Koszmarna pomyłka i śmierć 3,5-latka. "Tłumaczenia są porażające"Koszmarna pomyłka i śmierć 3,5-latka. "Tłumaczenia są porażające"

FacebookTwitter

24 września w Szpitalu Zachodnim im. Jana Pawła II w Grodzisku Mazowieckim zmarł 3,5-letni Kacper. Chłopiec odszedł po dramatycznej walce o życie, do której doprowadził błąd diagnostyczny personelu. Oburzenia całą sprawą nie kryją jeden z liderów Konfederacji Krzysztof Bosak oraz publicysta Piotr Kusznieruk.

Dramat rozegrał się po dwóch dniach walki z narastającymi objawami choroby. Jeszcze we wtorek 22 września Kacper bawił się w przedszkolu, a wieczorem zasnął po bajce. Jednak w nocy wystąpiły wymioty. Następnego dnia chłopiec miał gorączkę, jadł niewiele i nadal wymiotował, a wieczorem ból brzucha stał się wyjątkowo silny. Gdy dyspozytor polecił samodzielnie zawieźć dziecko, ojciec, pan Adam, ponownie zadzwonił na numer alarmowy. Jak relacjonował, karetka dotarła na miejsce po kilkunastu minutach.

Lekarze w pierwszej chwili podejrzewali u chłopca infekcję meningokokową i sepsę. Prawda okazała się zupełnie inna. Sekcja zwłok z 28 września wykazała bezpośrednią przyczynę śmierci. Była nią niedrożność spowodowana zadzierzgnięciem jelita cienkiego. To doprowadziło do martwicy, wstrząsu i ostatecznie do zgonu dziecka. Wyniki badań bakteriologicznych wykluczyły natomiast obecność meningokoka oraz innych bakterii wywołujących sepsę.

Z dokumentacji medycznej wynika, że po przyjeździe na Szpitalny Oddział Ratunkowy personel zakwalifikował Kacpra jako pacjenta w stanie pilnym, ale niezagrażającym życiu. Chłopiec miał podwyższone tętno, był blady i zgłaszał ból brzucha. Mimo to w szpitalnych dokumentach jamę brzuszną oceniono jako będącą w normie. Personel podał dziecku tlen, kroplówki oraz antybiotyk. Zapisano także, że brzuch był miękki i niebolesny, w związku z czym nie wykonano żadnych badań obrazowych, takich jak USG czy RTG. Około godziny 3 nad ranem Kacpra przeniesiono z sali obserwacyjnej na oddział pediatrii.

Skandaliczne braki w szpitalu

Stan dziecka gwałtownie się pogarszał. Zgon chłopca stwierdzono 24 września o godzinie 5.26 rano, po trwającej dwie godziny reanimacji. Anestezjolog w trakcie akcji ratunkowej miał zwracać uwagę na nieodpowiednie warunki pracy oraz brak sprawnego sprzętu.

Jak z kolei przyznała jedna z lekarek z grodziskiego SOR-u, w nocy w szpitalu w ogóle nie było radiologa. Lekarze medycyny ratunkowej są przeszkoleni do wykonywania podstawowych badań USG, jednak w przypadku Kacpra badanie to zrobiono dopiero w trakcie reanimacji.

"Ciężko czytać to na spokojnie"

Głos w sprawie zabrali jeden z liderów Konfederacji Krzysztof Bosak oraz publicysta Piotr Kusznieruk. 

"Około godz. 3 nad ranem Kacper został przeniesiony na oddział pediatrii. Adam relacjonuje, że po przeniesieniu na oddział pediatrii syn poprosił go, by go przytulił i pocałował. Po chwili chłopiec stracił przytomność, a pielęgniarki i lekarze rozpoczęli reanimację. W trakcie akcji ratunkowej anestezjolog miał zwracać uwagę na nieodpowiednie warunki pracy i brak sprawnego sprzętu. Ostatecznie, po dwóch godzinach reanimacji, lekarze stwierdzili zgon chłopca". Ciężko, będąc ojcem, czytać to na spokojnie… Możemy kupić sprzęt za miliardy i płacić miliony, ale jeśli lekarz nie chce nauczyć się korzystać z podstawowego sprzętu i diagnozować dziecka, które gaśnie w oczach, wówczas to wszystko nie ma sensu

- zaznaczył Bosak. 

"Tłumaczenia są porażające"

Z kolei Kusznieruk zwrócił  uwagę na fakt, że "tłumaczenia tej tragedii są porażające".

Nie było radiologa, więc nie wykonano USG. Nie było chirurgii dziecięcej, więc podobno nie można było pomóc. Nie było miejsca w szpitalu specjalistycznym. Mamy prawie najwięcej specjalizacji lekarskich w Europie i jedne z najwyższych wynagrodzeń lekarzy i pielęgniarek w relacji do siły nabywczej pieniądza. Jednocześnie mamy system, w którym odpowiedzialność lekarzy za błędy bywa rażąco niewspółmierna do ich skutków, a odszkodowania za zaniedbania publicznej ochrony zdrowia często nie odpowiadają skali tragedii. Specjaliści są. Dyżury są. Pieniądze są. Tylko podstawowej diagnostyki, skutecznej pomocy i rzeczywistej odpowiedzialności zabrakło. Ile jeszcze dzieci musi umrzeć, zanim zrozumiemy, że problemem nie jest wyłącznie brak pieniędzy, lecz również organizacja, kompetencje i bezkarność? A konsekwencje? Kolejna nagana do lekarskiego dzienniczka i odszkodowanie, które nawet nie zbliży się do wartości utraconego życia?

- napisał. 

tt/źr. wPolityce.pl za X, Onet, "GW"

FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.