Najwierniejszy syn Polski - tymi słowami w czerwcu 1979 r. kardynał Stefan Wyszyński przedstawił Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II - Wojciecha Ziembińskiego. Do prezentacji doszło w rezydencji arcybiskupów warszawskich po pamiętnej Mszy św. przed Grobem Nieznanego Żołnierza. Kim był Wojciech Ziembiński, jak zasłużył sobie na takie słowa u Wielkiego Prymasa Tysiąclecia, czy współcześni kreatorzy naszego życia społecznego znają to nazwisko, bo właśnie 13 stycznia 2026 roku mija 25 lat od jego śmierci. Odszedł za wcześnie, mógł jeszcze wiele zrobić, niestety intensywność pracy i stresów odbiła się na zdrowiu. Był człowiekiem czynu, dla niego nie było rzeczy niemożliwych, jeśli chodziło o dobro Polski. Obrońca narodowej godności. Wojciech Ziembiński odrzucał ustalony wbrew woli suwerennych narodów „porządek moskiewsko - teherańsko - jałtański”, który faktycznie przekreślał prawo narodów do samostanowienia.
Był organizatorem każdej większej manifestacji niepodległościowej. Obraz Wojciecha Ziembińskiego w scenerii Grobu Nieznanego Żołnierza znany był zwykłym ludziom, nie tylko pracownikom służby bezpieczeństwa, którzy cały czas polowali na niego a on skutecznie im się wymykał. To właśnie Wojciech Ziembiński organizował obchody rocznic narodowych - 11 listopada, 3 maja, 15 sierpnia i inne zakazane wówczas święta, pamiętał też o polskich kresach, tak ważnych kulturowo i gospodarczo dla Polski. Już w 1975 r. zorganizował wielki narodowy protest przeciwko niszczeniu Cmentarza Orląt Lwowskich przez sowietów i upamiętnienia 50-lecia sprowadzenia ze Lwowa do Warszawy prochów Nieznanego Żołnierza przez wmurowanie tablic epitafijnych w Kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze i w warszawskiej katedrze św. Jana. Trudno byłoby wymienić wszystkie jego patriotyczne inicjatywy, wmurowane tablice, epitafia, przywrócone święta i rocznice. Symbolem jego działania pozostał pomnik w Warszawie przy ul. Stawki, krzyże, wagony, napisy, 17 września 1939 rok, ponad 2 miliony wywiezionych na Syberię i zamordowanych na „nieludzkiej ziemi” – dzieło życia Wojciecha Ziembińskiego.
Dzięki inicjatywie i uporowi Wojciecha Ziembińskiego powstały też polskie cmentarze wojenne w Katyniu, Charkowie i Miednoje. Wspomina o tym Agnieszka Bogucka, była doradczyni w gabinecie premiera Buzka, że właśnie Wojciech Ziembiński wywalczył, aby to była sprawa państwa polskiego, a nie sprawa rodzin katyńskich jak chciał ówczesny rząd, by w ten sposób pozbyć się problemu. Wojciech Ziembiński kategorycznie i jednoznacznie argumentował - oni zginęli za Polskę i należy im się upamiętnienie przez państwo polskie – i zwyciężył, cmentarze powstały. W swoim działaniu był kategoryczny niezwyciężony i skuteczny. Nie dawał się nabierać na jakieś frazesy decydentów w III RP. Ci, którzy pamiętają Wojciecha Ziembińskiego przyznają, że bardzo go dzisiaj brakuje. Wierny Piłsudczyk wyznawał zasadę według myśli Józefa Piłsudskiego – „Na głupotę kłamstwo i zdradę jest tylko siła! Polska będzie silna albo jej wcale nie będzie.”
To Wojciech Ziembiński szedł pierwszy w stanie wojennym wśród szpalerów zomowców gotowych do akcji, szedł z biało-czerwonym wieńcem pod Grób Nieznanego Żołnierza, a za nim ruszaliśmy my studenci już wolni od strachu. Jego obecność, dostojna sylwetka i jego słowa jasne i prawdziwe były dla nas wielką siłą.
Historyk Tadeusz Krawczak wspominał:
W 1975 r. „nakryłem” Wojtka na wojskowych Powązkach, gdy ze studentami wtykał w mogiły żołnierzy 1920r biało-czerwone chorągiewki. W scenerii konspiracji oczyszczał płaskorzeźbę z podobizną bohaterskiego kapelana ks. Ignacego Skorupki, organizował druk prasy, ulotek, biuletynów niepodległościowych, współdziałał przy projekcie i budowie na Powązkach Sanktuarium poległym i Pomordowanym na Wschodzie z ks. Stefanem Niedzielakiem, zamordowanym skrytobójczo 20 stycznia 1989 roku przez tak zwanych nieznanych sprawców. Przez lata, aż do skutku zabiegał o umieszczenie w warszawskiej Katedrze tablicy epitafijnej Marszałka Piłsudskiego.
Stefan Kisielewski napisał w swoim „Abecadle”:
To jest niesłychanie pożyteczny szaleniec, który w dawnym okresie, kiedy nikomu się to nie śniło - wywalczył różne tablice pamiątkowe, rocznice patriotyczne itd. (…) Pobili go, aresztowali. Ale za dwa lata już Jabłoński składał wieniec 11 listopada. Czyli jest zwycięstwo. I on dużo takich zwycięstw odniósł, powinien dzisiaj być dekorowany jakimiś orderami, a nikt tego nie robi. To niesprawiedliwość polska wobec prawdziwych a cichych bohaterów.
