Ian McKellen, aktor znany z roli czarodzieja Gandalfa w ekranizacji Władcy Pierścieni, przyznał się kiedyś gazecie „San Francisco Chronicle” do pewnego zwyczaju. Mianowicie za każdym razem, gdy spędza noc w hotelu, wyrywa z hotelowego Pisma Świętego strony, na których mowa jest w negatywny sposób o homoseksualizmie. Podobno potraktował już tak kilkaset egzemplarzy Biblii. W ten sposób walczy z homofobią, bo uważa, że biblijne fragmenty o homoseksualizmie są szkodliwe dla czytelników. Podobno w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, lepiej później śpi. Aktor, prowadzący swoją małą krucjatę, cenzurując Słowo Boże, sam nota bene jest gejem.

Natrętni mieszkańcy Sodomy

Nie sposób zaprzeczyć, że w Biblii są fragmenty, które mogą być dla niektórych homoseksualistów przykre w odbiorze. To właśnie na podstawie Biblii ukuto określenie „sodomia”, jakim kiedyś określano akt homoseksualny. W Księdze Rodzaju mamy bowiem opisaną próbę dokonania homoseksualnego gwałtu przez mieszkańców Sodomy na dwóch przybyszach, którzy znaleźli nocleg w domu Lota. Wyprowadź ich do nas, abyśmy mogli z nimi poswawolić! - krzyczeli pod domem i nie wykazali zainteresowania propozycją Lota, że odda im w zamian dwie córki, będące jeszcze dziewicami. Do gwałtu jednak nie doszło, ponieważ przybysze okazali się aniołami i porazili napastników ślepotą, a potem zniszczyli miasto w deszczu ognia i siarki (Rdz 19, 4-13). Być może to uroda ciał, jakie przyoblekli aniołowie wprawiła mieszkańców Sodomy w taki amok, aczkolwiek wydaje się, że homoseksualne gwałty na przybyszach, były zjawiskiem spotykanym częściej. Podobną historię znajdziemy w Księdze Sędziów: Tymczasem, gdy oni rozweselali swoje serca, przewrotni mężowie tego miasta otoczyli dom, a kołacząc we drzwi rzekli do starca, gospodarza owego domu: Wyprowadź męża, który przekroczył próg twego domu, chcemy z nim obcować (Sdz 19, 22n).

Potępienie aktów homoseksualnych 
W Księdze Kapłańskiej tuż obok wskazań dotyczących zoofilii, tj. seksualnego współżycia ze zwierzętami, czytamy: Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość! (…) Tymi wszystkimi rzeczami nie plugawcie się, bo tymi wszystkimi rzeczami plugawiły się narody, które wypędzam przed wami (…) Bo każdy, kto czyni jedną z tych obrzydliwości, wszyscy, którzy je czynią, będą wyłączeni spośród swojego ludu (Kpł 18, 22.24.29).

Akt homoseksualizmu został w tekście hebrajskim Starego Testamentu określony terminem to’ebah - „obrzydliwość”, którym nazywano wszystko, co zakłócało naturalny porządek stworzenia. Biblia wspomina także o karze za akt homoseksualny między mężczyznami: Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli (Kpł 20,13). Wyrażenie jumatu demehem bam (dosłownie - „krew ich spadnie na nich samych”) niekoniecznie dotyczy wymierzenia kary przez jakiś organ sądowniczy, ale wyraża myśl, iż grzechy przeciwne naturze obracają się przeciwko tym, którzy je popełniają.

W pierwszym rozdziale Listu do Rzymian Paweł opisuje akty homoseksualne jako jedne z grzechów pogan, którzy oddają cześć bałwanom i służą stworzeniu zamiast Stwórcy. Konsekwencją ich grzechów jest także upadek w sferze seksualnej: wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie (Rz 1, 26-27). W 1 Liście do Koryntian Apostoł, wyliczając tych, którzy nie odziedziczą Królestwa Bożego stwierdza: Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą… (1 Kor 6, 9). Z kolei w Pierwszym Liście do Tymoteusza św. Paweł stawia mężczyzn współżyjących ze sobą w jednym rzędzie z postępującymi bezprawnie, niegodziwcami, ojcobójcami, matkobójcami, handlarzami niewolników, kłamcami, krzywoprzysięzcami i popełniającymi inne występki sprzeczne ze zdrową nauką (1 Tm 1, 8-11).

