Czy Franciszek to papież z powieści Raspaila?

PAP/Radek Pietruszka
PAP/Radek Pietruszka

Papież Franciszek wylądował na krakowskim lotnisku. Zanim cokolwiek powie do zebranych na Światowych Dniach Młodzieży, łatwo przewidzieć, w jakich kontekstach jego wizyta w Polsce będzie interpretowana. Zostawmy na boku kontekst duchowy i czysto religijny, choć one są tutaj najważniejsze. Nie da się jednak uniknąć odniesień do rzeczywistości bardziej codziennej. Franciszek też ich zresztą nie unika.

Można więc spokojnie założyć, że w ciągu tych kilku dni lewicowe media dostaną solidną porcję amunicji, w wielu przypadkach nadinterpretując słowa Ojca Świętego albo wyjmując je z kontekstu. Na pewno będziemy mogli poczytać o tolerancji, konieczności przyjmowania „uchodźców”, ekologii. Jednocześnie – jak to się już dzieje – w wielu relacjach polskie „konserwatywne społeczeństwo” będzie prezentowane jako nieakceptujące przesłania obecnego papieża, a polski Kościół – jako mający z nim problem.

Cóż – nie da się ukryć, że problem jest, przy czym polega on przede wszystkim na upraszczaniu sytuacji, aby móc jej użyć w ideologicznym sporze. Jednym z najczęstszych uproszczeń jest nierozróżnianie dwóch powiązanych ze sobą, ale jednak nie tożsamych sfer działania papieża – duchowej i politycznej. Papiestwo w niemal całej swojej historii było w takim samym stopniu strukturą duchową jak polityczną, a bywało, że nawet bardziej tą drugą niż pierwszą. Dziś nic się nie zmieniło. Różni papieże w różny sposób balansowali pomiędzy sferą ducha i polityki. Absolutnym mistrzem był w tej dziedzinie św. Jan Paweł II, kierujący Kościołem w czasie szczególnie dramatycznym. Harmonia pomiędzy gestami politycznymi a wyznaczonym duchowym kursem była znakiem charakterystycznym jego pontyfikatu. Obie te sfery przeplatały się z sobą i płynnie wynikały jedna z drugiej.

W przypadku obecnego papieża jest inaczej – brakuje tu harmonii. Mnóstwo wystąpień Franciszka różnej rangi – od encyklik poczynając, na wypowiedziach publicznych skończywszy – jest bardzo mocno osadzonych w sferze politycznej i społecznej, a zatem – niezależnie od teologicznych przesłanek, z jakich wypływają, a które to przesłanki bywają bardzo słabo zaznaczone – wpisują się w bieżący kontekst.

Franciszek głosi tezy mocno socjalne, proekologiczne, siłą rzeczy wpisujące się w lewicową narrację, nawet jeśli nie taka jest intencja. Trudno się dziwić, że właśnie lewica uznała Franciszka za swojego i z lubością wskazuje, że prawica ma z nim problem (przy czym skrzętnie pomija te elementy nauczania papieża, które jej nie pasują, na przykład dotyczące aborcji).

Owszem – konserwatyści mają z obecnym papieżem problem. Udawanie, że jest inaczej, nie ma sensu. Być może jego zamiarem nie jest wpisywanie się w polityczny spór, ale przecież to właśnie wieloma swoimi wypowiedziami czyni. Żeby nie skupiać się na często błędnie cytowanych okazjonalnych wystąpieniach, można przypomnieć choćby encyklikę „Laudate si”, entuzjastycznie przyjętą przez lewicę, w której znalazły się ustępy wprost nawołujące do zastępowania konwencjonalnych źródeł energii źródłami odnawialnymi. Czyli zupełnie bezpośrednio dotyczące między innymi polskiego sporu z niektórymi krajami UE i – bardziej generalnie – sporu pomiędzy lobby energetyki odnawialnej a tradycyjnej. Mówimy o kwestiach nie tylko politycznych, ale przekładających się po prostu na ogromne pieniądze.

Ciąg dalszy na następnej stronie.

12
następna strona »

Zapraszamy do komentowania artykułów w mediach społecznościowych