały milczeć
Chaos podczas wdrażania systemów alarmowych. W niedzielę rano syreny alarmowe zawyły w kilku powiatach na Lubelszczyźnie, chociaż... nie powinny. Według ustaleń dyżurny wcisnął nieprawidłowy guzik podczas testu nowego systemu - opisuje Wirtualna Polska. Wcześniej z kolei, gdy rosyjska rakieta spadła w okolicach wsi Tarnawa-Kolonia, system nie zareagował jak powinien.
Jak donosi portal wp.pl, osoba dyżurująca w Wojewódzkim Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lublinie miała w niedzielę rano włączyć syreny w trybie cichym, bez dźwięku, aby sprawdzić możliwość uruchomienia systemu zdalnie. Zamiast tego nadała głośny sygnał odwołania alarmu - przez niemal trzy minuty mieszkańcy Zamościa oraz powiatów biłgorajskiego, zamojskiego, hrubieszowskiego i tomaszowskiego mogli słyszeć syreny alarmowe. Testy trwają od kilku dni, niemal codziennie.
Z kolei dyżurujący w nocy z 30 lipca, gdy polską przestrzeń powietrzną naruszyła rosyjska rakieta manewrująca Ch-101, urzędnicy byli zobowiązani do włączenia syren, ale aż w 10 powiatach i miastach regionu tego nie zrobili.
Dziennikarze Wirtualnej Polski otrzymali wyjaśnienia od kilku starostw na terenie Lubelszczyzny, które wskazują na wadliwe wdrożenie procedur. Najczęściej powtarzały się te same wyjaśnienia: e-mail przychodził za późno, dyżurny był w drodze do biura lub czekał na potwierdzenie z innej instytucji.
Przedstawiciele rządu wyjaśniają: "Dyżurny się pomylił"
Do pytań o sprawność systemu alarmowego odniósł się Lubelski Urząd Wojewódzki, który wyjaśnił że osoba dyżurująca w niedzielę rano miała za zadanie włączenie syren w trybie cichym - bez dźwięku - aby przetestować możliwość zdalnego włączania ich z Lublina. Niestety dyżurny się pomylił, wcisnął niewłaściwy guzik i włączył głośny dźwięk odwołania alarmu.
O podobnych sytuacjach portal wp.pl informował już w ubiegłym roku, kiedy urzędnicy nie włączali syren, chociaż powinni. Pod koniec grudnia doszło do innej sytuacji: syreny alarmowe w Lubartowie włączono, chociaż zagrożenia nie było.
Chaos również w systemie RCB
Po wpadce, która miała miejsce 30 lipca, gdy nie udało się uruchomić systemu ostrzegania mieszkańców, krytyka spadła również na Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Choć instytucja miała informacje o zagrożeniu, nie wysłała mieszkańcom żadnego ostrzeżenia.
W czwartek 20 sierpnia zrobiła to po raz pierwszy. Po godz. 4 mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia dostali SMS: "UWAGA! UWAGA! UWAGA! NA OBSZARZE ZACHODNIEJ UKRAINY TRWA ZMASOWANY ATAK POWIETRZNY. ŚLEDŹ KOMUNIKATY". Godzinę później alerty odwołano.
Do końca roku w regionie ma stanąć 326 syren za 15 mln zł.
kh/źr. wPolitycep.pl za wp.pl