Bardzo nam imponował, jego postawa to nie było udawanie, pajacowanie, to była odwaga zbudowana na rodzinnych i narodowych fundamentach. Całe życie harcerza i podchorążego AK Wojciecha Ziembińskiego przepojone było Polską. Wierność imponderabiliom wyniósł z domu, w tradycji niepodległościowej wyrastał przy ojcu - majorze Kazimierzu Ziembińskim, kawalerze Orderu Wojennego Virtuti Militari i matce Marii z Nałęcz-Korzeniowskich, siostry adiutanta Józefa Piłsudskiego. We wrześniu 1939r. czternastoletni Wojtek bierze czynny udział w cywilnej obronie Warszawy a po kapitulacji pomaga rannym żołnierzom i kolportuje pismo „Polska żyje”. Ponieważ jego brat Zdzisław jest związany z „Pobudką” i „Walką”, gestapo poszukuje ich obu. Po fali aresztowań i śmierci brata próbuje dotrzeć do oddziałów polskich w Wielkiej Brytanii do ojca. Aresztowany przez Niemców w lipcu 1942r. we Francji jest więziony przez rok, a po nieudanej próbie ucieczki - przetrzymywany w obozach karnych gestapo w Karlsruhe i Niederbuhl. Potem następuje praca niewolnicza na rzecz Rzeszy w Nadrenii. Ma wtedy zaledwie 16-17 lat! Od kwietnia 1945r. jako ochotnik Wojska Polskiego we Francji i W. Brytanii uczy się w Podchorążówce Piechoty i kawalerii zmotoryzowanej i jednocześnie w gimnazjum polskim w Szkocji. Powraca do kraju w 1947r. Po powrocie z Wielkiej Brytanii Ziembiński zdejmuje mundur, ale nie przestaje czuć się żołnierzem sprawy narodowej:
„Nie było rozkazu demobilizacji dla tych, którzy chcieli walczyć o narodową świadomość , walka w obronie naszego myślenia trwa na każdym polu”- mówi.
Przyjęty na Uniwersytet Toruński protestuje przeciwko usuwaniu krzyży na uczelni i zostaje natychmiast relegowany. Zostaje kilkakrotnie aresztowany, pozbawiony pracy, oddaje krew, by jakoś żyć. Podobnie jak Zbigniew Herbert, który tak go wspominał:
Wojtek Ziembiński jest wierny zasadzie, że dopóki nie ukróci się swobody penetracji Polski przez agentów KGB - nie wolno nam spocząć! Jest konsekwentny, nie znosi półśrodków, potępił rozmowy „okrągłego stołu”, przestrzegał przed łagodnym traktowaniem przedstawicieli reżimu i przed zamazywaniem historycznych podziałów w imię niejasnych umów politycznych. Nic dziwnego, że nie objął po 1989r. żadnych stanowisk w nowych władzach. Tacy ludzie mają wielu nieprzyjaciół, również w bliskich sobie kręgach.
Twardy, silny a jednocześnie wielkiej kultury, zawsze wytwornie ubrany, serdeczny, dżentelmeński w stosunku do kobiet, rozumiejący młodych ludzi, garnęliśmy się do niego, imponował nam też gruntowną wiedzą, łatwo było podpaść, skompromitować się jakąś luką w dziedzinie historii czy literatury.
Jerzy Narbut, świetny publicysta, humanista napisał:
Jakże liczny jest dziś w Polsce obóz patriotyczno-niepodległościowy - jakże niewielu było ludzi głoszących otwarcie program niepodległościowy - lat temu dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści… Byli wykpiwani nie tylko przez propagandę reżymu, wykpiwała ich także zgodna opinia antykomunistycznej inteligencji - wymądrzalskiej, pewnej swego „rozeznania” i „realizmu”, obmyślającej różne projekty reformy niereformowalnego systemu, zachwyconej każdym ochłapem liberalizacji, nie pozwalającej nazywać PRL-u sowiecką okupacją i odwróconej plecami od idei niepodległości i pełnej suwerenności. Wierność ideałom Listopada 1918 roku? Ach skąd! Machano rękami, wzruszano ramionami, pukano się w czoło: bzdura mrzonka! Dziecinada! Post-romantyczne wariactwo! Po salonach intelektualnych krążyły pawie elokwencji i rozważały alternatywne warianty rozwoju sytuacji w związku z epokowym wydarzeniem, że jakiś Kociołek zastąpi Wieczorka, zaś jakiś Wieczorek Bębenka - a ulicą, w osamotnieniu i biedzie, iluś tam wiernych z legionową nutą w uszach, przemykało się ku Polsce. Szła ciągle pod prąd ta garstka, ta grupka upartych, nieznanych nikomu, szarych niosących jedno swe bogactwo: WIERNOŚĆ. Pierwszy szedł Wojtek Ziembiński.
(Jakże to dzisiaj wszystko aktualne!)
Był przełomowy rok 2000, odsłuchałam w telefonie krótką informację nagraną na jednym oddechu, była od Wojciecha Ziembińskiego: Czerniakowska, czekam, bo będzie za późno - wiedziałam, że muszę jak najszybciej nagrać, by potem zrobić film dokumentalny, choroba postępowała, zamykały się pęcherzyki płucne, ale jak, skąd wziąć środki, musiałam coś wymyśleć … Zachęcam Państwa do zobaczenia dokumentu, który nie tylko wzrusza i dostarcza wiedzę o III RP, ale przede wszystkim skłania do zamyślenia nad naszą obecną rzeczywistością.
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/historia/750562-wojciech-ziembinski-byl-taki-ktos
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.