Pisałem niedawno na portalu wPolityce, że Kościół w Europie Zachodniej staje się siłą sprzyjającą islamizacji naszego kontynentu, ponieważ tamtejsi księża świętują wspólnie Ramadan razem z muzułmanami, a nawet udostępniają wyznawcom Allaha katolickie świątynie na celebrowanie iftaru.
CZYTAJ TAKŻE: Czy Kościół może sprzyjać islamizacji Europy? Dlaczego katolicy mają świętować ramadan razem z muzułmanami?
Niemiecki publicysta Alexander Kissler zarzuca z kolei Kościołowi katolickiemu w swoim kraju, że sprzyja on dechrystianizacji społeczeństwa. Wspomniany komentator w cyklicznym komentarzu na kanale YouTube zauważa, że zainteresowania większości niemieckich duchownych obracają się wokół takich kwestii, jak zaangażowanie na rzecz demokracji, przeciwstawienie się prawicowemu populizmowi czy ochrona klimatu, natomiast głoszenie Ewangelii wydaje się ich w ogóle nie obchodzić. Ich misja ogranicza się dziś wyłącznie do zachowania neutralności klimatycznej i wzywania, by głosować na właściwe partie. Kissler nie nazywa ich kapłanami, lecz „funkcjonariuszami podatków kościelnych”, ponieważ nie przypominają sług Bożych, lecz raczej sumiennych urzędników państwowych skoncentrowanych na wykonywaniu powierzonych im zadań społecznych. W ten sposób urzeczywistnia się współczesny sojusz tronu z ołtarzem. Nie jest to jednak, tak jak w średniowieczu, sojusz z monarchią, cementujący ustrój feudalny, lecz sojusz z tzw. demokratycznym centrum, umacniający i konsolidujący system liberalny. Spoiwem owego aliansu są natomiast pieniądze z obowiązkowego podatku kościelnego (Kirchensteuer), pozwalające utrzymać struktury niemieckiego Kościoła.
Jeśli Kościół zamienia się jednak w jedną z wielu organizacji pozarządowych, zapominając o rzeczywistości nadprzyrodzonej, staje się niepotrzebny. Tak sądzi zresztą wielu Niemców, którzy każdego roku odchodzą od niego, decydując się na akt formalnego wystąpienia. To logiczne: jeśli chcą wspomagać finansowo jakąś organizację charytatywną, to dlaczego są zmuszani, by przymusowo wspierać największego po państwie pracodawcę w Republice Federalnej, a nie jakąś fundację pomagającą bezdomnym zwierzętom lub budującą studnie w Afryce?
Według danych opublikowanych właśnie przez niemiecki Episkopat, w 2024 roku Kościół opuściło oficjalnie 321.611 osób, na skutek czego całkowita liczba katolików w tym 84-milionowym kraju spadła po raz pierwszy poniżej 20 milionów. Co niedzielę w Mszy świętej regularnie uczestniczy ok. 1,3 miliona wiernych, czyli 6,6 procent ogółu katolików.
Spadła też liczba święceń kapłańskich. O ile jeszcze w 1962 roku było ich 557, o tyle w 2024 roku już zaledwie 29. Aż 11 diecezji spośród 27 w Niemczech nie miało w zeszłym roku żadnego nowo wyświęconego księdza. Jedną z nich jest diecezja limburska, na czele której stoi obecny przewodniczący Episkopatu biskup Georg Bätzing. Na jego terenie święceń nie było już drugi rok z rzędu. W sumie nic w tym dziwnego: jeśli wspomniany hierarcha głosi wizję Kościoła międzyludzkiego i wypatroszonego z sacrum, to każdy, kto czuje powołanie kapłańskie, będzie starannie omijał jego diecezję.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kosciol/725873-czy-kosciol-w-niemczech-sprzyja-dechrystianizacji-kraju