Szacunek dla osób

W tym miejscu warto po raz kolejny przypomnieć stanowisko Kościoła Katolickiego wobec homoseksualizmu, które zostało bardzo jasno wyrażone w Katechizmie: „Tradycja, opierając się na Piśmie świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie, zawsze głosiła, że akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane. Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia. Nie wynikają z prawdziwej komplementarności uczuciowej i płciowej. W żadnym wypadku nie będą mogły zostać zaaprobowane” (KKK 2357). Równocześnie katechizm podkreśla, że osoby homoseksualne należy traktować z szacunkiem oraz że powinno się unikać wszelkich przejawów dyskryminacji (KKK 2358).

Łagodzenie wymowy tekstów 
Teksty biblijne wydają się znacznie bardziej dosadne w ocenie aktów homoseksualnych niż katechizm. Oczywiście wyrywanie kartek, nie sprawi, że fragmenty te znikną z Biblii (wszystkich egzemplarzy na świecie nie da się przecież ocenzurować). Niektórzy wybrali więc inną drogę niż aktor Ian McKellen, a mianowicie próbują złagodzić wymowę wspomnianych tekstów biblijnych, albo wręcz nadać im inne znaczenie, twierdząc, że to przekłady sugerują negatywną ocenę aktów homoseksualnych, której nie ma w oryginale. Na przykład Neil Eliott w książce The Arrogance of Nations, interpretuje słowa apostoła Pawła z Listu do Rzymian 1,27, iż mężczyźni „zapałali jedni ku drugim żądzą”, jako krytykę wszelkiej nikczemności: okłamywania samych siebie, gwałtów, rozpusty i rozpasania. Uważa też, że apostołowi chodzi w tym fragmencie o zdeprawowanych cesarzy rzymskich - Nerona czy Kaligulę, ale w żadnym wypadku nie należy wiązać jego słów z homoseksualizmem jako takim.

Za prekursora ruchu na rzecz akceptacji i legalizacji homoseksualizmu w obszarze chrześcijaństwa uchodzi Daniel A. Helminiak, północnoamerykański duchowny, który pracował jako duszpasterz w środowisku katolickich lesbijek i gejów, a potem porzucił sutannę i został profesorem psychologii. Jego książka Co Biblia naprawdę mówi o homoseksualności (Gdynia 2002) jest przykładem bardzo ideologicznego i manipulacyjnego podejścia do Biblii. Helminiak dokonał ekwilibrystycznej analizy tekstów biblijnych, aby wykazać, że znajdujące się w Biblii wzmianki o homoseksualizmie dotyczą zupełnie czegoś innego niż to, co dziś rozumiemy pod tym pojęciem. Przede wszystkim wyraził pogląd, że Biblia nigdzie nie zajmuje się homoseksualizmem jako takim. Wspomina go wyłącznie wtedy, gdy jego przejawy pogwałcają wymogi nie tyle moralne, co czysto rytualne. Według autora „grzechem sodomskim”, za który miasta spotkała zagłada z rąk Boga, był nie homoseksualizm, ale pogwałcenie zasady gościnności przez próbę upokorzenia gości. W liście Judy (Jud 7) grzech sodomski opisywany jest po grecku jako: ekporneuo pożądanie heteros sarks, czyli „odmiennego ciała”, co Helminiak interpretuje jako potępienie pożądania ciała aniołów, ale w żadnym wypadku nie potępienie skłonności homoseksualnych.

Helminiak próbował też złagodzić wymowę fragmentów z Listów Pawłowych, pisząc, że Apostoł Narodów nie określał aktów homoseksualnych jako złe, ale jako „nieczyste”, czyli nie aprobowane społecznie. Określenie para physin, którego używa Paweł, to bynajmniej nie „przeciwny naturze”, ale nieswoisty, niecharakterystyczny, co można by nawet tłumaczyć jako oryginalny, nieszablonowy… Paweł, używając terminu aschemosyne, (tłumaczonego jako „bezwstyd”, lub „zboczenie”, a oznaczającego co coś nieładnego, niewłaściwego) mówi po prostu, że seks między mężczyznami nie uchodzi za coś budzącego szacunek - ale bynajmniej go nie potępia. Według Helminiaka termin użyty w greckim oryginale jest po prostu neutralną informacją, a nie oceną. Z kolei w Pierwszym Liście do Koryntian i Pierwszym do Tymoteusza według niego nie wiadomo, czy w ogóle są wzmianki o gejach jako takich, skoro zwrot oute arsenokoitai może oznaczać również np. męską heteroseksualną prostytutkę, kogoś polującego na spadki, albo pedofila.

