Dziś mija 20 lat od odejścia św. Jana Pawła II. Zmarł w wieku 84 lat po dwóch miesiącach kolejnych kryzysów zdrowotnych, które Watykan początkowo przedstawiał jako skutki infekcji grypowej. Jego odchodzenie do Domu Ojca wspomina kard. Stanisław Dziwisz. „Nie widzieliśmy nigdy lęku. Z wielkim spokojem, pożegnawszy się ze wszystkimi, przygotowując się sam duchowo, szedł na spotkanie z Panem Bogiem” - podkreślił arcybiskup krakowski senior, długoletni osobisty sekretarz Papieża Polaka.
Jan Paweł II zmarł 2 kwietnia o godzinie 21.37. Pogrzeb odbył się 8 kwietnia, a uroczystościom przewodniczył kardynał Joseph Ratzinger. W ceremonii uczestniczyło około 2 mln osób.
Kard. Stanisław Dziwisz podkreślił, że „ta rocznica jest zawsze bardzo żywa”.
Nie tylko dla nas, nie tylko dla mnie, nie tylko dla Polaków, ale dla ludzi na całym świecie. Ta data stała się bardzo żywa, a dla mnie wyjątkowo – przecież pamiętam ten dzień, 2 kwietnia… Cały dzień, ale szczególnie ten wieczór i godz. 21.37. Ojciec Święty jeszcze w tę sobotę był całkiem świadomy. Rano odprawialiśmy Mszę św., a on bardzo w niej uczestniczył. Oczywiście już wtedy nie mógł wstawać z łóżka, ale bardzo czynnie i świadomie przyjął Komunię Świętą. Potem w ciągu przedpołudnia, zdając sobie sprawę z odchodzenia, żegnał się z ludźmi. I muszę powiedzieć, żegnał się z ludźmi, którzy stanowili zarząd kurii, z kardynałami, ale oprócz tego przychodzili również prości ludzie. Pamiętam tych prostych ludzi. Ludzi, którzy sprzątali w Watykanie, a także w Pałacu Apostolskim. Przychodzili ze łzami, żeby pożegnać ojca. I to było wzruszające również dla nas, jak ci ludzie kochali Jana Pawła II
— wskazał.
Powiedział, że był „ciągle przy Ojcu Świętym”.
Po południu w tę sobotę odejścia, chciał być sam. Poprosił wtedy, żeby mu czytano Pismo Święte i ks. prof. Styczeń, jego uczeń, czytał mu Ewangelię św. Jana. Dziewięć rozdziałów po kolei. Widać było u Ojca Świętego wielkie skupienie, ale widzieliśmy również, że słabnie. Ciągle był świadomy, ciągle myślący o sytuacji i kontrolujący się. Zawsze nam mówił, że to jest najważniejszy moment w życiu człowieka – przejście do Pana, do Boga. Powtarzał nam wiele razy, że nasze życie powinno być wielkim przygotowaniem do spotkania z Panem Bogiem
— zaznaczył długoletni osobisty sekretarz Papieża Polaka.
„On nas przygotowywał na ten moment”
Kard. Stanisław Dziwisz przyznał, że temat śmierci, odchodzenia pojawiał się w rozmowach już wcześniej.
On nas przygotowywał na ten moment. Przygotowywał nas słowami, zachowaniem i modlitwą, bo to przecież był człowiek ogromnej modlitwy. Nie widzieliśmy nigdy lęku. To my musieliśmy się kryć przed naszymi przeżyciami, smutkiem i świadomością odchodzenia ojca, a on z wielkim spokojem, pożegnawszy się ze wszystkimi, przygotowując się sam duchowo, wszedł na spotkanie z Panem Bogiem, z Jezusem Chrystusem. Jeszcze wieczorem przyszła świadomość: „Odprawmy jeszcze Mszę św.”, chociaż odprawialiśmy rano, o Bożym Miłosierdziu, bo przecież była to sobota przed uroczystością Bożego Miłosierdzia. Zdążyli jeszcze na tę Mszę św. kard. Jaworski, kard. Ryłko… Uczestniczyło niewiele osób: siostra przełożona Tobiana, przyszła też przypadkowo pielęgniarka ze szpitala. W tej grupie niewielkiej, w której był jeszcze doktor, sprawowaliśmy Eucharystię. Jeszcze podaliśmy mu parę kropel Krwi Chrystusowej… . I tak czuwaliśmy, modląc się w duchu, do tego momentu jego odejścia o godz. 21.37. Lekarz odnotował tę godzinę. Jeszcze starał się sprawdzać dwukrotnie, czy rzeczywiście papież odszedł
— wspominał arcybiskup krakowski senior.
Zaznaczył, że „gdy nam powiedział, że to już jest koniec, że Ojciec Święty rzeczywiście zmarł, nie modliliśmy się ‘Wieczny odpoczynek…’, jak się normalnie modlimy za tych, którzy już odeszli, ale śpiewaliśmy Te Deum laudamus jako wyraz wdzięczności Bogu za tego ojca i człowieka, za papieża Jana Pawła II”.
To było nasze uwielbienie Boga za Jana Pawła II. Muszę powiedzieć, że w te dni po jego śmierci, czuwając przy trumnie, dalej raczej śpiewało się pieśni dziękczynne. Muszę powiedzieć, może nie wszyscy o tym wiedzą, świat zatrzymał się dwukrotnie. Pierwszy raz przy wyborze Karola Wojtyły na papieża. Wówczas zatrzymał się z wielkim zdziwieniem i radością. A drugi raz to jego odchodzenie
— podkreślił kard. Stanisław Dziwisz.
„Młodzież odprowadziła go do drzwi Nieba”
Wskazał, że „od paru dni wiele ludzi czuwało na placu przy bazylice, modląc się za papieża”.
Zdawano sobie sprawę, że on już jest w tym momencie odchodzenia. Rozmawiałem z grupą młodzieży, która od dwóch dni była tam w bliskości bazyliki św. Piotra. Mówiłem „Idźcie do domu” albo po prostu „Idźcie odpocząć, przespać się”. Odpowiadali mi, i to nie raz: „On był z nami. My dziś chcemy być z nim”. Właściwie młodzież odprowadziła go do drzwi Nieba na spotkanie z Jezusem Chrystusem. I to robiło ogromne wrażenie… Ta młodzież, która żegnała swojego ojca. Pamiętam też inną grupę, niezwiązaną bardzo z Kościołem, która przyjechała z Polski. Potem rodzice mi mówili, że po tym przeżyciu w Rzymie, po przeżyciu pogrzebu i odejściu papieża, wrócili inni – bardziej wierzący i bardziej praktykujący. Tak było przy odejściu, przy pożegnaniu, przy śmierci Jana Pawła II
— powiedział długoletni osobisty sekretarz Papieża Polaka.
CZYTAJ TAKŻE: Czy św. Jan Paweł II wciąż jest dla Polaków autorytetem? „Nie udały się próby zohydzenia Papieża Polaka w oczach rodaków”
nt/Biuro Prasowe Archidiecezji Krakowskiej
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/kosciol/725529-kard-dziwisz-mlodziez-odprowadzila-jpii-do-drzwi-nieba