Parafianie z Jasienicy przerywają milczenie: „Ksiądz dialogu? Proszę nie żartować”. "Odkąd tu przyszedł, posługuje się esbeckimi metodami"

Fot. YouTube
Fot. YouTube

Arcybiskup Henryk Hoser, odwołując z ks. Wojciecha Lemańskiego z funkcji proboszcza w Jasienicy nie podał szczegółowych powodów swojej decyzji. Zapewniał, że sprawa jest złożona i trwa od lat. Ks. Lemański próbował wielokrotnie przerzucić winę na swojego przełożonego, sugerując między innymi, że abp Hoser obraził go pytaniem o obrzezanie. Jak się okazuje, prawdziwe oblicze byłego proboszcza z Jasienicy jednoznacznie potwierdza słuszność decyzji biskupa diecezji warszawsko-praskiej. Abp Hoser wykazał się wielką klasą nie ujawniając mediom szczegółów sprawy. Zrobili to jednak sami parafianie.

Jako proboszcz, ks. Lemański wprowadzał w Jasienicy surowe zasady. Parafię traktował jak własny folwark, parafian karał za nieposłuszeństwo, narzucał im swoją despotyczną wolę, a nawet nagrywał podsłuchane rozmowy.

Mówił nam: to ja ustanowiłem prawo i nie będziemy go łamać

– opowiada portalowi Onet.pl pani Beata.

Mnie powiedział wprost: jestem ponad prawem

– dodaje pan Mieczysław.

Jak podaje portal, Lemański karał parafian za nieposłuszeństwo, omijając ich domy w trakcie wizyt duszpasterskich.

Po kolędzie nie była odwiedzana m.in. pani Stanisława (dzięki której powstał kościół), pani Mirosława (bo wysłała maila, w którym podważyła sens istnienia w kościele instalacji grobu Pańskiego 2011), czy pracownicy miejscowej szkoły (bo solidaryzowali się z dyrektorką, którą ksiądz podał do sądu). Lista jest sporo dłuższa

— pisze Onet. Parafianie przyznają, że ks. Lemański przychodził z kolędą tylko do tych, którzy byli mu wierni. Niepokornych omijał w akcie zemsty. Miało to dla mieszkańców Jasienicy spore konsekwencje.

To mała wieś. Kto nie został odwiedzony, był narażony na ostracyzm

— przyznaje jeden z parafian. Powodów wykluczenia było wiele. Poruszająca jest choćby historia 92-letniej pani Stanisławy, której córka, w odpowiedzi na zachętę proboszcza do wyrażenia swojej opinii na temat pomnika dzieci pomordowanych przez Heroda, nie potraktowała jej zgodnie zamysłem ks. Lemańskiego. Choć zapewniał dyskrecję, słowa nie dotrzymał. Kartka z wydrukowaną treścią listu oraz imieniem i nazwiskiem nadawczyni zawisła na parafialnej tablicy ogłoszeniowej. Proboszcz opisał też sprawę na ambonie. Nie widział w tym niczego niewłaściwego. Stwierdził, że mail został wysłay do instytucji proboszcza, więc miał prawo upublicznić jego treść.

On zawsze ma kamienną twarz, która wyraża prawdę. Jest świetnie przygotowany. Wyciąga jakiś paragraf, od którego nie ma odwrotu. To pozwala mu łatwiej wdawać się w kłamstwa

— stwierdził pan Jakub.

Ks. Lemański chętnie przenosił swoje konflikty na wokandę. Pani Helenie wytoczył proces bez wymaganej konsultacji z biskupem. Jeden z obserwatorów procesu mówi wprost:

Jest doskonale przygotowany merytorycznie. Czuje się w sądzie jak ryba w wodzie. Powołuje świadków, omawia z nimi strategię, zadaje dziesiątki pytań. Dziwi to pana? Może dlatego, że zna pan ks. Lemańskiego z telewizji. Ale tu, we wsi, żyjemy z zupełnie innym księdzem od tego, którego pokochała Polska. Ksiądz dialogu? Proszę nie żartować.

Jeden z mieszkańców, który wdał się w konflikt z jasienickim proboszczem boi się posyłać swoje dzieci do szkoły. Dawniej działał w Komitecie Ochrony Proboszcza, ale szybko przeszedł na drugą stronę.

