7 stycznia 1949 roku został zamordowany Jan Rodowicz ps. Anoda, 26 letni porucznik Armii Krajowej, harcerz, żołnierz Szarych Szeregów, organizator i uczestnik wielu działań bojowych, m.in. słynnej Akcji pod Arsenałem. „Zanim padłeś, jeszcze ziemie przeżegnałeś ręką / Czy to była kula, synku, czy to serce pękło …”
Brawurowe akcje
Walczył w Powstaniu Warszawskim, konstruował broń, działał wszechstronnie razem ze swoimi kolegami z Liceum Batorego, słynnej drużyny harcerskiej „Pomarańczarni”, z późniejszymi legendarnymi żołnierzami AK: Tadeuszem Zawadzkim, Aleksandrem Dawidowskim i Jankiem Bytnarem. W akcji pod Arsenałem skutecznie i brawurowo wykonał główne zadanie akcji – zatrzymanie furgonetki z Jankiem Bytnarem, dowodził sekcją „butelki”. To on wywiózł z pola walki ciężko rannego Alka Dawidowskiego. Za swą postawę pod Arsenałem odznaczony został Krzyżem Walecznych. Następowały kolejne akcje Grup Szturmowych, w których „Anoda” zawsze imponował spokojem i odwagą: 27 V 1943 r. akcja „Choran” – zdobycia materiałów wybuchowych, 20 V 1943 r. akcja pod Celestynowem – uwolnienia 50 więźniów przewożonych z Lublina do Oświęcimia. W okresie czerwiec-lipiec 1943 r. Janek Rodowicz uczestniczył w przygotowaniach do akcji uwolnienia więźniów pod Jaktorowem, a 20 sierpnia tego roku w likwidacji posterunku policji granicznej w Sieczychach i można by tak długo wymieniać niesamowite dokonania bojowe tego wówczas 20letniego chłopaka.
Aresztowanie w wigilię Bożego Narodzenia
Tajni ubeccy oprawcy przyszli po niego w Wigilię, 24 grudnia 1948 roku, gdy matka Zofia Rodowicz, z d. Bortnowska, siostra generała Władysława Bortnowskiego, walecznego dowódcy z 1920 i 1939 r., rozkładała opłatek na świątecznym stole. Ojciec, Kazimierz Rodowicz, inżynier i profesora Politechniki Warszawskiej, polski patriota, więziony w Rosji, stał jak skamieniały, wiedział co robią ubecy na służbie Moskwy. Zabrali Janka na ul. Koszykową do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (bezpieczeństwa – jak to cynicznie brzmi) i tam w zaledwie kilka dni okrutnego śledztwa, pod kierownictwem naczelnika wydziału IV, pułkownika Urzędu Bezpieczeństwa Witolda Herera, zamordowali słynnego „Anodę”, niezwykle walecznego, zdolnego młodego Polaka, tak bardzo potrzebnego Ojczyźnie. Rodzice stracili tak swoich wszystkich synów, bo wcześniej w czasie walk w Powstaniu Warszawskim ranny został starszy brat Janka, Zygmunt, przedwojenny zawodowy oficer i zmarł w szpitalu na Powiślu 30 sierpnia 1944 roku, miał zaledwie 28 lat.
„Nie sposób zrozumieć dziejów Polski, jeśli się nie przyłoży do nich tego jednego podstawowego kryterium, któremu na imię Jezus Chrystus”
– mówił do nas Jan Paweł II w czasie znamiennej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 roku na Placu Zwycięstwa w Warszawie.
