Sytuacja zdarzyła się w diecezji Passau w Bawarii – najbardziej katolickim landzie w Niemczech. Do niemieckiego księdza zgłosił się pracownik sezonowy z Polski, który poprosił o spowiedź.

Kapłan wpadł w popłoch i zaczął szukać na plebanii jakiegoś podręcznika lub modlitewnika, z którego mógłby się dowiedzieć, jak odprawiać sakrament pokuty. Okazało się bowiem, że duchowny nie tylko nigdy nie spowiadał wiernych, ale nawet ani razu w życiu sam się nie spowiadał.

Jak mogło dojść do takiej sytuacji? Otóż w wielu diecezjach w Niemczech zanikła praktyka pierwszej spowiedzi przed Pierwszą Komunią Świętą. Uznano, że dzieci w wieku 8-9 lat są tak niewinne, iż nie są w stanie popełnić grzechu ciężkiego. W związku z tym nie muszą przystępować do sakramentu pokuty, skoro grzechy lekkie i tak gładzi Komunia. W ten sposób jednak dzieci – nie wdrożone w praktykę spowiedzi – nigdy nie przystępowały do niej: ani w szkole podstawowej, ani w średniej, ani potem na studiach. Tematyka grzechu, winy, kary i potępienia była zaś zupełnie nieobecna w katechezie szkolnej.

To wyjaśnia fenomen, dlaczego w niemieckich kościołach często nikt nie przystępuje do spowiedzi, a do Komunii idą wszyscy.

Niestety, sprawa ma ciąg dalszy także w przypadku osób, które odczuły powołanie do stanu kapłańskiego. Otóż w niemieckich seminariach ojcowie duchowni, którzy muszą regularnie rozmawiać z klerykami na temat ich życia wewnętrznego, często  nie pytają ich w ogóle o kwestię spowiedzi, np. jej regularności. Przyjmuje się, iż byłoby to nieuprawnione wtrącanie się w sferę osobistą człowieka. W efekcie młody człowiek może przejść kilkuletnią formację w seminarium i ani razu nie przystąpić do spowiedzi. Tak było w przypadku owego księdza z diecezji Passau.

Ta historia jest niezwykle pouczająca zwłaszcza w kontekście roli hierarchów niemieckich w przygotowaniach do Synodu Biskupów na temat rodziny. Otóż niedawno kardynał Reinhard Marx z Monachium stwierdził, że Kościół w Niemczech może dziś być pionierem katolickiego duszpasterstwa na świecie. Takim prekursorskim kierunkiem, który jest obecnie silnie forsowany, może być zwłaszcza komunia dla osób rozwiedzionych i pozostających w ponownych związkach.

W odpowiedzi emerytowany niemiecki kardynał Paul Joseph Cordes (niegdyś bliski współpracownik Jana Pawła II) nazwał takie postawienie sprawy „godnym politowania samooszukiwaniem się Niemców”. Przyznał, że niemiecki Kościół może pochwalić „sprawnie funkcjonującym aparatem”, ale nie wystarczy to ani „do walki z postępującą sekularyzacją”, ani „do bezinteresownego oddania się Chrystusowi”.

Z oficjalnych statystyk wynika, że tylko 16,2 proc. katolików w Niemczech wierzy w Boga jako Osobę, natomiast aż 83,8 proc. utożsamia Go z opatrznością bez twarzy, anonimowym losem, kosmiczną energią, pierwotną siłą, albo po prostu zaprzecza w ogóle Jego istnieniu.

Wydaje się więc, że rację ma raczej kardynał Cordes niż kardynał Marx i niemieccy hierarchowie zamiast zaczynać naprawę całego Kościoła powszechnego powinni raczej skupić się na naprawie tego, co zepsuto na ich własnym podwórku.