Co Thomas Hobbes mówi nam o synodalności?Co Thomas Hobbes mówi nam o synodalności? Dlaczego zalecenia Soboru Watykańskiego II nie są wcielane w życie?

"Kościół, skupiając się na procesie synodalnym, przestał zajmować się światem (jak chciał Sobór Watykański II), a zajmuje się sam sobą".
Bardzo ciekawą analizę procesu synodalnego w Kościele (czyli trwającego od 2021 roku synodu o synodalności) przedstawił niedawno szwajcarski teolog ks. Martin Grichting. Punktem wyjścia dla jego rozważań nie stał się żaden dokument Magisterium, lecz słynne dzieło XVII-wiecznego teoretyka państwa Thomasa Hobbesa „Lewiatan”. W swej pracy angielski filozof poruszał m.in. kwestię doradztwa i konsultacji, a – jak wiadomo – taki jest właśnie deklarowany cel uruchomionego przez Franciszka procesu synodalności: wsłuchać się w głos Ludu Bożego, aby móc lepiej zarządzać Kościołem. Synod jest bowiem organem doradczym, mającym dawać papieżowi rady. W tym wydarzeniu, zgodnie z wizją Franciszka, powinna uczestniczyć jak największa liczba katolików. Dlatego synod miał kilka szczebli: parafialny, diecezjalny, krajowy, kontynentalny i w końcu watykański, angażując rzesze wiernych z całego świata.
Pułapka publicznych konsultacji
W „Lewiatanie” Hobbes również porusza kwestię konsultacji, pytając: czy przełożony powinien zasięgać rady bezpośrednio, twarzą w twarz, czy publicznie? Oczywiście zwierzchnik może pytać o radę każdego, gdziekolwiek i kiedykolwiek tylko zechce. Dla angielskiego myśliciela, który był realistą i pragmatykiem, nie ulegało jednak wątpliwości, że monarcha powinien konsultować się jedynie z ludźmi najbardziej doświadczonymi i nigdy nie publicznie, lecz indywidualnie. Dlaczego? Zasięgając opinii kilku doradców, poznaje zdanie kilku osób. Pytając publicznie wielu ludzi, najczęściej słyszy opinię jednej osoby.