Naciągane to bardzo i przypomina mętne tłumaczenia, że rasistowskie żarty, to tak naprawdę wyrafinowana krytyka rasizmu.

Jonatan i Dawid
 Istnieją też próby poszukiwania pozytywnych homoseksualistów w Biblii, a nawet sugestie, jakoby niektóre teksty ukazywały pozytywne przykłady jednopłciowej miłości. Zdaniem niektórych badaczy Biblia nie tylko nie potępia homoseksualizmu, ale wręcz zwiera jego… pochwałę.

Według Helminiaka słowa Dawida skierowane do poległego Jonatana: Żal mi ciebie, mój bracie, Jonatanie. Tak bardzo byłeś mi drogi. Więcej ceniłem twą miłość niżeli miłość kobiet (2 Sm 1,26), świadczą o ich homoseksualnym związku. Bardzo to przypomina niedawne twierdzenia pewnej pani, że „Rudego” i „Zośkę” łączyła homoseksualna miłość, bo skatowany na gestapo i umierający Janek Bytnar trzymał swego przyjaciela za rękę i szeptał, że tak mu teraz dobrze. Historia wielkiego uczucia między młodym Dawidem a Jonatanem, synem króla Saula, miała się zacząć rzekomo bardzo wcześnie, mimo iż obaj mieli żony: „(…) dusza Jonatana przylgnęła całkowicie do duszy Dawida. Pokochał go Jonatan tak jak samego siebie (…). Jonatan zaś zawarł z Dawidem przymierze, umiłował go bowiem jak samego siebie. Jonatan zdjął płaszcz, który miał na sobie, i oddał go Dawidowi, jak resztę swojego stroju - aż do swego miecza, łuku i pasa (1 Sm 18,1-4). Istnienie związku między mężczyznami rzekomo potwierdza także wypowiedź Saula skierowana do Jonatana: Alboż to ja nie wiem, że wybrałeś sobie syna Jessego (1 Sm 20,30). W tym wypadku niechęć Saula do Dawida miałaby jeszcze dodatkowy wymiar - oto homofobiczny ojciec próbuje zgładzić kochanka swego syna. Zapomina się tylko o drobnym szczególe, że Saul był teściem Dawida, a Jonatan jego szwagrem…

Przeczytałem niedawno książkę Jamesa E. Hardinga z pt. The love of David and Jonathan (wyd. University of Sheffield, 2011), która oczywiście na kilkuset stronach broni hipotezy o ich homoseksualizmie. W Bibliotece Kongresu Amerykańskiego książkę Jamesa E. Hardinga można znaleźć pod hasłem przedmiotowym: „Bible. O.T. Samuel – Gay interpretations”. Istnieje już bowiem coś takiego jak gejowska interpretacja Biblii i traktowane jest to na amerykańskich uniwersytetach jako dyscyplina naukowa, jako jeden z rodzajów egzegezy w biblistyce. To nie jest żart.

Pozytywne związki homoseksualne?

Według gejowskich interpretacji Biblii homoseksualny związek łączył rzekomo Rut z jej teściową Noemi, bo przecież wyznała jej: Gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę, gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam, twój naród będzie moim narodem, a twój Bóg będzie moim Bogiem. Gdzie ty umrzesz, tam ja umrę i tam będę pogrzebana (Rut 1,16-17). Co prawda autor przyznaje że nie można tu jednoznacznie stwierdzić, czy łączył je związek seksualny czy też nie, ale zakłada, że jest to bardzo prawdopodobne. Nie można mieć bowiem wątpliwości, co do tego, że uczucie między obiema kobietami było uczuciem wielkiej miłości, a skoro tak, to dziwne byłoby gdyby ze sobą nie współżyły.

