Policjanci z Przemyśla zatrzymali kierowcę Toyoty, który jechał ponad 110 km/h w terenie zabudowanym. Jak się okazało, za kierownicą siedział ich własny przełożony — podinsp. Janusz Kiszka, komendant miejscowej policji. Mimo zaskoczenia funkcjonariusze przeprowadzili interwencję zgodnie z procedurami: odebrali mu prawo jazdy i wystawili mandat. Całą sprawę opisano na łamach Onetu.
Do redakcji zgłosiła się mieszkanka Przemyśla, która — prosząc o anonimowość — poinformowała o całej sytuacji.
Mój sąsiad, Janusz Kiszka, jest komendantem policji w Przemyślu. Dowiedziałam się, że inni policjanci zabrali mu prawo jazdy, a on dalej jeździ samochodem. Jak to jest, że komendant to „święta krowa” i może nie przestrzegać prawa?
— powiedziała Onetowi, twierdząc, że widziała go za kierownicą czarnego Audi.
Brak taryfy ulgowej dla komendanta Kiszki
Ustalenia portalu potwierdziły, że podinsp. Janusz Kiszka rzeczywiście stracił prawo jazdy. Do kontroli doszło na początku roku, a zatrzymania dokonał patrol z jego własnej komendy. Policjanci potraktowali przełożonego jak każdego innego kierowcę.
Sam komendant w rozmowie z Onetem stanowczo zaprzeczył, jakoby po utracie uprawnień nadal prowadził samochód.
Pod koniec stycznia 2026 r. policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu zatrzymali do kontroli kierowcę pojazdu marki Toyota, który przekroczył dopuszczalną prędkość w obszarze zabudowanym o 63 km na godz. Pojazdem kierował komendant Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu, podinsp. dr Janusz Kiszka
— potwierdziła Onetowi mł. asp. Karolina Kowalik, oficer prasowa KMP w Przemyślu.
Dodała również, że Toyota, którą prowadził komendant, była nieoznakowanym radiowozem. Odniosła się też do kwestii czarnego Audi, którym — według czytelniczki — komendant miał poruszać się po utracie prawa jazdy.
Samochód, o którym mowa w zapytaniu, jest użytkowany przez żonę komendanta, która pracuje w pobliżu budynku Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu
— zaznaczyła Karolina Kowalik.
„Każdy podlega tym samym przepisom prawa”
O komentarz poproszono również samego komendanta.
Mam świadomość popełnionego wykroczenia i w pełni akceptuję wszystkie wynikające z niego konsekwencje. Zaistniała sytuacja jest dla mnie szczególnie istotną lekcją, która potwierdza, że każdy — niezależnie od zajmowanego stanowiska — podlega tym samym przepisom prawa
— wskazał podinsp. Kiszka w oświadczeniu.
Pełniąc funkcję komendanta miejskiego policji, mam świadomość szczególnej odpowiedzialności, jaka wiąże się z tym stanowiskiem. Jednocześnie jednak pozostaję człowiekiem — a ludzka natura, choć zobowiązana do najwyższych standardów, nie jest wolna od błędów. Nie stanowi to usprawiedliwienia dla mojego zachowania, lecz wyraz szczerej refleksji nad jego przyczynami i konsekwencjami
— dodał.
Według ustaleń Onetu, po „rażącym naruszeniu przepisów” komendant złożył obszerne wyjaśnienia i nie zamierza rezygnować ze stanowiska.
Czytaj także
Onet/tt
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kraj/757141-zatrzymali-pirata-drogowego-okazal-sie-nim-ich-wlasny-szef
Najnowsze artykuły
Wszystkie najnowsze artykuły w jednym miejscu
Śledź nas na Google News
Bądź na bieżąco — dodaj nas do Google News
Dziękujemy za przeczytanie!
Twoje wsparcie ma znaczenie. Buduj z nami niezależne media.
Wszystkie teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu. Dołącz do nas.