W zabytkowym kościele w Warszawie przy Alei Solidarności niedaleko Placu Bankowego, nazywanym kościołem „przesuwanym”, znajduje się piękny obraz przedstawiający rodzinę Ulmów, sześcioro promiennych szczęśliwych dzieci z tatą i mamą w zaawansowanej ciąży. Swoim spokojem, pogodą na twarzach wzruszają wszystkich patrzących, jakby chcieli nam odwiedzającym tę świątynię powiedzieć – nie martwcie się, dobro i prawda zawsze zwyciężają. Obraz jest w tym kościele od niedawna z inicjatywy proboszcza, włoskiego księdza Roberto Rinaldo. Zapytałam skąd u niego rodowitego Włocha pomysł umieszczenia takiego obrazu w centralnym miejscu kościoła, odpowiedział, że według niego losy rodziny Ulmów symbolizują losy Polski i dodał – ja też miałem taką rodzinę, moi dziadkowie pomagali i przechowywali Żydów w czasie wojny, ale tylko w Polsce była kara śmierci za pomoc i ukrywanie Żydów, a mimo to u was w Polsce takich rodzin ryzykujących swoje życie było bardzo wiele. To prawda, było tysiące takich Polaków, nie oczekiwali podziękowań, pomagali, ukrywali, żywili, dzielili się tym co mieli, narażając na śmierć całe swoje rodziny, takie piękne karty pomocy Żydom w czasie okupacji ma również rodzina Czerniakowskich, ale ja chcę opowiedzieć o najważniejszej osobie, o Zofii Kossak-Szczuckiej i „Żegocie”, zorganizowanej przez nią Pomocy Żydom w czasie niemieckiej okupacji.
„Boży szaleniec w czasach zagłady” – tak piszą o Zofii Kossak-Szczuckiej. Pochodziła ze znakomitej rodziny Kossaków, jej dziadkiem był malarz Juliusz Kossak, ojcem – major kawalerii Tadeusz Kossak, a stryjem – inny znakomity malarz Wojciech. Była stryjeczną siostrą znanej poetki Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Magdaleny Samozwaniec. Miała piękne dzieciństwo i młodość w zamożnej ziemiańskiej rodzinie. Studiowała malarstwo w Warszawie i Genewie, ale wybrała pisarstwo i była w tej dziedzinie niezwykle utalentowana. Można by długo pisać o jej życiu, trudnych latach wojny bolszewickiej, kiedy to w chłopskim przebraniu uciekła z dwójką małych dzieci przez linię frontu. Widziała co robili bolszewicy, opisała to w przejmującej powieści pt. „Pożoga”, która była przed wojną obowiązującą lekturą w polskich domach.
Zofia Kossak–Szczucka pisała dużo. W okresie międzywojennym opublikowała ponad 30 większych utworów - powieści, zbiorów opowiadań i esejów. Otrzymała najcenniejszą międzywojenną nagrodę literacką – Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury. Z wielkim znawstwem pisała powieści i opowiadania historyczne związane z dziejami Polski i z historią Kościoła, wspaniałe literackie portrety wielu świętych w zbiorze opowiadań „Szaleńcy Boży”. Miała świetne pióro. Dzisiaj wystarczy wziąć jej książkę do ręki i nie sposób oderwać się i odłożyć na bok.