Bezkarność zbrodniarzy
My dzisiaj też musimy przykładać do naszego życia kryteria tamtych chłopców i dziewcząt, zamordowanych, ale niezwyciężonych. Ubeckim oprawcom nie przeszkadzało, że Janek Rodowicz był odznaczony Orderem Virtuti Militari V klasy i dwukrotnie Krzyżem Walecznych, nic dla nich nie miało i nie ma znaczenia, podepczą i zniszczą każdą świętość dla swoich, obrzydliwych, zdradzieckich interesów. Nikt nigdy nie osądził tamtych zbrodniarzy, kolaborantów, agentów, tajnych współpracowników, którzy dzisiaj nawet nie kryją się ze swoją przeszłością, a wręcz przeciwnie, głośno protestują przeciwko zrównaniu ich wysokich emerytur, bo nadal czują się bezkarni. A ich następne pokolenia wychowane na ubecki wzór, sięgają po największe uprzywilejowania i gardzą nami, zwykłymi Polakami.
Janek Rodowicz „Anoda” po wojnie walczył o prawdę, prowadził akcje propagandowe skierowane przeciwko komunistycznym rządom, rozpoznawał urzędy bezpieczeństwa publicznego, więzienia, ostrzegał dawnych żołnierzy podziemia, ukrył część broni. Zajął się z ocalałymi żołnierzami Batalionu „Zośka” ekshumacją i pogrzebami na Cmentarzu Powązkowskim poległych towarzyszy broni, tworzył pierwsze kwatery powstańcze.
Niezwykła osobowość „Anody”
Na czym polegała niezwykłość osobowości Anody? Janek z domu, szkoły i harcerstwa wyniósł poczucie obowiązku i odpowiedzialności. Poczucie obowiązku było motorem do nauki i coraz lepszego wykorzystywania swoich talentów, ale gdy przyszedł czas wojny do bezwzględnej walki z wrogiem. Poczucie odpowiedzialności przejawiało się w perfekcyjnym przygotowywaniu akcji bojowych, ale też w trosce o podwładnych i kolegów, którym pomagał również po wojnie. Niezłomność zasad, pracowitość i konsekwencja działania, tworzyła warunki sukcesu i realizowania planów, mimo niesprawnej lewej ręki po akcji „Wilanów” na posterunek żandarmerii niemieckiej. Był wszechstronnie uzdolniony – pisał wiersze, komponował piosenki, a także wspaniale rysował szkice, detale architektoniczne i karykatury. Pełen humoru zawsze był duszą towarzystwa, bo nadawał każdemu spotkaniu niezwykle sympatyczny, zdawałoby się beztroski, żartobliwy nastrój. Podziwiany przez młodszych kolegów, nie stwarzał sztucznego dystansu.
„Pogodny, uśmiechnięty, gładko uczesany, znakomity rysownik i świetny projektant, był lubianym chyba przez wszystkich. Janek tryskał życiem. Z głową pełną pomysłów, zawsze był pierwszy do pracy, do pomocy, a także do żartów i studenckich figli. I cieszył się życiem. Snuł rozległe plany, chciał skończyć jak najprędzej studia i budować, rysować i projektować. Marzył o odbudowie Warszawy, o pracy dla Polski”
– wspominał Jan Suzin, jego kolega z Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej.
23-letni poeta Józef Szczepański ps. „Ziutek” pisał w ostatniej chwili na barykadzie powstańczej Warszawy, zanim padł od kuli wroga:
Alejami z paradą, będziem szli defiladą
W wolną Polskę co wstała z naszej krwi …
Walczyli, oddawali życie, marzyli o pięknej, sprawiedliwej, niepodległej Polsce.
