Bestsellerem we Włoszech stała się pierwsza książka krytyczna wobec pontyfikatu papieża Franciszka pt. „Non e Francesco”. Co zaskakujące, jej autorem nie jest nikt wywodzący się ze środowisk tradycjonalistycznych czy lefebrystycznych, lecz znany pisarz Antonio Socci, związany z ruchem Communione e Liberazione.

Socci dał się poznać dotychczas jako katolicki apologeta i wielki entuzjasta nauczania Jana Pawła II. Napisał wiele książek, które rozeszły się w wielkich nakładach. Niektóre wydane zostały także w Polsce, m.in. „Wojna przeciwko Jezusowi”, „Tajemnica Ojca Pio”, „Śledztwo w sprawie Jezusa” czy „Tajemnice Jana Pawła II”. Część krytyków literackich we Włoszech nazywa 55-letniego Socciego następcą 73-letniego Vittorio Messoriego.

Sieneński pisarz potrafi być krytyczny wobec niektórych posunięć Watykanu, czemu dał wyraz bardzo mocno w książce pt. „Czwarta tajemnica fatimska”, gdzie polemizował z oficjalną interpretacją trzeciej tajemnicy fatimskiej dokonaną przez kardynała Josepha Ratzingera w 2000 roku. Publikacja tej pracy w 2006 roku wywołała gorącą polemikę autora z ówczesnym sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej kardynałem Tarsicio Bertone.

Tym razem krytyka Socciego sięgnęła znacznie dalej, bo dotknęła obecnego papieża. Swą książkę o Franciszku zadedykował on chrześcijanom mordowanym obecnie w Iraku. To nie przypadek, ponieważ autor ma do papieża pretensje, iż ten nie upomina się o los wyznawców Chrystusa prześladowanych w krajach islamskich. Pisarz wypomina Franciszkowi, że stać go było na list do muzułmanów z okazji rozpoczęcia Ramadanu z życzeniami, by okres ten przynosił im obfite owoce duchowe, ale nie stanął ani razu w obronie Asi Bibi, skazanej na śmierć za wierność Chrystusowi.

Generalnie książka Socciego zawiera cały katalog zastrzeżeń wobec postępowania obecnego papieża. Można powiedzieć, że sprowadzają się one wszystkie do jednego wspólnego mianownika – iż Franciszek bardziej dba o medialny efekt swoich poczynań niż rozwiązuje realne problemy Kościoła. Ma czas na spotkanie z Diego Maradoną, a nie znalazł czasu, by spotkać się z przełożonym Franciszkanów Niepokalanej. Podobne przykłady autor mnoży na wielu stronicach swej pracy. Dodaje, iż na początku pontyfikatu był zachwycony Franciszkiem, ale z upływem czasu rosło jego rozczarowanie nowym papieżem.

Książka Socciego, choć sprzedaje się bardzo dobrze, nie wywołała jednak dyskusji na temat pontyfikatu Franciszka, głównie z powodu swej pierwszej części, która dyskwalifikuje ją w oczach większości komentatorów. Otóż Socci podważa wiarygodność wyboru Franciszka, co prowadzić musi do wniosku, że Jorge Bergoglio nie jest tak naprawdę papieżem.

Włoski pisarz powołuje się na konstytucję apostolską „Universi domini gregis”, która precyzuje sposób wyboru papieża. W dokumencie tym jest napisane, że podczas konklawe mogą odbywać się maksimum cztery głosowania dziennie – dwa przed południem i dwa po południu. Tymczasem – jak pisze Socci – 13 marca 2013 roku kardynał Bergoglio został wybrany podczas piątego głosowania tego samego dnia. Okazało się bowiem, że podczas jednego z poprzednich głosowań skleiły się ze sobą karty elektorów i nie zgadzała się suma głosów – w efekcie głosowanie to unieważniono i nakazano jego powtórzenie. Według Socciego było to rażące naruszenie zasad konklawe. Watykańscy eksperci prawa kanonicznego są jednak odmiennego zdania – jeśli głosowanie zostało unieważnione, to uznaje się je za niebyłe. W związku z tym głosowań było cztery, a nie pięć.

Tak więc Socci, którego nie było podczas konklawe, nagle okazuje się wiedzieć lepiej od całego kolegium kardynalskiego, jak powinien przebiegać wybór papieża. Na tak wątłej podstawie opiera on swe kolejne, bardzo daleko idące wnioski i snuje dywagacje, które sprowadzają się do wniosku, że być może Franciszek jest biskupem Rzymu, ale papieżem nadal pozostaje Benedykt, gdyż prymat Piotrowy jest niezbywalny.

Tego rodzaju tezy sprawiły, że większość watykanistów odrzuciła książkę „Non e Francesco” jako niepoważną. Jak powiedział jeden z włoskich publicystów, jaki jest sens dyskutować z Soccim o pontyfikacie Franciszka, skoro z góry zakłada on, że to nie jest prawdziwy papież?

Znacznie szerzej komentowana jest natomiast inna publikacja na temat obecnego pontyfikatu, jaka ukazała się ostatnio we Włoszech. Dwóch watykanistów – Aldo Maria Valli i Rodolfo Lorenzoni – w książce pt. „Viva il papa?” zastanawiają się nad tzw. efektem Franciszka. Przyznają, że papież z Argentyny w przebojowym stylu stał się gwiazdą pop-kultury i ulubieńcem mediów. Zastanawiają się jednak, czy ten efekt medialny ma przełożenie na realne życie Kościoła: na liczbę nawróceń, pogłębienie wiary, powrót do praktyk sakramentalnych etc. Czy sukcesy wizerunkowe w przestrzeni publicznej idą w parze z ewangelizacją. To pytanie pozostaje otwarte.