Zaraz po wybuchu wojny w 1939 roku zaczęła działalność konspiracyjną. Miała kilka pseudonimów okupacyjnych, założyła w 1941 r. działający w podziemiu Front Odrodzenia Polski, była to organizacja o charakterze religijnym, kontynuująca zadania, które w normalnych warunkach spełniała w społeczeństwie polskim Akcja Katolicka. Powołała do życia Tymczasowy Komitet Pomocy Żydom im. Konrada Żegoty (Żegota był fikcyjną postacią, którą wymyśliła sama Kossak-Szczucka w celach konspiracyjnych). Wkrótce Komitet stał się fundamentem utworzonej w grudniu 1942 r. i podległej Delegaturze Rządu – Rady Pomocy Żydom „Żegota”, czyli instytucji organizującej pomoc dla środowisk żydowskich. Sama pisarka, która starała się trzymać z dala od polityki, w skład rady nie weszła, lecz zajęła się dostarczaniem pomocy materialnej i fałszywych dokumentów uciekinierom z getta, wyszukiwaniem i umieszczaniem w bezpiecznych kryjówkach dzieci i całych rodzin żydowskich. W swoim mieszkaniu stale przetrzymywała żydowskich zbiegów, angażowała się w akcję pomocy nie tylko osobiście, lecz z całą swoją rodziną. Warto przytoczyć tu fragment jej wspomnień:
Pamiętam, jak kiedyś przeprowadzałam z Powiśla na Śniadeckich Żydówkę. Witold mój syn osobno na ten sam punkt prowadził jej męża, a Anna, moja córka miała przeprowadzić jej córkę, swoją rówieśnicę… Boże, jak się bałam o te moje dzieci! Nigdy nie zapomnę tego okropnego uczucia lęku, tego poczucia, że własne, najukochańsze dzieci narażam na śmierć prawie pewną. A z drugiej strony to przeświadczenie, że to obowiązek. A potem ta szalona radość i wdzięczność Bogu, gdy po półtorej godziny spotkaliśmy się na Powiślu, cali i zdrowi.
Warto przytoczyć tekst pod tytułem „Protest”, który Zofia Kossak-Szczucka opublikowała 11 sierpnia 1942 roku w prasie podziemnej, rozpoczęła swój apel od opisu straszliwej sytuacji w getcie warszawskim u progu ostatecznej zagłady jego mieszkańców:
„W getcie warszawskim, za murem odcinającym od świata, kilkaset tysięcy skazańców czeka na śmierć. Nie istnieje dla nich nadzieja ratunku, nie nadchodzi znikąd pomoc. Świat patrzy na tę zbrodnię straszliwą i milczy. Milczą kaci, nie chełpią się tym, co czynią. Nie zabierają głosu Anglia ani Ameryka, milczy nawet wpływowe międzynarodowe żydostwo, tak dawniej wyczulone na każdą krzywdę swoich…
Nie przestajemy uważać ich (Żydów) za politycznie, gospodarczo i ideowo wrogo nastawionych do Polski. Co więcej, zdajemy sobie sprawę z tego, iż nienawidzą nas oni więcej niż Niemców, że czynią nas odpowiedzialnymi za swoje nieszczęście. Dlaczego, na jakiej podstawie – to pozostanie tajemnicą duszy żydowskiej.
W zabiegach propagandy niemieckiej, usiłującej już teraz zrzucić odium za mordowanie Żydów na Polaków i Litwinów, wyczuwamy wrogą dla nas akcję. Świadomość tych uczuć jednak nie zwalnia nas z obowiązku potępienia zbrodni i ze wszystkich sił niesienia pomocy. Kto tego nie rozumie – nie jest ani katolikiem ani Polakiem…
Tekst protestu jest długi, szczery, poruszający, skłaniający do przemyślenia.
Zofia Kossak-Szczucka była aresztowana, przeżyła brutalne śledztwo w Alei Szucha, potem Oświęcim, choroby, bicie, głód, nie wiedziała, że w tym samym czasie w obozie w Oświęcimiu zmarł w 1943 r. jej syn Tadeusz.
Wojenną działalność Zofii Kossak-Szczuckiej izraelski Instytut Yad Vashem uhonorował dopiero w 1982 r, przyznano jej pośmiertnie tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, podstawą odznaczenia było świadectwo Maurycego Gelbera, który ukrywał się w jej warszawskim mieszkaniu przez sześć miesięcy. Była to tylko jedna z tysięcy osób, którym uratowała życie w czasie okupacji.
Maria Fieldorf – Czarska, córka generała Emila Augusta Fieldorfa, zamordowanego 24 lutego 1953 roku w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie, w 2010 roku opublikowała list otwarty, w którym zaproponowała sadzenie drzewek sprawiedliwym Żydom, którzy po wojnie pracowali w rządzie i aparacie bezpieczeństwa na najwyższych stanowiskach i uratowali życie albo chociaż upomnieli się za Polakami mordowanymi w więzieniach ubeckich, nikt się nie zgłosił…
Zachęcam Państwa do obejrzenia krótkiego filmu dokumentalnego: W sprawie generała Fieldorfa „Nila”
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/historia/752314-bozy-szaleniec-w-czasach-zaglady-tak-pisza-o-zofii-kossak
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.