Nie zatrzeć pamięci
Janek Rodowicz „Anoda” jest absolutnie wyjątkową postacią w naszych najnowszych dziejach i zasługuje na szczególną pamięć. Mimo młodego wieku miał za sobą całą listę dokonań zarówno w walce z wrogami Polski, ale też jako uczeń, potem student Politechniki dwóch kierunków - Elektrycznego i Architektury. Wybitnie uzdolniony, a przy tym koleżeński, aktywny, pełen pomysłów, które z powodzeniem realizował, uwielbiany przez kolegów i przełożonych, wielki miłośnik Polski i Polaków. „Często powtarzał – ja po prostu tak zwyczajnie kocham Polskę – my dziewczyny byłyśmy zazdrosne o tę jego miłość, bardzo nam się podobał i każda zabiegała o jego względy” – wspominała w moim filmie jego koleżanka z roku, potem wybitna architekt, Grażyna Jonkajtys. Podkreślała z dumą, że studiowała razem z Jankiem Rodowiczem, przytaczała fakty, wspominała o nim jako o kimś najważniejszym wśród braci studenckiej tamtych lat i potem ten ogromny żal i strach jednocześnie, gdy dowiedzieli się, że został aresztowany przez UB, spodziewali się najgorszego, ale wierzyli, że przecież kogoś takiego jak Janek nie zamordują, bo jest bardzo Polsce potrzebny, a tyle już przeszedł i dał radę. Wspominała jak wyjechali na plener do Kazimierza w czasie studiów, Janek wszystkim pomagał szkicować, konsultował ich projekty, młodość, radość, kąpaliśmy się w Wiśle, Janek nie kąpał się, siedział na brzegu, na pytanie dlaczego się nie kąpie, odpowiedział - cały jestem posiekany szrapnelami, gdybym się rozebrał nie jedlibyście obiadu. Ten chłopak, niezwykły bohater, który tyle wycierpiał, został tak brutalnie zamordowany i pozbawiony wszelkiej możliwości obrony. Świadkowie w procesie Adama Humera, jednego z szefów aparatu terroru zeznawali jak okrutnie był torturowany zaraz po aresztowaniu, w niespełna dwa tygodnie wykończyli 26-letniego bohaterskiego chłopaka zaprawionego w walce w czasie całej okupacji i Powstania Warszawskiego. Barbarzyńcom na służbie Moskwy nie chodziło tylko o to żeby zabić, ale przede wszystkim sponiewierać, odebrać najwyższą godność i honor bohaterskiemu, niezłomnemu Polakowi, do tego jeszcze tak wybitnie uzdolnionemu, który był bardzo potrzebny Polsce po latach okupacji. Zamordowali tak tysiące najwartościowszych Polaków, patriotów, zrujnowali życia całych rodzin, inaczej wyglądałaby Polska dzisiaj, gdyby nie to ogromne, trudne do wyobrażenia tamto barbarzyństwo.
kolejne pokolenia komunistów
Gdy wszystkie te fakty zestawia się i próbuje odpowiedzieć, gdzie są granice ludzkiego bestialstwa, jeszcze jedno pytanie przychodzi nam dzisiaj zadać. Jak to się stało, że po 36 latach od 1989 roku, kolejne pokolenia komunistów piastują najwyższe urzędy w państwie polskim, a całe zastępy ubeków ujawniają się i domagają wysokich emerytur, nie widząc w tym nic złego! W tym kontekście przypominają mi się słowa wykładowcy na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, docenta Michała Szulczewskiego, należącego do establishmentu partyjnego PRL-u, które powiedział po zmianach w 1989 roku: „Tacy jak my dzisiaj powinniśmy przywdziać kaptury pokutne i od kruchty cieszyć się, że nas nie aresztują, bo czekają nas więzienia”. Wtedy jeszcze wszyscy wierzyli w prawdziwą dekomunizację i rozliczenie tych, którzy niszczyli Polskę i mordowali Polaków.
Zachęcam Państwa do obejrzenia filmu dokumentalnego „Humer i inni”, filmu dla mnie szczególnego, pod wieloma względami…
Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/historia/750079-7-stycznia-zostal-zamordowany-janek-rodowicz-anoda
Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Najważniejsze teksty publicystyczne i analityczne w jednym miejscu! Dołącz do Premium+. Pamiętaj, możesz oglądać naszą telewizję na wPolsce24. Buduj z nami niezależne media na wesprzyj.wpolsce24.