Kaja Godek, członek zarządu Fundacji Życie i Rodzina, była jednym z kierowców, którzy doświadczyli poważnych utrudnień na drogach związanych z opadami śniegu w ostatnich dniach grudnia 2025 r. „Z pełną odpowiedzialnością mówię: indolencja państwa spowodowała, że tysiące ludzi były w zagrożeniu zdrowia i życia. Zagrożone były całe rodziny uwięzione godzinami w samochodach bez żadnej pomocy!” - napisała aktywistka pro-life w długim wpisie na portalu X, do którego dołączyła zdjęcia i nagrania.
Choć ostatnie lata przyzwyczaiły nas raczej do czegoś innego, zawsze należy brać pod uwagę, że w okresie świąteczno-noworocznym może spaść śnieg. I dotyczy to zwłaszcza osób zarządzających czy to państwem, czy samorządem. Tymczasem 30 i 31 grudnia 2025 r. Polacy, którzy podróżowali wówczas samochodem (robiąc to np. w ramach wykonywanej pracy, jak kierowcy TIR-ów), ale również pociągiem czy samolotem, zapamiętają z całą pewnością na długo.
Wczoraj opisywaliśmy, jak kierowcy i pasażerowie dzielili się swoimi przeżyciami związanymi z kompletnym paraliżem dróg po obfitych opadach śniegu.
CZYTAJ TAKŻE:
Godek: Całe rodziny uwięzione godzinami w samochodach!
Wczoraj opisywaliśmy, jak kierowcy i pasażerowie dzielili się swoimi przeżyciami związanymi z kompletnym paraliżem dróg po obfitych opadach śniegu. Jak się okazuje, jedną z takich osób była Kaja Godek, aktywistka pro-life, członek zarządu Fundacji Życie i Rodzina.
Dzielę się z Państwem tym, co wczoraj (i dziś) przeżyłam, wracając S7 z Gdańska do Warszawy. Właściwie dopiero od kilku godz dochodzę powoli do siebie i dziękuję Bogu, że wszystko ok. Z pełną odpowiedzialnością mówię: indolencja państwa spowodowała, że tysiące ludzi były w zagrożeniu zdrowia i życia. Zagrożone były całe rodziny uwięzione godzinami w samochodach bez żadnej pomocy!
— napisała w obszernym wpisie na portalu X.
Ruszam z Gdańska przed 15:00, szybki obiad po drodze i dalej w trasę. Około 16:30 wpadam w zator na wysokości Rychnowa k. Ostródy. Nikt nie jedzie, nawet na 1wszym biegu, nic, stoimy. Po godzinie przyjeżdża policja, ma udrożnić trasę, ale nic sie nie dzieje. Śniegu coraz wiecej. Z początku myślę trudno- popracowałam na laptopie, podzwoniłam w zaległe miejsca, nadgonilam pracę, dałam znać Bliskim, że bede późno. No ale mija 3,5h i przychodzi info, że blokada nie została usunięta. Ludzie dzwonią na 112 i na komendę w Ostródzie- oprócz uspokajającej gadki zero konkretu. Czy bedzie jakaś ewakuacja? Pomoc z gorącą herbatą? Nie, może jutro gmina Grunwald zwoła sztab
— dodała.
Jutro to mnie nie interesuje. Śniegu coraz wiecej, zaczyna wiać od boku, że aż auto kołysze. W ostatniej chyba chwili około 20:00 - decyduję, że nie będę liczyć na to państwo z kitu, więc odwrót i jazda S7 pod prąd, żeby się jakoś wydostać z tego korka. Mam szczęście: jestem po obiedzie, mam zapas pitnej wody, bak pełny, auto JESZCZE posłuchało i dało radę zawrócić na śniegu. I znowu szczęście: tylko 400m i jest zjad na Działdowo- znowu pod prąd, ale nikt nie pyta, wszyscy jadą. Potem coraz gorzej- ŻADNA boczna droga w ŻADNEJ miejscowości nie jest odśnieżona choćby minimalnie. Samochody sie zakopują, ludzie wzajemnie sobie pomagają, odkopują, pchają, jadą po kawałku. Trasy bokiem wioskami niemal nieprzejezdne. Gdzieś pod Mławą w rowie TIR na lawecie pełen żywych prosiąt, kwiczą niemiłosiernie, traktor próbuje spionizować TIR, choć tyle, bo nie wyciągnie ich na jezdnię, ale żeby choć biedne prosiaki przeżyły. Masakra.
— czytamy.
CZYTAJ TAKŻE:
„My nie mamy państwa”
Przede mną z auta wysiada ojciec z kilkulatkiem, żeby go wysiusiać- dziecko płacze, śnieg zawiewa, kosmos. GPS pokazuje „odbij w prawo, ponownie odbij w prawo” - kolejne odbicia w prawo sa zasypane śniegiem, bez szans, żeby wjechać. W pewnej chwili jadę z zachodu na wschód i nie mg odbić na tę Warszawę, nadrabiam potężna liczbę km. Dochodzi 1 w nocy. Działdowo, Mława, Zakroczym, Nowy Dwór - nigdzie ani śladu odśnieżania. W miastach! S7 koszmarna, ślisko, buja, na przednią szybę leci błoto ze śniegiem. Docieram do domu o 4:00. Po ponad 13h podróży
— dodaje Kaja Godek w dalszej części wpisu.
To nie jest normalne, że jak zaczyna padać snieg - w grudniu - to nigdzie nie ma odśnieżania ani solarek. Nie tłumaczcie mi, że jak jest śnieg, to solarki i plugi nie pojadą - bo kiedy mają jechać, jak nie wtedy? Dlaczego już nie odśnieża się miast i przelotówek? Co to za nowy zwyczaj? Tam wczoraj naprawdę było zagrożenie dla ludzi, w tym dla małych dzieci. Po czymś takim dziś powinna być dymisja za dymisją. Naprawdę. My nie mamy państwa. Ten rząd wybiera się na wojnę, a sam nie umie sprzątnąć śniegu z dróg
— podsumowuje aktywistka pro-life.
Do wpisu Godek dołączyła kilka nagrań z trasy S7. A także - jeden z komentarzy:
Indolencja państwa? Paradne. Komunikaty o pogorszeniu pogody nie dały do myślenia?
— napisała internautka „Agnes”.
Podrzucam ten komentarz tutaj, żeby nie zginął. Idea jest taka, że państwo może być niewydolne, nie odśnieżać, nie ewakuować ludzi z zatoru w śniegu, zostawić ich w zagrożeniu życia. Ważne, że wczesniej powysyłało esemeski i w ten sposób już może za nic nie odpowiadać
— odpowiedziała Godek.
Cóż, nie wszystkich zadowalają tłumaczenia w stylu „taki mamy klimat” i groźna mina oraz surowy ton premiera Tuska przepytującego podczas sztabu kryzysowego ministrów, urzędników, przedstawicieli służb i prezesów spółek. Zapewne nie zadowalają zwłaszcza, gdy spędzi się kilkanaście godzin w korku.
CZYTAJ TAKŻE:
X/Joanna Jaszczuk
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kraj/749597-godek-doswiadczyla-skutkow-ataku-zimy-nie-mamy-panstwa
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.