Gorzkie słowa Golińskiej po śmierci 3,5-latka! "Zabrakło nawet USG"Gorzkie słowa Golińskiej po śmierci 3,5-latka! "Zabrakło nawet USG"
Okazało się, że szybka operacja mogłaby zapobiec tej sytuacji, ale lekarze nie zrobili nawet podstawowego badania USG. Podobno, według doniesień mediów, nie było tam radiologa. A pierwsze nawet takie stwierdzenia były takie, że to jest wina ojca, że za późno przyjechał z dzieckiem - powiedziała na antenie Telewizji wPolsce24 poseł PiS Małgorzata Golińska, komentując śmierć 3,5-letniego Kacpra.
Dramat rozegrał się w szpitalu w Grodzisku Mazowieckim. 3,5-letni chłopiec trafił pod opiekę lekarzy z silnymi bólami brzucha i wymiotami, które trwały od dwóch dni. Zamiast natychmiastowej, kompleksowej diagnostyki obrazowej, personel medyczny podejrzewał m.in. zakażenie meningokokami. Badania USG nie wykonano na czas – przeprowadzono je dopiero w trakcie dramatycznej, trwającej dwie godziny reanimacji, gdy stan dziecka był już krytyczny. Sekcja zwłok wykazała niedrożność jelit oraz martwicę. Zdaniem ekspertów, szybka interwencja chirurgiczna dawała dziecku bardzo duże szanse na przeżycie. Co więcej, podczas akcji ratunkowej anestezjolog miał alarmować o braku w pełni sprawnego sprzętu medycznego.
Zamiast badań – domysły i ignorowanie objawów
Do sprawy odniosła się w porannym programie Telewizji wPolsce24 poseł Małgorzata Golińska (PiS). Parlamentarzystka zwróciła uwagę na skandaliczny łańcuch zaniechań, który rozpoczął się jeszcze przed przyjazdem do placówki:
Tam na początku nawet karetka odmawiała przyjazdu, dopiero powtórne wezwanie ojca spowodowało, że po tego chłopca przyjechano. Później, z tego co czytam, postawiono błędną diagnozę bez badań. Po prostu założono, że skoro boli brzuch, to pewnie jest to, nie weryfikując tego, nie poddając go nawet – w związku z tym, że go faktycznie już dosyć długo narastająco bolał brzuch – badaniom, że coś może być nie tak
— mówiła wzburzona poseł.
Jak podkreśliła Golińska, zabrakło podstawowych procedur, które w XXI wieku powinny być standardem na każdym szpitalnym oddziale ratunkowym:
Okazało się, że szybka operacja mogłaby zapobiec tej sytuacji, ale lekarze nie zrobili nawet podstawowego badania USG. Podobno, według doniesień mediów, nie było tam radiologa. A pierwsze nawet takie stwierdzenia były takie, że to jest wina ojca, że za późno przyjechał z dzieckiem
— dodała.
Zapaść organizacyjna i rosnący strach pacjentów
W programie poruszono również szerszy kontekst funkcjonowania publicznej ochrony zdrowia pod rządami obecnej koalicji. Zwrócono uwagę na narastające braki finansowe w Narodowym Funduszu Zdrowia, odsyłanie pacjentów oraz wycofywanie kluczowych terapii z list refundacyjnych (w tym leków dla kobiet walczących z rakiem piersi).
Poseł Golińska zauważyła, że problemem nie są wyłącznie środki finansowe czy zarobki personelu, ale przede wszystkim organizacja pracy, nadzór właścicielski i polityczna odpowiedzialność zarządców placówek:
Jeśli brakuje specjalistów na dyżurze, jeśli brakuje sprzętu i jeśli pacjenci są odsyłani bez wykonania podstawowych badań, bo nie ma pieniędzy, albo są przekierowani na to, żeby sobie sami poszli i opłacili prywatnie wykonanie badania – niejednokrotnie ze skierowania na tzw. CITO – to znaczy, że ta sytuacja się bezpośrednio przekłada na ryzyko związane ze zdrowiem i życiem naszych obywateli
— ostrzegała.
Parlamentarzystka zaapelowała jednocześnie o dogłębne wyjaśnienie sprawy bez uciekania się do prób przerzucania winy i chowania głowy w piasek przez polityków sprawujących nadzór nad systemem:
Nie chciałabym, żeby politycy przy okazji teraz ratowania własnych 'czterech liter' wylali też dziecko z kąpielą. Nie chciałabym też, żeby ludzie, słuchając o tych karygodnych przypadkach, zaczęli się bać szukać pomocy. Bo to też jest ryzyko, że w którymś momencie Polacy zwątpią, czy jeśli dostaną się w końcu nawet na SOR, to czy tam uzyskają pomoc.
Teatr zamiast rządzenia
Publicyści i komentatorzy zwracają uwagę na uderzający kontrast: podczas gdy media prorządowe i obóz rządzący skupiają się na spektaklach politycznych wokół komisji śledczych czy kolejnych narracji o inwigilacji, w terenie pęka system opieki nad najsłabszymi. Śmierć małego Kacperka to tragiczny symbol niewydolności struktur, w których procedury, właściwy nadzór i elementarna troska o pacjenta ustępują miejsca chaosowi organizacyjnemu i biurokratycznej znieczulicy.
Koszmarna pomyłka i śmierć 3,5-latka. "Tłumaczenia są porażające"
tt/źr. wPolityce.pl za źr. wPolsce24