Podziwiałem go, zrobił na mojej rodzinie piorunujące wrażenie. Gdy zaczął się konflikt z kurią, stanąłem po jego stronie. Później się zreflektowałem, bo zauważyłem, że ks. Lemański chwyta się niegodnych metod. I że w walce z kurią wcale nie ma racji

– opowiada, podkreślając że sprawa nabrzmiała całkowicie, gdy ks. Lemański poprosił parafian o napisanie listu przeciwko skonfliktowanej z nim katechetce.

Mówię do księdza: ale zaraz, nas tam nie było… jak możemy napisać o czymś, czego nie widzieliśmy? Ksiądz to musi napisać

— opowiada jeden z mieszkańców Jasienicy. Proboszcz odpowiedział wprost: „Ale ja jestem ksiądz, a wy jesteście parafianie. To musi wyjść od was”.

Parafianie przyznają, że potrafił ich głaskać, sprawić że czuli się wyjątkowi, przez co byli gotowi zrobić dla niego wszystko. Potem wykorzystywał do własnych celów. Potwierdzają, że sterował ludźmi, napuszczając ich na biskupa i wysyłając odpowiednie osoby do reprezentowania parafii w kurii.

Planował najmniejszy szczegół, a potem mówił w mediach: to spontaniczna akcja ludzi! Nie wierzyliśmy w to, co słyszymy, ale ciągle ufaliśmy księdzu

— mówią członkowie rady parafialnej, ujawniając że to on inspirował treści listów.

Wkodował nam roszczeniowe postawy. Mówił: bierzcie długopisy i piszcie odwołania: do kurii! Do dziekana! Do biskupa! Do urzędu miasta!

Jeden z parafian, który dziś podejrzewa Lemańskiego o wyrachowaną walkę z Kościołem:

Błagaliśmy księdza: proszę nam obiecać, że nie będzie ksiądz walczył z Kościołem, że po prostu chce ksiądz się bronić. Przyrzekł. Okłamał nas.

Jak się okazuje, ks. Lemański toczył też wyniszczający konflikt ze swoim poprzednikiem, ks. Stanisławem Kazulakiem. Podburzał przeciw niemu parafian, kazał go wymeldować z parafii.

Parafianie, którzy dziś już trzeźwo patrzą na odwołanego proboszcza, przyznają że od początku posługiwał się ubeckimi metodami. Mówią, że w bliskim kontakcie sprawia wrażenie niedostępnego, rzadko patrzy prosto w oczy, unika wzroku. Często przybiera pozy, chętnie przechodzi na „ty” z osobami, które przypadły mu do gustu.

Odkąd tu przyszedł, posługuje się esbeckimi metodami

– mówią Jasieniczanie, ujawniając że ks. Wojciechowi zdarzyło się kiedyś przed wizytą u parafian stanąć pod oknem i podsłuchiwać, o czym mówią.

Zanim wszedł do domu, podszedł pod okno i podsłuchiwał, o czym rozmawiamy. Usłyszał prawie wszystko. Nakryliśmy go.

Uczył tych metod już najmłodszych, zatruwając inwigilacją parafię. Przed protestem przed kurią planowaną na Wielki Czwartek wielu parafian miało wątpliwości co do terminu. Jedna z parafianek tak wspomina chwilę, gdy mówiła o swoich wątpliwościach organizatorom.

Nagle zerkam w dół i widzę dwóch chłopców, którzy nagrywają moje słowa. Mówię: „Dzieci, tak nie wolno robić!” Ale to były metody Lemańskiego. Uczył nas wszystkich, by szpiegować, podsłuchiwać, nagrywać.

Drugie oblicze ks. Lemańskiego nie pozostawia wątpliwości. Dzięki zeznaniom parafian z Jasienicy widać wyraźnie jak wielką klasą wykazał się abp Henryk Hoser, nie mówiąc mediom o wszystkich przyczynach odwołania jasienickiego proboszcza.

mall / Onet.pl

—————————————————————————————————————

Polecamy wSklepiku.pl: „Pakiet św. Josemarii Escrivy”.

W kolekcji:”Bruzda” oraz „Droga”.

Studio TV

W tym miejscu za chwilę pojawią się komentarze...