Większość ukraińskich uczestników dyskusji neguje zorganizowany charakter masowych mordów na wołyńskich Polakach. To służy tezie o symetrii win. A takiej symetrii nie było, bo AK nigdy nie planowała deukrainizacji żadnych obszarów

— z prof. Grzegorzem Motyką, historykiem specjalizującym się w tematyce ukraińskiej, na łamach „wSieci” rozmawia Piotr Skwieciński.

Rozmowa dotyczy, rzecz jasna, zbliżającej się rocznicy ludobójstwa na Wołyniu. Prof. Motyka szeroko opisuje całe zdarzenie:

Masowe mordy na Polakach, choć jeszcze nie na tę skalę, z którą mieliśmy do czynienia od lipca 1943 r., zaczęły się na Wołyniu już w lutym. Tymczasem na Chełmszczyźnie do pierwszego zbiorowego mordu na ludności ukraińskiej (Niemcy zasiedlali tam Ukraińcami wysiedlone polskie wsie, by zabezpieczyć przed atakami polskiej partyzantki obszar kolonizowanej Zamojszczyzny) doszło w maju. Również polska policja pomocnicza na Wołyniu powstała dopiero po przystąpieniu UPA do akcji depolonizacji. Dodajmy, że w dokumentach samej UPA można znaleźć informacje, iż w iluś miejscach cywilni Polacy odnoszą się do ruchu ukraińskiego pozytywnie. Nie wpłynęło to na ich los. Miejscowości, w których polska ludność miała być życzliwa dla ukraińskiej partyzantki, zostały wymordowane tak samo jak wszystkie inne

— czytamy.

W wywiadzie nie zabrakło pytania o to, jak sprawa Wołynia wpływa i może wpływać na dzisiejsze relacje polsko-ukraińskie.

Już dawno uznano, że trzeba rozłączyć bieżącą politykę i sprawy rozliczeń historycznych. To bardzo słuszne założenie, tyle że czasem wyprowadza się z tego wniosek, iż o trudnej historii nie trzeba mówić w ogóle. Tymczasem powinniśmy popierać niepodległościowe aspiracje Ukraińców, ich obrona wolności i integralności terytorialnej własnej ojczyzny budzi mój ogromny szacunek, ale to jeszcze nie znaczy, byśmy mieli o Wołyniu nie rozmawiać. Bo jeśli nie rozmawiamy, to właśnie wtedy oddajemy pole istniejącym po obu stronach radykałom czy „tym trzecim”, którzy chcieliby za pomocą historii skonfliktować Polskę i Ukrainę

— zaznacza historyk.

I dodaje:

Nikt nie ma prawa oczekiwać, żebym mówił nieprawdę (także Kresowiacy, kiedy rzecz dotyczy polskiego odwetu). Potępiam rosyjską agresję wobec Ukrainy, ale mówię też wprost kolegom ukraińskim, że mamy prawo oczekiwać potępienia zbrodni i bez tego będziemy wciąż wracali do wołyńskiej tematyki. W ciągu ostatnich 25 lat sporo nam się w relacjach z Ukraińcami udało. Na przykład wojna polsko- -ukraińska z lat 1918—1919 nie wywołuje już emocji. A przypomnijmy sobie, jakie spory towarzyszyły otwarciu cmentarza Orląt. Tak naprawdę spieramy się dziś tylko o zbrodnię wołyńską! Wiele osób chciałoby pójść na skróty, załatwić tę kwestię za pomocą paru okrągłych zdań. Ale masowe zbrodnie na cywilach wywołują ogromne emocje. To można rozwiązać tylko poprzez rozmowę, szczerą do bólu

— przekonuje.

Całość rozmowy na łamach „wSieci” - polecamy!

svl