Według Helminiaka sługa rzymskiego setnika, uzdrowiony przez Jezusa, był tak naprawdę kochankiem tegoż setnika. Jezus oczywiście musiał wiedzieć, jaka jest natura związku między setnikiem a jego sługą, ale nie potępił ich. Co więcej, uzdrowił sługę, a setnika postawił innym jako wzór potęgi wiary. A zatem konkluzja jest taka: „Jezus popierał związki gejowskie”. Mam wrażenie, że niektórzy bardzo chcą dostrzegać w Biblii coś, czego tam nie ma. Czy naprawdę trudno sobie wyobrazić przyjaźń między panem i sługą, bez seksualnych podtekstów? Czy męska przyjaźń jest pojęciem aż tak abstrakcyjnym? Nie chodzi o to, że Jezus nie uzdrowiłby homoseksualisty, ale sugerowanie, że rzymski setnik i jego sługa byli kochankami, to zwykłe fantazjowanie. Na tej samej zasadzie można by uczynić homoseksualistami Don Kichota i Sancho Pansę, Kubusia Fatalistę i jego Pana, i wielu wielu innych…

Szczytem absurdu jest jednak twierdzenie, że sam Jezus był… aktywnym homoseksualistą. Jak wiadomo nie miał żony (ten pogląd wyraźnie stoi w opozycji do innej rozpowszechnionej przez pewne kręgi feministyczne bajki, jakoby żoną Jezusa była Maria Magdalena) i otaczał się mężczyznami, wśród których był jego umiłowany uczeń (J 19, 26; 21, 20) ). Anglikański duchowny Paul Oestreicher, kapelan Uniwersytetu w Sussex, twierdzi, że Jezus był homoseksualistą, pozostającym w intymnych relacjach ze swoim uczniem św. Janem Apostołem. Podobny pogląd głosi Robert Goss, były jezuita i wykładowca teologii w Harvard University, autor książek Jesus Acted Up, A Gay and Lesbian Manifesto i Queering Christ, Beyond Jesus Acted Up. Podczas Ostatniej Wieczerzy umiłowany uczeń wspierał przecież głowę na piersi Jezusa („spoczywał na piersiach Pana” - J 13, 25), a jak wiadomo w tamtych czasach spożywano posiłki w pozycji wpółleżącej. Niektórych zastanawia też fragment z Ewangelii Marka o młodzieńcu, który szedł za pojmanym Jezusem, a gdy strażnicy próbowali jego także schwytać, uciekł nago, zostawiając im w rękach prześcieradło (Mk 14,51-52). Sławomir Łuczkiewicz w książce „Antychryst i Apokalipsa” (Lublin 2001) sugeruje, że był to chłopak, z którym Jezus spędził noc w Ogrodzie Oliwnym na krótko przed aresztowaniem. Zresztą pomysł ten zaczerpnął z pewnej amerykańskiej publikacji. Z relacji Klemensa Aleksandryjskiego wynika, że już gnostycka sekta karpokracjan sfałszowała tekst jakiejś apokryficznej ewangelii przypisywanej Markowi, traktowanej przez Kościół aleksandryjski jako dzieło ezoteryczne. Oszustwo polegało na dopisaniu do niej fragmentów nieobecnych w oryginale. Takim dopiskiem był zwrot „nagi z nagim”, odnoszący się do nocnej wizyty młodzieńca u Jezusa. Klemens pisał, że karpokracjanie interpretowali cały tekst owej „Tajnej Ewangelii Marka” „zgodnie ze swymi bluźnierczymi i cielesnymi poglądami” i dopisali do niego „najbardziej bezwstydne łgarstwa”. Jednym z nich było seksualne tłumaczenie nocnej wizyty młodzieńca i głoszenie idei zdobywania przez ucznia tajemnej wiedzy przez współżycie seksualne z mistrzem. O homoseksualnym związku z owym młodzieńcem pisze na przykład Robert J. Myles w artykule Dandy Discipleship: A Queering of Mark’s Male Disciples (JMMS 4:2 [2010], s. 66-81).

Czytając te wszystkie „rewelacje”, można wzruszyć ramionami i po prostu stwierdzić, że głupota ludzka nie zna granic. Tylko że na takie pseudonaukowe publikacje bardzo łatwo uzyskiwać granty i dofinansowania.

Roman Zając - biblista, demonolog, absolwent KUL. Autor książek „Szatan w Starym Testamencie”, „Przewodnik po Niebie, Piekle i ich mieszkańcach”.