Ratowali dziki, doprowadzili do śmierci łosia? Leśnicy vs. aktywiściRatowali dziki, doprowadzili do śmierci łosia? Leśnicy vs. aktywiści

łoś.webp
Łoś / fot. Fratria
FacebookTwitter

W momencie, kiedy aktywiści protestowali przed siedzibą warszawskich Lasów Miejskich przeciwko odstrzałowi dzików, leśnicy mieli otrzymać zgłoszenie dotyczącego łosia potrąconego przez samochód. Zwierzę najprawdopodobniej wciąż żyło i wymagało interwencji, jednak Lasy Miejskie utrzymują, że ich pracownicy nie mogli udać się na miejsce. Ich pojazdy były bowiem zablokowane przez protestujących. Obie strony wydały sprzeczne oświadczenia. „Nasza blokada nie była całkowita, pozostawiliśmy możliwość przejazdu samochodów osobowych” – przekonują aktywiści.

Nie tylko prawica ma dość prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego. Wiceprzewodniczący KO poważnie naraził się także aktywistom „ekologicznym” i prozwierzęcym. Wszystko przez dziki, które w ostatnim czasie coraz częściej pojawiają się na ulicach polskich miast, w tym Warszawy. Problem pojawia się wówczas, gdy lochy z małymi wchodzą na tereny placów zabaw, szkół czy przedszkoli lub dochodzi do ataku dzikich zwierząt na ludzi.

Oświadczenie Trzaskowskiego z 24 września nie usatysfakcjonowało w zasadzie nikogo. W różnych częściach Warszawy odbywają się protesty przeciwko uśmiercaniu dzików. Podczas jednego z takich wydarzeń, jak twierdzą Lasy Miejskie, miał zginąć łoś, ponieważ aktywiści uniemożliwili leśnikom dojazd na interwencję do rannego zwierzęcia. Grupa „Nie Trzaskać Dzików” oraz Warszawski Ruch Antyłowiecki kategorycznie temu zaprzeczają. 

Demonstranci zablokowali interwencję?

O całej sytuacji z ubiegłego tygodnia informował m.in. portal ewarszawa.pl.

W piątek, 25 września, około godziny 20:00 przed siedzibą warszawskich Lasów Miejskich pojawiła się grupa osób protestujących przeciwko odstrzałowi dzików. Według relacji leśników demonstranci zablokowali bramy Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt i przypięli się łańcuchami do samochodów patrolowych. A około godziny 21:30 pracownicy Lasów Miejskich otrzymali zgłoszenie dotyczące łosia potrąconego przez samochód przy ulicy Pułkowej na Bielanach. Zwierzę prawdopodobnie wciąż żyło i wymagało interwencji. Leśnicy twierdzą jednak, że nie mogli natychmiast udać się na miejsce, ponieważ ich pojazdy były zablokowane przez protestujących

- czytamy.

Miejscy leśnicy opublikowali oświadczenie, z którego wynika, że aktywiści, po negocjacjach z policją, odpięli łańcuchy, umożliwiając pracownikom Lasów Miejskich przejazd na miejsce. Jednak leśnicy do zwierzęcia dotarli zbyt późno, ponieważ łoś już nie żył.  Bezpośrednią konsekwencją blokady było opóźnienie interwencji i odebranie naszym pracownikom możliwości wcześniejszego udzielenia pomocy cierpiącemu zwierzęciu. Nie mogli ocenić jego stanu ani podjąć odpowiednich działań, w tym skrócić cierpienia, jeżeli obrażenia nie dawały szans na ratunek. Protest uniemożliwił zatem interwencję, która mogła ograniczyć niepotrzebny ból zwierzęcia

- przekonują pracownicy Lasów Miejskich.

Aktywiści odpowiadają

We wspólnym oświadczeniu Warszawskiego Ruchu Antyłowieckiego i grupy "Nie Trzaskać Dzików" znajdujemy inną wersję wydarzeń. 

W rzeczywistości tego dnia protestowaliśmy nie przeciwko nowej uchwale, ale egzekucji aktualnej decyzji 103/OS/2026. Wspomniana uchwała nie jest jeszcze wykonywana. Obydwa te dokumenty uważamy (w oparciu o opinie prawników) za wydane niezgodnie z prawem. Uniemożliwiając realizację bezprawnej decyzji ratujemy zwierzęta przed nieodwracalnymi skutkami

- czytamy.

Aktywiści utrzymują, że zablokowali wyjazd tylko jednego samochodu służbowego Lasów Miejskich. 

Zirytowani pracownicy przyznali, że jedzie on do interwencji ws. dzików na posesji. O wspomnianej godz. 21:30 blokował go tylko jeden aktywista, przykuty do niego łańcuchem. Użycie w oświadczeniu liczby mnogiej ("samochodów", "odpięli", "umożliwili") jest oszustwem

- podkreślono.

Jak czytamy dalej, kiedy na miejscu pojawiły się patrole policji, żaden z mundurowych oraz pracowników LMW nie mówił o konieczności wyjazdu do rannego zwierzęcia. Aktywiści wskazują ponadto, że ul. Pułkowa, gdzie doszło do potrącenia łosia, znajduje się w bliskiej odległości od jednej z placówek LM przy ul. Papirusów.

Z całą pewnością sprawa stanie się wyzwaniem dla prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, jeśli tylko zacznie bardziej zarządzać miastem, a mniej brylować na wyścigach konnych. 

jj/źr. wPolityce.pl, za ewarszawa.pl, TVP Warszawa, FB

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.