Potrafię zrozumieć ( choć absolutnie ich nie podzielam) obawy moich kolegów konserwatystów, którzy z niepokojem spoglądają na niektóre niekonwencjonalne i z założenia kontrowersyjne działania papieża Franciszka. Jego pontyfikat jest tak wyjątkowo przełomowy medialnie, że trudno go porównywać nawet do rewolucyjnych zmian w wizerunku Watykanu za pontyfikatów Jana XXIII czy Pawła VI. Może więc wzbudzać niepokój, choć ostatnie kilka tekstów po opublikowaniu przez papieża „ekologicznej encykliki” wprawiają jednak w zdumienie. Przypominają one konserwatywną krytykę dwóch poprzedników na Tronie Piotrowym Jana Pawła II. O ile zwracanie uwagi na polityczne kontrowersje stosunku obu papieży do walki z komunizmem są uzasadnione, o tyle dzisiejsze wejście Franciszka z przytupem w „Wojnę Światów” nie daje podstaw do zarzucania mu osłabiania pozycji następcy św. Piotra.

Papież Franciszek jest jak „Tygodnik Powszechny”. Niby ma imprimatur, niby jest asystent kościelny, niby jest to pismo katolickie, ale… Trudno nie mieć poczucia, że coś jednak jest nie tak. Zaś im głębiej sięgamy, im więcej tekstów czytamy, tym szybciej to wrażenie się pogłębia.

pisze na naszym portalu Łukasz Warzecha, który choć nie poszedł w niesmaczną krytykę papieża Dominika Zdorta z „Rzeczpospolitej”, to jednak w ostry sposób wyraził swój sprzeciw wobec posunięć Ojca Świętego. Właśnie porównanie z „TP” jest tego wyrazem. Trudno jednak zgodzić się z zarzutami Warzechy, nawet jeżeli rozumiemy obawy konserwatystów o spójność przekazu obecnego papieża. Franciszek w kwestiach dogmatycznych i fundamentalnych ani na jotę nie przesunął nauki Kościoła z czasów jego wielkiego poprzednika Benedykta XVI-go czy Jana Pawła II-ego. „Tygodnik Powszechny’ (co najmniej) balansował zaś na tej granicy w tematach takich jak choćby gender. Owszem, może łączyć Franciszka i liberalne media katolickie krytyka klerykalnej struktury Kościoła. Ale przecież dokładnie to samo robił Benedykt XVI, mówiący wręcz o „brudzie” trawiącym Kościół. Mój szanowny kolega skupia się w swoim tekście na odczytaniu encykliki „Laudato Si”, która opublikowała na swoich stronach Krytyka Polityczna. I mówiąc szczerze, jestem zaskoczony tym zarzutem.

Nie analizowałem dogłębnie „ekologicznej encykliki” papieża i nie zamierzam toczyć tutaj bojów o jej szczegóły. Jednak głosy takich jednoznacznych wrogów walki z tzw. Globalnym Ociepleniem jak dr. Tomasz Teluk pozwalają mi na tekst Franciszka patrzeć ze spokojem.

Encyklika papieża Franciszka wzywa mieszkańców Ziemi, wszystkich – wierzących i niewierzących – do dbałości o nas wspólny dom – naturę. W swym głębokim wydźwięku nie jest bynajmniej „anty-Polska”.

pisał specjalista od tej tematyki, dowodząc, że papież nie wpisał się wcale w lewacką narrację o ociepleniu klimatu.

Natomiast warto na przykładzie właśnie zachwytu lewaków nad tekstem papieża zwrócić uwagę na sposób walki, jaką przyjął odchodzący od eurocentryczności Kościoła papież. „Lauda Si” zawiera przecież jasne potępienie aborcji. Czy fakt, że dokument, który uderza w inteligentny sposób w świętość lewicy wisi na stronach „KP” jest czymś negatywnym? Najlepsi ewangelizatorzy prezentowali chrześcijańską naukę niewiernym właśnie w taki sposób. Zaskoczony jestem, że krytycy papieża z pozycji konserwatywnych nie dostrzegają strategicznego zmysłu papieża w jego krucjacie. Szczególnie, że nie ma dowodów na sprzeniewierzenie się Tradycji i dogmatom.

Papież Franciszek jest jezuitą, który we krwi ma walkę na terenie wroga. Odpowiedni kamuflaż, taktyka i przebiegłość jest tym, czym jezuici w swojej historii charakteryzowali się w szerzeniu nauki Jezusa. Doskonale rozumiejący współczesną mediokrację papież perfekcyjnie swoje zadanie wykonuje, co widać po reakcji na jego pontyfikat lewicowych mediów. Ktoś powie, że lewica cieszy się zawsze, gdy papież przeprasza za grzechy Kościoła. Franciszek nie robi tego jednak w inny sposób niż św. Jan Paweł II, rozumiejący, że nic tak nie rozbraja wrogów Kościoła jak Prawda. Prawda, która zawsze oczyszcza i wyzwala. Słusznie pisze Piotr Zaremba do krytyków posunięć obecnego papieża:

Bawcie się tak dalej i patrzcie końca. Jeśli obudzicie się w świecie kompletnie zlaicyzowanym, to sami będziecie ponosić cząstkę winy.

Głęboko wierzę w mądrość Benedykta XVI, który nie przez przypadek zrezygnował z piastowania swojej funkcji. Rozumiał jak szalenie potrzebna jest pijarowa zmiana dopasowana do dzisiejszych czasów. Jestem też przekonany, że Duch Święty nie mylił się co do wyboru jego następcy. Skala laicyzacji współczesnych Europejczyków jest tak potężna, że nie wystarczy już okopywanie się w twierdzy i utwierdzanie w swojej wyższości moralnej. Pierwsi chrześcijanie odnieśli sukces przez świadectwo, uniżenie i perfekcyjne wejście w ducha świata, który ostatecznie przemeblowali. Wzbudzali tym skandal. Zupełnie jak Franciszek.